Dużo do poprawy
Rozmowa z Przemysławem Szymińskim, nowym obrońcą Ruchu Chorzów
Przemysław Szymiński wyrasta na jednego z liderów Niebieskich. Fot. Krzysztof Porębski / Press Focus
Co może pan powiedzieć po zwycięstwie 2:1 z Górnikiem Łęczna?
– Każdy zawodnik indywidualnie, ale też drużyna jako kolektyw oczekujemy od siebie jeszcze lepszej gry. Wynik na pewno był bardzo fajny, bo zależało nam na tym, aby na własnym stadionie, przed własną publicznością zacząć sezon od zwycięstwa. To się udało i z tego jesteśmy zadowoleni, ale na pewno jest dużo do poprawy.
Zwycięstwo trochę na farcie?
– Na pewno zdecydowały stałe fragmenty gry. Dużo ich ćwiczymy, więc nie powiedziałbym, że to fart, raczej wypracowana rzecz. Czuliśmy się pewnie w tym aspekcie i to przyniosło nam korzyść.
Dlaczego nie byliście bardziej pazerni? Już po pięciu minutach Łęczna zdawała się leżeć na łopatkach.
– Czegoś rzeczywiście zabrakło, szczególnie w pierwszej połowie. Fajnie weszliśmy w spotkanie, prowadziliśmy. Zwierzyna była ranna, ale nie miał kto jej dobić. Przydałoby się trochę spokoju, więcej konkretnych zagrać w pole karne. Strzały były, więc może brakowało wykończenia. Te wszystkie elementy na pewno są do poprawy.
Zagrał pan od początku, ale tylko godzinę. Na razie na tyle pozwoliło zdrowie?
– Tak byliśmy umówieni z trenerem. Miałem zagrać około 60 minut, bo brakuje mi trochę rytmu. Uznaliśmy, że moje przygotowanie jeszcze nie jest takie, aby zagrać bez ryzyka cały mecz. Myślę jednak, że już niebawem będę gotowy na pełne 90 minut.
Potem kontynuował pan mecz przy linii bocznej. Było trochę nerwów, złapał pan żółtą kartkę...
– Tak, obejrzałem kartkę za dyskusje z arbitrem. Powiedzmy, że było... parę kontrowersyjnych decyzji sędziego, które komentowaliśmy z ławki, bo nam się nie spodobały. Oczywiście było to zachowanie niesportowe, czyli niewłaściwe. Nie pochwalam (śmiech).
Czasami może trzeba się tak zachować...
– Z jednej strony tak, ale z drugiej – jednak lepiej ostudzić emocje i nie obejrzeć takiej kartki.
Może po prostu czuje się pan już liderem zespołu?
– Jestem w gronie starszych zawodników i w nim wszyscy czujemy się liderami. Chcemy napędzać młodzież i dawać jej przykład czy to w meczu, czy na treningu. Z jednej strony czuję się więc liderem, ale z drugiej jest większa grupa, która stara się trzymać szatnię w ryzach.
Macie w składzie wielu środkowych obrońców. Czy spodziewał się pan, że w pierwszym składzie zadebiutuje już w drugiej kolejce i to u boku najmłodszego, Nikodema Leśniaka-Paducha?
– Nie spodziewałem się swojego debiutu, nie spodziewałem się też debiutu Nikodema. Zagrał jednak świetne spotkanie i myślę, że decyzja trenera była trafiona.
Jak się z nim współpracowało?
– Bardzo dobrze. Niko od samego początku wygląda bardzo fajnie w treningach. Dla niego to też nagroda ze strony sztabu, że wyszedł w podstawowym składzie. Uważam, że zagrał bardzo dobrze. Nasza współpraca wyglądała nieźle i myślę, że dobrze się rozumiemy. Trenujemy ze sobą od niedługiego czasu, więc są jeszcze rzeczy do poprawy, ale patrzę na tę współpracę pozytywnie.
Pytania budzą liczne zmiany w składzie i taktyce Ruchu. Po pana zejściu doszło do tego jeszcze przejście na trzech stoperów. Czy nie jest tego wszystkiego za dużo?
– Powiem tak: to są decyzje trenera i rzeczy, które w tygodniu trenujemy, próbujemy je. To nie jest tak, że trener nagle wymyśla coś, o czym nie mamy kompletnie żadnego pojęcia. To elementy do pewnego stopnia trenowane. My szanujemy decyzje szkoleniowca. Jesteśmy od tego, aby wypełniać założenia na boisku. Jeśli będziemy je wykonywać w stu procentach i tak jak należy, to nieważne w jakim ustawieniu, w jakich formacjach, ale wyniki będą.
Czyli trójka w obronie była trenowana?
– Tak.
Czujecie, że dopiero zaczynacie się rozpędzać, na przykład do takiego poziomu, jaki prezentuje na początku Wisła Kraków?
– Miejmy nadzieję, że tak to się potoczy. W drużynie zaszło wiele zmian i to wszystko musi się dotrzeć. Pozytywnie patrzymy w przyszłość.
W następnej kolejce zagracie na wyjeździe ze Śląskiem Wrocław, jednym z głównych kandydatów do awansu. Jak się zapatrujecie na ten mecz?
– Śląsk w drugiej kolejce przegrał na wyjeździe ze Stalą Rzeszów, długo grając w dziesiątkę. Powiem tak: w tym sezonie będzie dużo fajnych spotkań z dużymi klubami, markami. Miejmy nadzieję, że będzie to hit nie tylko zapowiedziany przed meczem, ale także na boisku.
A jak przebiegają początki w Chorzowie?
– Aklimatyzacja już została zakończona, a była ułatwiona, bo pochodzę z Górnego Śląska, więc nie było problemów. Tutaj, na Stadionie Śląskim, była super atmosfera. Dziękujemy kibicom za doping przez cały mecz, ale zawsze liczymy na więcej. Z jednej strony my chcemy dać z siebie więcej na boisku, a z drugiej – liczymy też na to, że kibiców także będzie więcej i będą nas wspierać tak, jak do tej pory. Nie mogłem się doczekać tego meczu, bo fanów Ruchu znamy nie tylko na Śląsku, ale i w całym kraju. Wiemy, że atmosfera zawsze jest świetna. Grając dla takiego klubu jak Ruch Chorzów, presja wyniku zawsze jest duża. Obojętnie czy to ekstraklasa, I, II czy III liga. Presja zawsze będzie wysoka, bo to klub, którego miejsce jest w najwyższej klasie rozgrywkowej. Dobrze, aby była możliwość, by Ruch grał o najwyższe cele w ekstraklasie. Trzeba się z tym liczyć.
Mogliście to odczuć, gdy w pewnym momencie pojawiły się gwizdy.
– Ale to chyba na Górnika Łęczna, gdy dłużej utrzymywał się przy piłce (śmiech). Kibice mają takie prawo. Oczekują tego, że grając u siebie, przed własną publiką, będziemy dominować. Gdy przyszedł moment dominacji rywali, kibice wyrazili swoje niezadowolenie.
A gdzie gra się łatwiej? W I lidze czy w lidze włoskiej?
– Nie mam pojęcia (śmiech). W Serie B chyba łatwiej, polska liga jest bardzo mocna!
Rozmawiał Piotr Tubacki
Przemysław SZYMIŃSKI
Urodzony: 24 czerwca 1994 w KatowicachWzrost/waga: 185 cm/73 kg
Pozycja: środkowy obrońca
Kariera: Rozwój Katowice (do 2015), Wisła Płock (2015-18), Palermo (2018-19), Frosinone (2019-25), Reggiana (2023-24), Ruch (2025-?)
153 MECZE w Serie B rozegrał Przemysław Szymiński, zdobywając w tym nich cztery bramki. Najpierw grał w Palermo, ale zdecydowaną większość występów zanotował w barwach Frosinone (w sumie 93 spotkania w tym zespole), był też wypożyczony do Reggiany na jeden sezon. Katowiczanin zaliczył także jeden mecz w Serie A. Było to w sezonie 2023/24, zanim udał się na wypożyczenie do Reggiany. W 2. kolejce, w meczu z Atalantą, zastąpił w 82 minucie Abdou Harrouiego, który strzelił gola na 1:0 (Frosinone wygrało 2:1). Trenerem beniaminka był wtedy Eusebio di Francesco.
