Sport

Coraz silniejsi

Artiom Łaguta obiecał trenerowi Sparty Wrocław Dariuszowi Śledziowi, że pod koniec sezonu wróci do najwyższej formy.

Podczas play offu wrocławianie będą liczyć na Artioma Łagutę. Fot. Gleb Soboliev/PressFocus

PGE EKSTRALIGA

Aktualni wicemistrzowie Polski z Wrocławia umocnili swoją pozycję w tabeli za sprawą pewnej wygranej u siebie z Włókniarzem Częstochowa 55:35 w zaległym meczu 7. kolejki (3 lipca). Od początku rywalizacji wrocławianie dominowali. Musieli jednak mieć się cały czas na baczności, gdyż w dobrej dyspozycji był Jason Doyle. To właśnie fantastyczna postawa Australijczyka sprawiła, że częstochowianie byli jeszcze w grze o wywalczenie punktu bonusowego. Ostatecznie srebrni medaliści komplet meczowych „oczek” zapewnili sobie w końcowej fazie potyczki. – Jason mocno postraszył, podnosząc nam ciśnienie. W całych zawodach stracił tylko jeden punkt, tak więc odjechał znakomite spotkanie. Jego jazda dała atuty częstochowianom, by mogli nas pomęczyć. Spodziewaliśmy się, że łatwo o bonus nie będzie, bo Włókniarz miał sporą, 15-stopunktową zaliczkę z pierwszego meczu – powiedział trener Sparty Dariusz Śledź.

Obietnica

Obecnie liderem Żółto-czerwonych jest Brady Kurtz, który może pochwalić się trzecią najlepszą średnią biegową w lidze. Przed sezonem powszechnie sądzono, że niezmiennie tę rolę odgrywać będzie Artiom Łaguta. W ubiegłym roku to właśnie Rosjanin z polskim paszportem wykręcił najwyższą średnią w ekstralidze. Co prawda w dalszym ciągu jest pewnym punktem zespołu, ale jego jazda odbiega od tej z zeszłego sezonu. Przypuszczano, że przyczyną takiego stanu rzeczy mogła być kontuzja palca, jakiej były mistrz świata doznał na początku kwietnia. Okazuje się, że zawodnik nie odczuwa już skutków urazu, a – według słów szkoleniowca – prawdziwy wybuch formy niespełna 35-latka ma nastąpić… w etapie finałowym rozgrywek. – Artiom obiecał mi, że w fazie play off będzie już w takiej formie, jak w zeszłym roku. Liczę więc na to, że dotrzyma swojej obietnicy – wyjaśnił.

Pewni juniorzy?

Z kontuzjami zmagali się również podstawowi juniorzy wrocławskiej drużyny, Jakub Krawczyk i Marcel Kowolik. Obaj wrócili już do ścigania i swój potencjał pokazali w ostatniej batalii z częstochowskimi Lwami. Zwłaszcza Kowolik zaprezentował się bardzo dobrze, zdobywając 8 „oczek” w trzech biegach. Chyba sam zainteresowany nie spodziewał się tak udanego występu. – Marcel pojechał znakomicie, chyba wreszcie tak, jak sobie wymarzył. Zapewne takie spotkania niekiedy mu się śnią i w końcu ten sen się spełnił – skomentował dyspozycję swojego podopiecznego szkoleniowiec wrocławian.

Czy zatem można być pewnym tego, że już do końca sezonu podstawowy duet młodzieżowy Sparty tworzyć będą właśnie Krawczyk oraz Kowolik? W odwodzie jest jeszcze Nikodem Mikołajczyk. – W żużlu niczego nie można być pewnym. Nikodem też walczy z całych sił, udowadniając swoją wartość choćby w Ekstralidze U-24 czy DMPJ. Puka do drzwi, bijąc się o miejsce w składzie – przekazał Dariusz Śledź.

Będziemy faworytami

Kolejną potyczkę Sparta Wrocław rozegra 13 lipca, gdy na Stadion Olimpijski zawita GKM Grudziądz. W pierwszym meczu w województwie kujawsko-pomorskim lepsi byli wrocławianie, zwyciężając 47:43. Teraz ekipa pod wodzą Dariusza Śledzia również będzie faworytem. Należy się jednak spodziewać, że Gołębie będą zdeterminowane do tego, aby pokusić się o triumf na Dolnym Śląsku. W końcu grudziądzanie także chcą awansować do play offu, a do plasującego się w tej chwili na czwartej lokacie Falubazu Zielona Góra tracą trzy punkty. – Myślę, że będziemy faworytami tego spotkania. Natomiast nikogo nie możemy lekceważyć. Zdajemy sobie sprawę, że ekstraliga potrafi zaskakiwać. Tym samym musimy dobrze się przygotować i pokazać się z jak najlepszej strony – skwitował trener.

Norbert Giżyński