Sport

Co to za historia!

Z DRUGIEJ STRONY - Paweł Czado

Mamy dziś mecz Banika Ostrawa z Legią Warszawa, na sąsiedniej stronie pisze o tym Michał Zichlarz. To dobry pretekst żeby przypomnieć fakt nieoczywisty: polskim piłkarzem, który zrobił największą światową karierę w latach 50., nie był wcale Lucjan Brychczy, Ernest Pohl, Jan Liberda czy Gerard Cieślik. Chodzi o zawodnika, który wygrał na Maracanie z Brazylią i dwa razy wystąpił na mistrzostwach świata!

To Polak zupełnie w Polsce... nieznany, choć jest wychowankiem polskiego klubu – tyle, że po… czeskiej stronie granicy. Ślusarz Tadeusz Kraus, syn hutnika ze śląskiego Trzyńca, to najlepszy piłkarz Śląska Cieszyńskiego wszech czasów. Skoro tak się złożyło, że Trzyniec leży po drugiej stronie granicy, to Kraus miał szansę na piłkarską karierę jedynie jako… Czechosłowak. Był wychowankiem Siły Trzyniec - klubu, któremu w Czechosłowacji nie było łatwo, bo zawsze podkreślał swoją polską tożsamość, zresztą Polacy stanowili zdecydowaną większość mieszkańców Trzyńca. Tadek Kraus opuścił Zaolzie jeszcze jako nastolatek. W ówczesnej Czechosłowacji znany jako Tadeáš Kraus początkowo grał w klubie Ołomuńca, ale prawdziwą karierę zrobił będąc piłkarzem Sparty Praga. Jak jednak podkreślał przed laty Stanisław Zahradnik, historyk sportu polskiego na Zaolziu, Kraus „otwarcie przyznaje, że wywodzi się z polskiego, zaolziańskiego środowiska".

Zbieg okoliczności sprawił, że Kraus jako reprezentant Czechosłowacji ani razu nie zagrał przeciw Polsce. Mógł sobie za to pogadać podczas reprezentacyjnego debiutu z Bułgarią w 1953 roku z arbitrem tamtego meczu w Sofii, którym był znany polski sędzia Grzegorz Aleksandrowicz. Kraus był pierwszym Polakiem (choć przecież z czechosłowackim paszportem), który dwa razy wystąpił na mistrzostwach świata (1954, 1958), a w międzyczasie, w sierpniu 1956 roku, wystąpił na lewym skrzydle w historycznym meczu z Brazylią w Rio de Janeiro. 130 tysięcy miejscowych kibiców musiało przełknąć gorzkie 0:1. „Canarinhos" przegrali wtedy w swej świątyni futbolu pierwszy raz w historii z drużyną z Europy! W tamtym meczu zagrali m.in. Didi, Gilmar, Djalma i Nilton Santosowie. Dwa lata później zostali mistrzami świata... Pele nie zagrał, miał dopiero 15 lat...

Ogółem w latach 1954-59 Tadeusz Kraus wystąpił w reprezentacji CSRS 23 razy i zdobył 6 goli. Ostatni jego mecz w kadrze był jednocześnie pierwszym, w którym Polak zagrał o mistrzostwo Europy w piłce nożnej! Jak to możliwe? Ano reprezentacja Polski pierwszy mecz w eliminacjach ME (zwanych wówczas Pucharem Narodów) rozegrała 28 czerwca 1959 roku na Stadionie Śląskim z Hiszpanią (2:4), a Kraus wystąpił w tych samych rozgrywkach wcześniej5 kwietnia 1959 roku. Nie było to udane pożegnanie: w rundzie wstępnej Pucharu Narodów Czechosłowacja przegrała w Dublinie z Irlandią 0:2. Nie zmienia to jednak powodu, dla którego o tym wspominam. Zresztą to, co dla pana Krausa było złym dobrego końcem, dla Czechosłowaków stało się złym dobrego początkiem. W rewanżu pokonali Irlandczyków 4:0, potem ograli Duńczyków, Rumunów i dopiero w półfinale nie dali rady późniejszym pierwszym mistrzom Europy - Związkowi Radzieckiemu.

Pan Kraus związał się z Pragą. Przez dziesięć najlepszych lat był piłkarzem Sparty. Przez trzy – jej trenerem. Jako szkoleniowiec prowadził też m.in. australijską Slavię Melbourne i cypryjski Aris Limassol. Jako emeryt mieszkał w Pradze, krótko rozmawiałem z nim telefonicznie ponad piętnaście lat temu. Zmarł w 2018 roku, w wieku 86 lat. To piękna historia - uzmysławia nam, że oczywiste może czasem zostać wyprzedzone przez… nieoczywiste.

Wielu pewnie będzie uważać, że najsłynniejszym polskim piłkarzem lat 50. był Raymond Kopa, który w eliminacjach Pucharu Narodów zagrał wcześniej niż Kraus i też grał na MŚ w 1954 i 1958 roku. Moim zdaniem można go jednak uznać tylko za francuskiego piłkarza polskiego pochodzenia, syna polskich emigrantów. Podobnie zresztą jest w przypadku Maryana Wisnieskiego, Thadee Cisowskiego i kilku innych piłkarzy. Tymczasem Kraus to Polak urodzony i wychowany na Śląsku Cieszyńskim, w miejscu które krótko, bo krótko, ale jednak było w Polsce. A że pan Tadeusz zapisał się złotymi zgłoskami w historii czechosłowackiego, a nie polskiego futbolu, to już zupełnie inna historia. Inaczej chyba być nie mogło.