Dzieje się!
LIGOWIEC
Tyle że to na razie przedbiegi i daleko idących wniosków absolutnie nie można wyciągać. Przypomnę raz jeszcze, o czym kilka razy w ligowcu pisałem - trzy lata temu po 7 kolejkach, a więc w znacznie bardziej zaawansowanej części rozgrywek, na czele była… Wisła Płock. Drużyna prowadzona wtedy przez Pavola Stano miała 16 punktów za pięć wygranych, remis i porażkę, żeby na koniec rozgrywek wylądować na miejscu… 16. i spaść szczebel niżej. Dzisiaj Nafciarze znowu są na topie, no prawie na topie, bo na razie lepsze bramki mają Pasy, ale komplet punktów drużyny prowadzonej przez trenera Mariusza Misiurę może imponować. Na inaugurację wygrana z Koroną, a w niedzielę sensacyjne zwycięstwo w Częstochowie z wicemistrzem Polski. To olbrzymia niespodzianka, która wpisuje się w to, co było w poprzedni piątek, kiedy u siebie wysoko przegrał mistrz Polski Lech i brązowy medalista Jagiellonia.
Te dwa ostatnie zespoły, które w środku zeszłego tygodnia z powodzeniem zaprezentowały się w europejskich pucharach, pewnie wygrywając swoje pojedynki, w 2. kolejce walczyły do końca. Kolejorz urwał się w drugiej połowie ze stryczka, zwyciężając niesamowicie emocjonujące starcie z Lechią, która dalej zostaje na manku minus 5. Jaga z kolei wygrała równie dramatyczne starcie z Widzewem. Już wydawało się, że białostoczanie drugi raz z rzędu polegną na swoim stadionie, ale od czego mają Jesusa Imaza! Niesamowity kapitan Jagi najpierw w doliczonym czasie wyrównał, a potem zagrał tak, że Afimico Pululu dał Dumie Podlasia komplet „oczek” w rywalizacji z mającymi przecież wielkie aspiracje łodzianami. Wygrana w takim stylu i w takim meczu może napędzić! Oby tak dalej i oby tak w kolejnych grach, bo nudy nie ma. Takie mecze aż się chce oglądać!