Dobrze, że graliśmy dalej
Rozmowa z Patrykiem Szwedzikiem, nowym napastnikiem Ruchu Chorzów
Debiut 23-letniego Patryka Szwedzika w Ruchu na plus. Wszedł z ławki i strzelił. Fot. Krzysztof Porębski / Press Focus
– Przede wszystkim Puszcza miała rzut karny w pierwszej połowie, którego nie wykorzystała, więc można tak stwierdzić, że może w jakimś sensie im bardziej należały się trzy punkty. Z drugiej strony trzeba też podkreślić, że nie podłamaliśmy się przy 0:1 i walczyliśmy o wyrównanie, a potem o kolejną bramkę. Skończyło się na jednej (zdobył ją w końcówce nasz rozmówca, który wszedł na boisko w drugiej połowie – przyp. red.), ale wywozimy z trudnego terenu jeden punkt i patrzymy z optymizmem w przyszłość.
W meczu mieliśmy niespodziewaną, dość kuriozalną przerwę spowodowaną awarią VAR-u, przez jakiś czas nie było również transmisji telewizyjnej. Jakie do was napływały wtedy komunikaty na boisku? Możliwy był scenariusz, że już nie wrócicie do gry?
– Przyznam szczerze, że wiele informacji się przewijało. Jeszcze nigdy się z czymś takim nie spotkałem. Dostaliśmy jednak dość szybko informację, że kamery nie działają, więc było dla nas zrozumiałe, że nie mogliśmy kontynuować spotkania.
Na szczęście wróciliście na boisko, bo dogrywanie tego meczu w inny dzień, czy inne scenariusze nie byłyby chyba najlepszym rozwiązaniem?
– Oczywiście, że nie! Jeśli udało się tę awarię naprawić w miarę sprawnie, czyli po około 20 minutach, to myślę, że nie było sensu przekładania tego spotkania na inny dzień. Byłoby to jeszcze gorsze niż to, że ten czas odczekaliśmy i skończyliśmy mecz normalnie na boisku.
Pięciu nowych zawodników wyszło w podstawowej jedenastce. Potrzebujecie jeszcze trochę czasu, aby się lepiej zgrać? Nie był to bowiem taki Ruch, jaki pewnie sami chcielibyście oglądać?
– Dokładnie. Wiadomo, że gdy przychodzą nowi zawodnicy, to potrzebują trochę czasu, aby się wdrożyć do zespołu, poznać taktykę i pomysł trenera. Potrzebny jest czas, aby się z sobą dotrzeć, każdy musi znaleźć swoje miejsce na boisku, aby lepiej zagrywać piłki. Na pewno z czasem będzie to wyglądało coraz lepiej.
Nie możecie się już doczekać niedzielnej inauguracji na Stadionie Śląskim z Górnikiem Łęczna? Patrząc na frekwencję pierwszej kolejki, zarówno w ekstraklasie, jak i I lidze, można śmiało stwierdzić, że głód piłki w narodzie jest spory.
– Zgadza się. Też zauważyłem, że z roku na rok coraz więcej kibiców chodzi na mecze. To na pewno nas bardzo cieszy, bo czujemy to wsparcie z trybun. To jest w tym wszystkim naprawdę ważne.
Ubolewa pan w jakimś sensie, że w Chorzowie wciąż jest tylko I liga, a nie ekstraklasa?
– Każdy zawodnik chciałby grać w najwyższej lidze, ale jesteśmy tu, gdzie jesteśmy i nie możemy rozmyślać o tym, co mogłoby być. Mogę zapewnić, że będziemy robić wszystko, aby zająć jak najwyższe miejsce i być może w kolejnym sezonie zagrać już w ekstraklasie.
Po pierwszym meczu niełatwo pewnie mówi się o celach na cały sezon, ale czy ten został w Chorzowie wyznaczony? Miejsce w barażowej szóstce to jest taka w miarę bezpieczna deklaracja?
– Na takim etapie nie chciałbym o tym mówić publicznie. Mogę zapewnić, że na pewno będziemy chcieli zmazać plamę z poprzedniego sezonu. Na tym nam najbardziej zależy. To był dopiero pierwszy mecz, zostało tego grania jeszcze naprawdę dużo. Z podniesioną głową przystępujemy do kolejnych spotkań.
Rozmawiał Mariusz Rajek