Diogo Jota upamiętniony
Koledzy z reprezentacji i klubów mocno przeżyli śmierć portugalskiego piłkarza.
Dzień po meczu w USA Ruben Neves przyleciał do Portugalii na pogrzeb przyjaciela. Fot. PAP/EPA
Piłkarze, którzy wystąpili w ćwierćfinałowych starciach w Klubowych Mistrzostwach Świata, nie mieli powodów do uśmiechu. Wielu z nich było kolegami Diogo Joty, który w poprzednim tygodniu zmarł w wyniku tragicznego wypadku samochodowego. Zawodnicy spotykali się z nim w klubach i reprezentacji. Nie dziwiło nikogo to, że przed meczem Fluminense – Al-Hilal Joao Cancelo oraz Ruben Neves całkowicie się załamali podczas minuty ciszy dla swojego kolegi z reprezentacji. Stali na środku boiska, ze łzami w oczach oddając hołd koledze, z którym przez lata dzielili szatnię w reprezentacji. Al-Hilal przegrało 1:2, ale wynik rywalizacji zszedł całkowicie na drugi plan. Ruben Neves od razu po porażce wsiadł w samolot i ruszył do Portugalii. W sobotę był w miejscowości Gondomar w okolicach Porto, gdzie pożegnał swojego przyjaciela podczas pogrzebu. Wraz z członkami rodziny niósł trumnę Diogo Joty, z którym grał nie tylko w narodowych barwach, ale także w FC Porto i Wolverhampton.
Pamięć Diogo Joty i jego brata Andre uczcił także Pedro Neto z Chelsea. Na murawę przed meczem z Palmeiras (2:1) wbiegł z koszulką z nadrukowanymi imionami zmarłych zawodników. Z kolei w starciu PSG z Bayernem Monachium o Portugalczyku nie zapomniał Ousmane Dembele. Po strzeleniu bramki na wagę zwycięstwa paryżan (2:0) wykonał „cieszynkę” kojarzoną z Diogo Jotą – usiadł na murawie i udawał granie na konsoli.
Przez lata w Liverpoolu z Diogo Jotą grał też Trent Alexander-Arnold, prawy obrońca, który niedawno przeniósł się do Realu Madryt. Po starciu z Borussią Dortmund (3:2) o emocjach, które buzowały w Angliku, opowiedział jego kolega z zespołu Królewskich, Jude Bellingham. – Były to dla niego trudne dni. Byli przyjaciółmi z Liverpoolu przez pięć lat. Zmagał się ze śmiercią Diogo Joty w swój sposób. Dostał od nas wsparcie i miał czas na przetrawienie tego, co się stało – powiedział pomocnik Los Blancos. – Jestem całkowicie zdruzgotany. Był dla mnie kimś więcej niż przyjacielem. Był jak rodzina – mówił Alexander-Arnold.
(kaj)