Czy koniecznie musi być „jedynką”?
Po przegranym ćwierćfinale w Doha Iga Świątek wycofała się z turnieju w Dubaju. Średni początek sezonu w wykonaniu Polki wzbudza niepokój o jej pozycję w światowej hierarchii.
Iga Świątek na razie rezygnuje z rywalizacji - ma do niej wrócić w marcu... Fot. IMAGO/ PressFocus
Tylko dwa ćwierćfinały - w wielkoszlemowym Australian Open i „tysięczniku” w Doha - na starcie 2026 roku sprawiły, że odżyły dywagacje, czy Iga Świątek już „się skończyła” - jak słyszę nieraz „na ulicy” ze strony wiecznie rozkapryszonych i zepsutych sukcesami naszej tenisistki fotelowych kibiców. Wszystko dlatego że w tym sezonie jej bilans zwycięstw do porażek, obejmujący mecze w drużynowym United Cup, wynosi 9-4. Nie jest wcale taki zły, choć faktycznie najgorszy od 2021 roku.
Przypomnijmy: 125 tygodni na czele rankingu WTA w latach 2022-24, do tego sześć tytułów wielkoszlemowych, łącznie 25 wygranych turniejów - to w skrócie osiągnięcia 24-letniej Raszynianki. Żadna inna tenisistka w jej wieku nie może pochwalić się choćby zbliżonymi liczbami i zapewne trochę wody w morzu jeszcze upłynie, gdy na świecie pojawi się taka kolejna.
Nie wygrywa z Top 10
Od czasu jednak, gdy Polka w październiku 2024 straciła pozycję numer 1 na rzecz Aryny Sabalenki, wracają wątpliwości, czy Iga będzie jeszcze na swoje konkurentki kiedykolwiek patrzeć z góry. Moja odpowiedź: bardzo możliwe, że już nie, ale czy to powód do rozdzierania szat?
Przewaga Sabalenki raczej rośnie niż się zmniejsza, a za plecami Świątek czai się kilka innych groźnych tenisistek, na czele z triumfatorką z Melbourne Jeleną Rybakiną, która zbliżyła się na odległość jednego dobrego wyniku w dużym turnieju. W Doha Polka jeszcze się obroniła, ale tenisistka z Kazachstanu będzie naciskać, bo wiosną nie broni wielu punktów.
Niepokojący jest fakt, że od czasu sierpniowego triumfu w Cincinnati - gdy pokonała m.in. Jasmine Paolini i Rybakinę - generalnie Świątek przegrywa z tenisistkami z Top 10 (wyjątkiem mecz z Madison Keys w WTA Finals). Topspinowy forehand Igi - jej największa broń - nie jest od pewnego czasu dla tzw. bighiterek wielkim problemem; górę bierze ich siła i większa regularność.
Poligon doświadczalny
Od czasu rozstania z Tomaszem Wiktorowskim po US Open 2024 widać, że Świątek próbuje zmieniać swój tenis pod okiem Wima Fissette’a: w ważnych momentach chodzi do siatki, próbuje woleja, gra slajsem, słowem szuka innych rozwiązań niż tylko mocne bum-bum zza linii końcowej. Trochę jakby wracała do korzeni, bo ci, którzy pamiętają Igę jako juniorkę, pamiętają jej wszechstronność. Można więc odnieść wrażenie, że tenis Igi to ciągły proces, ewolucja, doskonalenie, a początek sezonu to wciąż poligon doświadczalny przed pełnią sezonu w Europie i za oceanem. Stąd chyba decyzja o odpuszczeniu turnieju w Dubaju, dalsza praca i powrót do rywalizacji dopiero z początkiem marca, na turniej w Indian Wells.
Dziś już pytanie wydaje się zasadne, czy Świątek i jej sztab podjęli właściwą decyzję odnośnie ewolucji stylu gry - w końcu największe sukcesy Polka odniosła, gdy grała prościej, mocniej, z wiarą w ten właśnie sposób. Teraz stara się dodać nowe elementy, co ma być jedynym sposobem, by konkurować w topie, nawet jeżeli na razie nie przynosi owoców w postaci zwycięstw. „Popełnia zbyt wiele podstawowych błędów w grze piłką i ma zbyt duże wahania poziomu w trakcie meczu. Brakuje jej budowania punktów i cierpliwości, aby móc to wszystko konsekwentnie łączyć w 5-7 meczach z rzędu” - to celna opinia innego z internautów.
Ale czy to nie trochę aby zawracanie rzeki kijem?
I jest jeszcze coś niedobrego, choć nie ma bezpośredniego wpływu na wyniki Świątek, ale wpływa na aurę wokół niej. Pisałem już o tym jakiś czas temu, ale „czarny rys” na jej wizerunku niestety postępuje, co uwypuklił czwartkowy mecz z Marią Sakkari w Doha, gdy Polka - po raz kolejny! - nie przyznała się, że przebiła piłkę po dwukrotnym odbiciu. Odeszła od siatki ze zwieszoną głową, czekając na werdykt sędziego. Analiza wideo nie mogła obronić instynktownej być może decyzji Raszynianki.
Wyrocznia i autocenzura
Rzadko też widzimy obrazki, że Igę cokolwiek cieszy i bawi - nawet po zwycięstwach z reguły schodzi z kortu z zaciętą miną, czasem wręcz ponurą, dając wyraźnie do zrozumienia, że nie jest zadowolona ze swojej gry albo też przypominając, że pochodzi z tak depresyjnego miejsca na mapie świata, jak Polska w listopadzie.
Do tego dochodzą cokolwiek niestosowne połajanki dziennikarzy na konferencjach prasowych - co jest już kompletnym odklejeniem od rzeczywistości, wręcz karygodne. To prawdopodobnie wpływ psycholog Darii Abramowicz, roszczącej sobie niepisane prawo do miana wyroczni dla jedynie słusznych zachowań wobec swojej „podopiecznej”, a która nawet najprostszą wątpliwość związaną z jej relacjami wobec świata potrafi opakować pseudonaukową watą. I tym samym buduje wokół Igi syndrom oblężonej twierdzy.
Niestety, paliwa do tego pieca dolewają sami dziennikarze, którzy wręcz autocenzurują się w sądach krytycznych, byle tylko nie nadepnąć Idze i jej sztabowi na jakiś zadawniony bądź urojony odcisk. „Od pewnego czasu nie da się jej lubić - można doceniać talent, ale do sympatii droga daleka” - ten wpis innego z internautów nie jest odosobniony. Iga żyje i chyba chce żyć (?) w szklanej kuli.
Trzeba mieć nadzieję, że w najbliższych tygodniach nasze sportowe dobro narodowe skoncentruje się na swoim tenisie i znajdzie w nim równowagę. Czy to jej zapewni ponownie miano najlepszej tenisistki świata - to kwestia niepewna, choć otwarta, ale jestem przekonany, że wygra jeszcze niejeden wielki turniej. To wcale nie tak mało.
Tomasz Mucha
IGA OŚWIADCZA
„Dziękuję, Doha! Tu zawsze miło się gra. Naprawdę doceniam atmosferę i wsparcie ze strony fanów. Nie mogę się doczekać powrotu w przyszłym roku. Ze względu na zmianę harmonogramu w tym roku nie zagram w Dubaju, ale ciężka praca trwa dalej. Do zobaczenia w Tennis Paradise”* - napisała w piątek Iga Świątek na Instagramie.
*turniej BNP Paribas Open w Indian Wells (1-15 marca)
