Desperacja prowincjusza

Z DRUGIEJ STRONY - komentarz Tomasza Muchy

Raków był już na salonach i może jeszcze kiedyś na nie wróci. Na razie spadł do roli prowincjusza, na co solennie zapracował.

Oczywiście miano czerwonej latarni po czterech meczach sezonu jest znamienne, ale jeszcze nie jest wyrokiem, do końca ligi szmat czasu i mnóstwo grania. Można założyć, że pod Jasną Górą w końcu się pozbierają i zaczną punktować. Ironicznie można powiedzieć nawet, że wciąż są w grze o Puchar Polski (okej, no nie zagrali jeszcze) – a taka Legia Marka Papszuna już ma te rozgrywki z głowy.

Nie bez kozery przywołuję to nazwisko, które jest symbolem sukcesów częstochowskiego klubu w ostatnich latach. Gdy jednak Papszun dwukrotnie opuszczał Raków, Medaliki za każdym razem ogarniała dziwna trwoga, jakby bezbronne oseski na pastwę losu zostawiał jedyny żywiciel rodziny. Skutkowało to tym, że żaden z jego następców nigdy nie dostał prawdziwego kredytu zaufania, a w opinii bossów już na starcie nie spełniał oczekiwań wyśrubowanych przez „papę”. Nawet Dawid Szwarga, który w bólach wytrwał sezon, od początku miał pod górkę.

Łukasz Tomczyk miał być projektem na lata – cierpliwość „pana boga” skończyła się po całych czterech miesiącach, choć trudno tamte wyniki uznać za złe, zwłaszcza z perspektywy dnia dzisiejszego. Ale szalone domino już trudno zatrzymać: to, że misja jego następcy jest skazana na niepowodzenie, było jasne od początku – i tak tym gorącym kartoflem Dawid Kroczek żonglował długo.

Teraz na horyzoncie pojawia się „zbawca” Goncalo Feio; znając przeszłość Portugalczyka, w tym pikantne historie z samej Częstochowy, samo rozważanie tej opcji wygląda na objaw desperacji szefów, którzy postradali zmysły.

A dlaczego desperacja prowincjuszy? Oczywiście nie chodzi o geografię, tylko o sposób myślenia – czytaj: kalanie ludzi, którzy jeszcze wczoraj byli na liście płac (a właściwie wciąż na niej są). Podobnie jak przy poprzedniku z klubowych gabinetów ruszyła oto kampania deprecjonowania szkoleniowca, wręcz wyśmiewania jego domniemanych zachowań: wtedy Tomczyk miał bać się szatni, teraz Kroczek zamknął się w gabinecie... Budzi to mój niesmak.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Rakowowi udał się tylko Papszun, wszyscy inni są do bani. Tylko czy aby do bani nie są sami swoi i zamiast szatni pora przewietrzyć gabinety?

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się