Sport

Ekstraklasa: Zatarty Motor. Gliwiczanie z tarczą wracają z Lublina

W ligowych starciach Motoru z Piastem – niezależnie od miejsca ich rozgrywania – gospodarze nigdy jeszcze nie wygrali. Nie inaczej było w sobotnie popołudnie.

Przez blisko godzinę kibice zgromadzeni na Arenie Lublin nie widzieli celnego strzału. W przypadku gospodarzy – rubryka pozostała pusta do końcowego gwizdka. Piast po przerwie oddał sześć celnych strzałów, dwa z nich znalazły drogę do siatki gospodarzy, choć w obu przypadkach to Lublinianie zrobili wiele, by piłka do ich bramki wpadła. Pierwsza bramka dla gości to kompletnie nieudana próba wybicia futbolówki odbitej przez Gaspera Tratnika (po główce Jakuba Czerwińskiego): Bartosz Bereszyński trafił w... kolano Juande Rivasa i było 0:1. W doliczonym czasie gry zaś, po kontrze przyjezdnych, Paskal Meyer na tyle pechowo blokował uderzenie Szczepana Muchy, że piłka zmieniła tor lotu i słoweński golkiper Motoru był bezradny.

Piast wygrał tym samym pierwszy wyjazdowy mecz ligowy od 5,5 miesiąca i – przynajmniej na moment zakończenia spotkania – umiejscowił się w środku tabeli.  Jego wygrana była jak najbardziej zasłużona, fantastyczną okazję – jeszcze przy 0:0 – zmarnował Ivan Lima, a Leandro Sanca nieustająco absorbował obronę lubelską i bramkarza Motoru.

Motor Lublin – Piast Gliwice 0:2 (0:0)

0:1 – Rivas, 78 min, 0:2 – Mucha, 90+2 min