Czekając na transfery i Europę
Wylosowanie MSK Żilina w II rundzie eliminacji Ligi Konferencji w Rakowie odebrano raczej pozytywnie.
Czy Jonatan Braut Brunes wyląduje w rezerwach Rakowa? Fot. Mateusz Porzucek/PressFocus
RAKÓW CZĘSTOCHOWA
Pod względem sportowym na pewno mogło być lepiej, ale w Częstochowie zdają sobie sprawę, że jeśli chcą grać i liczyć się w Europie, to rywali z tej półki po prostu muszą eliminować bez większego marudzenia. Los, który wskazał wicemistrza Słowacji na pierwszego tegorocznego rywala Rakowa na arenie europejskiej, przy Limanowskiego oceniono jako łaskawy. - To początek sezonu i priorytetem było uniknięcie kosztownej i dalekiej wyprawy na Kaukaz czy do Kazachstanu, jak trzy lata temu - mówi nam członek zarządu Rakowa, Rafał Niewmierzycki.
Bliżej się nie dało
Pod względem logistycznym bliżej położonego rywala wylosować się nie dało. Z Częstochowy do Żiliny jest niespełna 270 kilometrów, a droga nie powinna zająć więcej niż trzy godziny, a więc krócej niż na niejeden wyjazd w ekstraklasie. Marek Papszun może teoretycznie zażądać, aby drużyna udała się na Słowację samolotem, ale wydaje się to bardzo mało prawdopodobne. Pomijając aspekt finansowy, taka wyprawa trwałaby po prostu dłużej niż przejazd autokarem. Tak bliski wyjazd jest również atrakcyjny dla kibiców oraz sponsorów, którzy zapewne wesprą drużynę w okazałej liczbie na stadionie, z którego najlepszych wspomnień po młodzieżowym Euro nie zabiorą Kacper Trelowski oraz Ariel Mosór.
- To przeciwnik optymalny logistycznie. Drużyna silna, ale oczywiście w naszym zasięgu. Mamy już pewne doświadczenie pucharowe, wiemy jak wygląda cała logistyka - skomentował losowanie prezes Rakowa, Piotr Obidziński, który zdradził również, że klub dokonał przed nowym sezonem wzmocnienia na dość nieoczywistej pozycji. - Nasz sztab poszerzył się o szefa kuchni, ponieważ chcemy eliminować catering zewnętrzny. Wyżywienie było trochę naszą piętą achillesową. Będziemy starali się tak negocjować z hotelami, aby nasz szef kuchni miał tam wstęp w celu zindywidualizowania diety dla każdego zawodnika - powiedział dla klubowych mediów.
Wobec Żiliny wszyscy w klubie zachowują pełen szacunek, ale z drugiej strony nikt nie wyobraża sobie odpadnięcia na tym etapie. Schody mają się zacząć najwcześniej w kolejnej rundzie. Drużyna dowodzona przez Michala Scasnego wyceniana jest przez Transfermarkt na 13,5 mln euro, a więc blisko trzy razy mniej niż obecna kadra Rakowa.
Transfery? Na razie dwa
W Rakowie na razie nie spieszą się specjalnie z kontraktowaniem nowych graczy. Choć spekulacji menedżerskich oraz medialnych jest mnóstwo, to na razie jedynymi sfinalizowanymi transferami są Lamine Diaby-Fadiga z Jagiellonii oraz Karola Struskiego z Arisu Limassol. Francuz pasuje do systemu gry drużyny Papszuna i ma być solidnym wzmocnieniem na pozycji numer dziesięć. Powinien dać dużo jakości, przychodzi do Częstochowy ze świeżą głową. Jak słyszymy, ma mieć też czas na spokojne wdrożenie się do zespołu, na początku ma nie być wywierana na nim wielka presja. - Liczę, że osiągniemy jak najlepszy wynik w Europie oraz mistrzostwo Polski - ambitnie powiedział Francuz tuż po podpisaniu kontraktu.
Karol Struski miał już okazję zagrać przeciwko swojej nowej drużynie, dwa lata temu w III rundzie eliminacji Ligi Mistrzów. Wówczas górą był Raków, awansując do decydującej rozgrywki najważniejszych klubowych rozgrywek na świecie. - Wracam do Polski po trzech latach i liczę, że wspólnie odniesiemy duże sukcesy. Chciałbym się jak najszybciej wpasować w drużynę. Jestem dużo bardziej dojrzałym zawodnikiem niż w momencie, gdy wyjeżdżałem z Polski. Zebrałem cenne doświadczenie, moje umiejętności poszły do góry. Gra w pucharach to rzecz, która rozwija zarówno klub jak i zawodników. Było mi dane tego zasmakować i mam nadzieję, że z Rakowem zajdziemy jak najdalej - mówi najnowszy nabytek częstochowian. Środkowy pomocnik ma na koncie jeden występ w reprezentacji Polski. Na Cyprze 24-latek rozegrał sto spotkań, zdobywając jedenaście goli oraz notując czternaście asyst.
Kolejne dwa wzmocnienia są blisko finalizacji i powinny zostać ogłoszone jeszcze w tym tygodniu, ale nauczeni doświadczeniem w Rakowie nie chcą zapeszać, póki podpisy pod kontraktem nie zostały złożone. Jest jednak wielce prawdopodobne, że na obóz do Arłamowa (30.06) drużyna pojedzie poszerzona o obrońcę oraz środkowego pomocnika.
Solidnie wzmocniony został za to sztab szkoleniowy, do którego dołączył były trener Cracovii, Dawid Kroczek. To zaufany człowiek Marka Papszuna, obaj trenerzy znają się już długo, a w klubie z Częstochowy Kroczek po raz pierwszy z dobrej strony dał się poznać przy okazji transferu Patryka Makucha. Jak słyszymy, był jedyną szczerą i życzliwą osobą z obozu Cracovii, która służyła pomocą zamiast robić pod górkę. Trener o bardzo dobrym warsztacie powinien być wartością dodaną częstochowian.
Bunt na pokładzie
Wciąż nie wiadomo, jak zakończy się wzniecony przez Jonatana Brauta Brunesa bunt, który po udanej wiośnie poczuł się tak mocny, że ekstraklasa wydała mu się ligą za słabą do kontynuowania kariery. Problem w tym, że „kuzyn Hallanda" wcześniej podpisał trzyletni kontrakt, a w Rakowie wysłali mu wyraźny sygnał, że nie będą pobłażać dalszemu strojeniu fochów. Źródłem problemu jest menedżer zawodnika, który wyczuwając interes próbuje go źle nastawiać do Rakowa i namawiać na transfer. Tłumaczenia zawodnika, iż myślał, że Raków go nie wykupi brzmią również niepoważnie. W interesie Norwega jest jak najszybsze zakończenie grymasów, ponieważ teraz tak naprawdę zaczyna bitwę o swoją przyszłość. Jeśli jesienią w lidze oraz europejskich pucharach zademonstruje skuteczność podobną do tej z wiosny (dziesięć goli w ekstraklasie - dop. red.), może doczekać się oferty, której ani klub, ani on nie będą w stanie odrzucić. W przeciwnym razie może stać się największą w historii gwiazdą IV-ligowych rezerw klubu z Częstochowy. W Rakowie bowiem na pewno mu nie odpuszczą, bo to zupełnie inny przypadek niż Johna Yeboaha kilka miesięcy temu, który również chciał odejść za wszelką cenę i ostatecznie dopiął swego. Norweg może się jednak zwyczajnie przeliczyć. Jeśli na klubową pocztę nie wpłynie oferta opiewająca co najmniej na pięć milionów euro, o transferze będzie mógł zapomnieć, a po jednej udanej rundzie na boiskach ekstraklasy nikt do złożenia takowej się raczej nie kwapi.
Pojawiły się również plotki o tym, że Częstochowę chciałby opuścić Gustav Berggren, prywatnie dobry kolega Brunesa. Szwed zasugerował, że gdyby pojawiła się bardzo ciekawa propozycja z silniejszej ligi, to chciałby odejść. Sytuacja Berggrena jest tylko minimalnie podobna do tej Brunesa i wiele wskazuje na to, że najbliższy sezon spędzi on w Rakowie. W klubie nie potwierdzają informacji niektórych mediów na temat tego, że Szwed otrzymał zgodę na odejście.
Wzorem lat ubiegłych częstochowianie do nowego sezonu przygotowywać się będą w Arłamowie. Następnie planowane jest zgrupowanie w Belgii, podczas którego Raków ma zagrać m. in. z Club Brugge czy AZ Alkmaar, a więc rywalami pokroju tych, z jakimi może zmierzyć się w decydującej rundzie eliminacji Ligi Konferencji. W klubie liczą, że drużynie Papszuna uda się dotrzeć do fazy ligowej europejskich rozgrywek. Od tego w dużym stopniu uzależniona ma zresztą być liczebność oraz jakość kadry.
Mariusz Rajek