Sport

Dyrektor chce pomagać

Na przedstawieniu Jana Urbana jako nowego selekcjonera obecny był również Adrian Mierzejewski, oficjalnie zaanonsowany jako dyrektor sportowy reprezentacji Polski.

Adrian Mierzejewski oblężony przez dziennikarzy po prezentacji Jana Urbana. „Sport” też był w tym tłoku. Fot. PAP/Leszek Szymański

Po spotkaniu z Janem Urbanem, gdy trener opuścił już zgromadzenie, dziennikarze oblegli Adriana Mierzejewskiego. Też wcisnąłem w ten tłum nagrywarkę. W rozmowie z mediami opisał, na czym będzie polegała jego rola w tym środowisku. - Mam być osobą, która z boku będzie podpatrywała, co się dzieje. Moja robota ma polegać na rozmawianiu z ludźmi – z zawodnikami, z trenerami, z prezesem. 20 lat grałem w piłkę i wiem, że się na niej znam, że mam oko do piłkarzy. Uważam, że byłem dobrym kandydatem na to stanowisko. Grałem z częścią tych chłopaków, zakładaliśmy tę samą koszulkę, więc nie będzie żadnej bariery – mówił Mierzejewski.

Przykład silniejszych

Mierzejewski ma być - jak to się ładnie określił - swoistym łącznikiem między wszystkimi ważnymi osobami, mającymi wpływ na jakość reprezentacji. Zapewnia, że nie zamierza ingerować w działania Jana Urbana, ale jest gotowy do pomocy selekcjonerowi. Wynika z tego, że zakres pomocy będzie zależał tylko od selekcjonera, który jasno stwierdził, że Mierzejewski nie jest członkiem sztabu. Potwierdził to Łukasz Wachowski. - Adrian Mierzejewski nie jest członkiem sztabu szkoleniowego, który jest domeną selekcjonera, który dobiera współpracowników według swojego klucza - wyjaśnił sekretarz generalny PZPN.

- Kwestia obsady takiego stanowiska była wynikiem pogłębionej analizy, która miała miejsce już w przeszłości. Mieliśmy świadomość, że takiego stanowiska w reprezentacji Polski nie ma i biorąc pod uwagę, jak wygląda to w innych, silnych federacjach, obsada takiej funkcji jest jak najbardziej zasadna - dodał Wachowski. W przypadku Mierzejewskiego w grę ma wchodzić stuprocentowa usługowość dla pierwszej reprezentacji, dla selekcjonera. - I tu na pewno mamy kompetencje, które powinniśmy rozwijać w obszarze komunikacji, współpracy z mediami, kwestie związane z organizacją zgrupowań – przyznał sekretarz Wachowski.

PZPN chce brać przykład z najsilniejszych federacji, choćby z niemieckiej DFB. Tam istnieje funkcja dyrektora sportowego i pełni ją Rudi Voeller, mistrz świata z 1990 roku. W 2023 roku zastąpił w tej roli Olivera Bierhoffa, mistrza Europy z 1996 roku, a w zeszłym przedłużył kontrakt do końca mundialu 2026. - Zauważyłem, że odpowiedzialne zadanie w DFB z każdym dniem coraz bardziej staje się mi bliskie. To, co początkowo zaczęło się od poczucia obowiązku wobec Niemiec, stowarzyszenia i reprezentacji narodowej, od dawna stało się sprawą osobistą. Jako dyrektor kadry narodowej seniorów chcę wykorzystać swoje doświadczenie, aby przyczynić się do tego, aby najważniejsza drużyna piłkarska Niemiec ponownie odniosła sukces. Świetnie się bawię, pracując ze wszystkimi działaczami DFB, od kadry narodowej seniorów aż po drużyny juniorskie - mówił w jednym z wywiadów były świetny napastnik. Czyli jest w młynie, byłym piłkarzom często tego brakuje.

Otwarty na nowe ścieżki

Adrian Mierzejewski, sam były reprezentant Polski, ma uczestniczyć w zgrupowaniach i być z kadrą w hotelu. Chce znajdować się w kontakcie z dyrektorami sportowymi różnych klubów, by wiedzieć, co się dzieje. Poza pracą przy reprezentacji będzie także współpracował z Marcinem Dorną, dyrektorem sportowym PZPN. Według Wachowskiego w tym aspekcie jest dużo do zrobienia. - Jest na pewno duży obszar do zorganizowania i do zbadania. To jest pewnego rodzaju przechodzenie zawodników reprezentacji młodzieżowych w górę, ścieżka rozwoju indywidualnego piłkarzy - dodał Wachowski. Tym właśnie m.in. miałby zajmować się Mierzejewski we współpracy z Dorną. Będzie miał obowiązki organizacyjne, zna języki. - Będę pojawiał się na zgrupowaniach, będę rozmawiał z zawodnikami. Będę musiał być na bieżąco, ale to też robota sztabu. Chciałbym być w kontakcie z dyrektorami sportowymi różnych klubów, aby wiedzieć, co się dzieje. Mam nadzieję, że wyniki będą dobre. To nie ja oczywiście będę powoływał zawodników, nie będę ingerował w trening. Wszystko zależy od selekcjonera, chciałbym mieć z nim dobre relacje, nie zamierzam pakować mu się w robotę - powiedział w Warszawie Mierzejewski. Dodał, że długo nad wcieleniem się w nową rolę się nie zastanawiał. - To była szybka decyzja. Jestem otwarty na nowe ścieżki i mam nadzieję, że to będzie kolejna dobra decyzja w moim życiu. Jestem już po pierwszym spotkaniu z Marcinem Dorną. Teraz najważniejszy jest selekcjoner i sztab szkoleniowy. Nie mam problemu ze spotkaniami z dziennikarzami. Co będę mógł, to powiem, ale nie będę oczywiście zdradzał sekretów – zarzekł się. Mierzejewski jest przekonany, że w nowej roli odnajdzie się bez żadnego problemu. Mamy nadzieję, że jego działania przyniosą reprezentacji wiele dobrego. Przypomnijmy jednak, że dotąd nie pełnił funkcji dyrektora w żadnym kontekście.

Paweł Czado

KOMENTARZ

Przyznaję bez bicia: padło dużo słów, ale... na razie nie mam pojęcia, na czym właściwie ma polegać rola dyrektora reprezentacji. Słowem-wytrychem, który ma chyba wszystko wyjaśniać jest „koordynacja”. Nie do końca to rozumiem. Dyrektor nie jest członkiem sztabu selekcjonera, tylko osobą z zewnątrz. Mierzejewski mówi, że jego rolą jest rozmowa – z zawodnikami, trenerami, prezesem. Brakuje mi w tej idei jednak konkretu. Mój komunikat dotyczący konkretu jest lapidarny. To tylko trzy słowa: „właściwie po co”? Chętnie się kiedyś dowiem. Nie zmienia to faktu, że Adrianowi Mierzejewskiemu życzę w nowej roli oczywiście jak najlepiej. Życzę, żeby pożytek miała z niego reprezentacja Polski.

Paweł Czado