Elementarz...
MÓJ SPORT
Włodzimierz Sowiński
Jaka to literka? „S”. A ta? „p” - i tak po kolei pytał tato, gdy miałem niespełna sześć lat. Tak właśnie nauczyłem się składać literki i chyba po niezbyt długim czasie z dumą przeczytałem: „Sport”. Potem sukcesywnie poznawałem kolejne literki i mogłem już, z pewnym mozołem, czytać tytuły. Nie, nie - gazetę czytałem (od deski do deski) znacznie później. Niemniej podczas rzymskich igrzysk olimpijskich na dobre się z nią oswoiłem... To był mój elementarz; ten Mariana Falskiego w szkole był jakby mniejszą przeszkodą.
A po latach kiedy zawędrowałem do Domu Prasy (obecny Urząd Miejski), pracując w „Trybunie Robotniczej” miałem okazję spotykać na szóstym piętrze dziennikarzy „Sportu”. Jednym z nich był Zbigniew Dobrowolny, specjalizujący się w lekkiej atletyce. Z racji wspólnych zainteresowań miałem okazję często z nim rozmawiać. Każde spotkanie to była prawdziwa, niezapomniana uczta dziennikarska, która pozwoliła mi poznać tajniki Królowej Sportu. Wówczas nie przypuszczałem, że kiedyś po latach będę miał okazję pisać o tej dyscyplinie i nie tylko w... „Sporcie”.
Włodzimierz Sowiński