Sport

Era elfów minęła

Z DRUGIEJ STRONY - Paweł Czado

Zauważam, że w polskiej lidze, pojawia się nowa – pozytywna według mnie – tendencja. Otóż jeszcze w niedalekiej przeszłości często chciało mi się śmiać, kiedy po jednym czy drugim meczu słyszałem, jak piłkarz, schodząc do szatni, mówił nam, dziennikarzom: „To był mecz walki”. Być może nie wszyscy zawodnicy zdawali sobie z tego sprawę, ale w braci dziennikarskiej przyjęło się, że to jedynie sformułowanie-wytrych, wręcz usprawiedliwienie, które ma jedynie pokryć bylejakość, nijakość widowiska. Zauważcie: w Polsce nikt z piłkarzy nie mówił / nie mówi / nie będzie mówił o walce, kiedy w trakcie zakończonego właśnie spotkania padło akurat wiele bramek...

Powinniśmy, w moim mniemaniu, zacząć rozumieć ten termin inaczej (oczywiście chodzi mi o tych, którzy postanowili pozostać przy starym jego pojmowaniu). Otóż wygląda na to, że powoli odchodzi do lamusa powiedzenie „Lepiej mądrze stać, niż głupio biegać”. Ono właściwie już odeszło – piszę w czasie teraźniejszym, żeby choć trochę odsunąć od siebie poczucie, że mi przykro, bo to powiedzenie forowało przecież myślących piłkarskich artystów, których wszyscy kochamy.

Poziom w Polsce będzie wyższy, jeśli poważnego meczu nie będzie już można wygrać na stojąco, a tylko samą inteligencją. Inteligencja oczywiście nie zginie. Ba; w ciągłym biegu przyda się jeszcze bardziej!

Dobrym przykładem na to, co chcę przekazać, niech będzie sposób gry, który właśnie zadebiutował w polskiej lidze, a ten debiut przeszedł bez echa – według mnie całkowicie niezasłużenie. Quentin Boisgard, nowy piłkarz Piasta Gliwice, szczerze mnie – nie boję się użyć tego sformułowania – ujął!

Już po kilku chwilach derbowego meczu z Górnikiem Zabrze zwróciłem uwagę na ten klasyczny wolny elektron o ofensywnej orientacji. Grał, gdzie chciał – w środku i na obu skrzydłach. Rozgrywał i był aktywny, chciał brać i brał na siebie ciężar gry. Wszędzie go było pełno, choć nie przemieszczał się niczym dzik kaledoński; ma pojęcie o ergonomii wysiłku… Francuz zwyczajnie zrobił na mnie wrażenie już tym jednym występem! Oczywiście mogę się mylić, ale sądzę, że ma – jak na warunki polskiej ligi – bardzo duży potencjał, nawet na to, żeby być gwiazdą ekstraklasy. Serio! Żeby tak grać, trzeba mieć bowiem zaufanie trenera i kolegów z drużyny. Oni muszą zdawać sobie sprawę z umiejętności takiego piłkarza i on musiał ich do siebie przekonać, a przecież tego czasu, żeby to zrobić, nie miał dużo. Robi na mnie wrażenie jego 80 meczów w Ligue 1, do tego w większości w bretońskim Lorient, a Bretania to przecież… jedno z najpiękniejszych miejsc w Europie – mówię Wam, a wiem, co mówię… 

– Nie jestem zadowolony z debiutu, bo przecież przegraliśmy, ale Piast ma potencjał i charakter, więc jeszcze pokażemy, na co nas stać – powiedział mi stanowczo Boisgard z bardzo poważną miną, więc… wypada mu wierzyć. Poza tym dodał coś, co sprawiło, że zacząłem mruczeć jak kot. – Poziom ligi polskiej jest znacznie wyższy niż cypryjskiej, gdzie grałem ostatnio – ocenił. To miód na moje serce. 20 lat temu śmiałbym się z tego szyderczo, ale jednak to liga cypryjska zrobiła od tego czasu większy postęp niż polska. A tu proszę – polska potrafiła się odwinąć!

Cóż, era elfów minęła. Czas na powiedzenie: „Lepiej mądrze biegać, niż głupio biegać”. Czas na erę orków.