Dużo pracy przed nami
Po dwóch meczach grupowych Polki nie mają już szans na awans.
Polki nie były w stanie urwać punktów Szwecji. Fot. IMAGO/PressFocus
MISTRZOSTWA EUROPY KOBIET
Przygoda Polek na mistrzostwach Europy w Szwajcarii dobiega końca. Porażka 0:3 ze Szwecją sprawiła, że nie mają już szans na awans do fazy pucharowej. Po dwóch meczach (pierwsze spotkanie z Niemkami) nie mają punktu, nie zdobyły bramki, a straciły pięć. Zajmują ostatnie miejsce w grupie i nawet wygrana w ostatnim spotkaniu z Dunkami nie jest w stanie im pomóc.
Problemy w obronie
Podczas wtorkowej rywalizacji ze Szwedkami selekcjonerka Nina Patalon zaskoczyła wyborem pierwszego składu. Na ławce rezerwowych usiadły Natalia Padilla-Bidas oraz Ewelina Kamczyk, dotychczasowe liderki reprezentacji. W pierwszej połowie Polki zostały praktycznie zamknięte na własnej połowie. Nie miały argumentów, żeby przenieść ciężar gry na drugą stronę boiska. Brakowało zawodniczek, które spokojnie wyprowadziłyby futbolówkę. Z kolei w obronie Polki nie radziły sobie z szybkimi skrzydłowymi rywalek. Te regularnie dośrodkowywały i po jednym z nich doszło do straty pierwszego gola. Nina Patalon zareagowała na wydarzenia boiskowe zmianami. Od razu po starcie drugiej połowy weszły wspomniane Padilla-Bidas oraz Kamczyk, ale na odrobienie strat nie mogliśmy liczyć. Przeciwniczki były bezlitosne. Na skrzydłach uciekały polskim defensorkom, a w polu karnym wygrywały pojedynki główkowe. I choć obie rezerwowe wprowadziły powiew pozytywnej energii w ataku, to Szwedki strzeliły kolejne dwa gole i wyeliminowały Polki z turnieju.
Nikt nie odpuszcza
– Po pierwszym, przegranym spotkaniu chcieliśmy w drugim poszukać innych rozwiązań. Jak się okazuje, przed nami jeszcze dużo pracy i będziemy musieli ją wykonać. Rywalizując z najlepszymi, trzeba mieć świadomość, że liczy się każde podanie, każde przyjęcie piłki, każdy strzał. Wszystko to może prowadzić albo do zdobycia bramki, albo do jej utraty. Aspekt intensywności i koncentracji ma ogromne znaczenie. Po tych dwóch meczach mamy mnóstwo nowych doświadczeń. W takich turniejach nikt nie odpuszcza nawet w najmniejszym stopniu, a jeśli przeciwnik jest wysokiej klasy, potrafi wykorzystać każdy słabszy moment – powiedziała selekcjonerka Nina Patalon. Aspekt doświadczenia, o którym wspomniała, jest rzeczywiście ważny. Jasne, marzyliśmy o tym, żeby Polki wyszły z grupy, ale – jak się okazało – był to cel nieosiągalny. Z tym należy się pogodzić. Piłkarki z Polski debiutowały na wielkim turnieju. Nasz kraj nie ma długotrwałych tradycji piłki kobiecej. Biało-czerwona kadra rywalizowała natomiast z europejskimi potęgami, byłymi mistrzyniami Europy. Tak ten turniej musiał się skończyć... Nie zapominajmy: miał on być doświadczeniem, z którego należy wyciągać wnioski. Tak żeby za trzy lata, przy okazji kolejnego Euro w Wielkiej Brytanii i Irlandii, znów zakwalifikować się do turnieju i zaprezentować się już lepiej.
Ogromne możliwości
– Gdy zaczynałam pracę z kadrą (w 2021 roku – przyp. red.) podkreślałam, że musimy być cierpliwi, bo długoterminowe procesy tego wymagają. Przez cztery lata zrobiliśmy coś niesamowitego z oddaną grupą ludzi, którzy każdego dnia poświęcali się w całości temu, byśmy tu byli. Dziś jesteśmy w pełni profesjonalną drużyną, znajdującą się w gronie szesnastu najlepszych w Europie. Liga się profesjonalizuje, rozwijają się rozgrywki młodzieżowe. Wierzę, że piłkarek w Polsce będzie coraz więcej. Młodzież ma swoje idolki, jeździ za nami na mecze na całym świecie. Pojawiły się ogromne nakłady na kadry juniorskie. Cały czas rozwijamy ten sport i mam nadzieję, że będziemy wciąż szli w tym kierunku. Efekty jednak wymagają czasu, w ciągu kilku lat nie jesteśmy w stanie doskoczyć do światowej czołówki. Potrzeba cierpliwości. Dzięki tym dziewczynom, które poświęciły kilka lat życia, by znaleźć się na tym Euro, może zmienić się bardzo wiele i głęboko w to wierzę. Należy się im za to ogromny szacunek – stwierdziła po starciu ze Szwedkami opiekunka reprezentacji Polski. O przyszłości Biało-czerwonych wypowiedziała się także kapitan Ewa Pajor. - Naprawdę mamy niesamowite piłkarki. Z tego, co wiem, jesteśmy najmłodszym zespołem na tym turnieju. To pokazuje nasze możliwości. Na pewno będziemy się rozwijać, bo jesteśmy bardzo ambitne. Patrząc na ostatnie cztery lata, widać, że zrobiliśmy ogromny krok w przód.
Walka do końca
Optymizmem po dwóch porażkach w grupie może kibiców napawać podejście naszych zawodniczek. Może brakowało im umiejętności, doświadczenia czy spokoju w działaniach defensywnych, ale nie zabrakło im za to zaangażowania. Rywalki w praktyce okazały się nie do pokonania, a Polki robiły wszystko, żeby choć trochę utrudnić im życie. Świadczy o tym nawet jedna z ostatnich akcji meczu ze Szwecją, gdy Milena Kokosz oddała fantastyczny strzał z dystansu, po którym piłka odbiła się od słupka. Polki walczyły do końca, nawet gdy traciły do rywalek trzy bramki. Takiej postawy oczekujemy też w ostatnim meczu z Dunkami, który odbędzie się w najbliższą sobotę. Choć będzie to mecz o nic, zarówno dla jednej, jak i dla drugiej drużyny (Dunki także przegrały dwa pierwsze mecze), chcemy jeszcze ostatni raz na mistrzostwach zobaczyć waleczny zespół Niny Patalon, który... po raz kolejny nie będzie faworytem. Mimo tego chcemy zobaczyć walkę o każdy skrawek boiska!
Kacper Janoszka