Czy leci z nami pilot?
Z DRUGIEJ STRONY - Andrzej Grygierczyk
Mniej więcej dwa tygodnie temu sprawa wydawała się klarowna: po rezygnacji Michała Probierza z funkcji selekcjonera piłkarskiej kadry, niemal natychmiast - ustami prezesa PZPN, Cezarego Kuleszy - pojawiły się w przestrzeni publicznej nazwiska czterech panów, którzy mieli być brani pod uwagę jako kandydaci do objęcia schedy po poprzedniku. Byli to (w kolejności alfabetycznej): Jerzy Brzęczek, Jacek Magiera, Adam Nawałka i Jan Urban.
Media - na swój sposób plotkując - dorzucały coraz to nowe nazwiska, również zagraniczne, no ale takie jest prawo mediów. W miarę upływu czasu prezes Kulesza zaczął sprawiać wrażenie, jakby był niepewny swoich pierwotnych (powtórzmy: ogłoszonych publicznie) przemyśleń i wchodził w te same, medialne, tory. A może Maciej Skorża, a może Gareth Southgate, a może Nenad Bjelica, a może Kosta Runjaić, a może ten, a może tamten.
Skorża - czytaj obok - podziękował za ofertę, dochowując lojalności japońskiemu klubowi. Runjaić pracuje w Udinese, we Włoszech, i mimo wszystko jest to chyba ciut spokojniejsza robota niż z polską kadrą. Bjelica podobno by chciał, ale z tym swoim chceniem specjalnie się nie obnosi. Southgate też (podobno) by chciał, ale gwarancji sukcesu - czyli zakwalifikowania się do finałów mistrzostw świata – przecież nie da. No a ile by kosztował?!
Czyli tak: minęły od 13 czerwca dwa tygodnie, a przeciętny kibic nadal nic niewie. I nie tylko kibic. Bo też ani jeden ze wspomnianych na początku niniejszego tekstu czterech polskich trenerów - jako potencjalnych wybrańców Kuleszy - nie przyznaje się do jakiegokolwiek kontaktu z PZPN-em. Nikt stamtąd nie telefonował, nie podejmował rozmów, do Warszawy nie zapraszał.
Można niestety przypuszczać - i to bodaj jest najgorsze - że i Kulesza w tym momencie nie do końca jest pewny tego, co chciałby zrobić. Wydawałoby się, że naturalnym gremium do podzielenia się wszystkimi wątpliwościami byłby zarząd federacji, ale ten na swoim wtorkowym posiedzeniu, nie zajmował się tą akurat kwestią, przynajmniej formalnie, a... obsadą sędziów na ligowy sezon 2025/26.
Czas zatem zadać pytanie: czy leci z nami pilot? Można przyjąć, że prezes postawił tak mocno na Skorżę, że odrzucił wszelkie inne rozwiązania. Poleciał do Stanów, niby się z nim spotkać, ale powiadają, że do rozmów w cztery oczy dojść raczej nie mogło, bo jeden (Kulesza) był na południowym wschodzie, a drugi (Skorża) na północnym zachodzie. To jednak nieważne. Ważne jest to, że kiedy Skorża odmówił, świat Kuleszy jakby się zatrząsł; choć przecież tę odmowę łatwo było przewidzieć. W tych okolicznościach operacja pod hasłem „trener dla polskiej kadry” musi zacząć się od nowa. Ponadto trzeba przyjąć, że wszystkie te zdarzenia musiały (nie po raz pierwszy zresztą) zachwiać zaufanie do wiedzy, rozeznania i intuicji prezesa. I to nie tylko wśród kibiców, lecz w całym polskim światku piłkarskim, ze szczególnym uwzględnieniem jego części trenerskiej. I nie tylko dlatego, że z wyborem następcy Probierza stało się jak się stało, lecz również dlatego, że poniekąd zyskujemy nowe światło na poprzednie personalne decyzje Cezarego Kuleszy. Nosa to on szczególnego nie miał. Zasadne jest więc pytanie, co (kto) wyłoni się z tego chaosu?