Ciągły rozwój
Rozmowa z Bartoszem Zmarzlikiem, obrońcą tytułu mistrza świata
Bartosz Zmarzlik docenił wsparcie kibiców. Fot. PAP/Lech Muszyński
Ostatnio wygrał pan GP w Manchesterze, gdzie na co dzień ściga się Brady Kurtz. Teraz on był najlepszy na torze, na którym pan uczył się dorosłego żużla.
- Myślę, że to jest właśnie fajne, emocjonujące i niesamowite, bo nadal czuję się jak szesnastolatek. Lata mijają, a ja doskonale pamiętam, jak zaczynałem w Gorzowie. Tutaj nadal czuję się młody.
Gorzów to wyjątkowe dla pana nie miejsce, nie tylko pod względem sportu?
- Zdecydowanie tak. Kolejny fajny wieczór za nami. Chciałbym bardzo podziękować kibicom, bo czułem ich wsparcie, aż miałem ciarki. Ściganie się przed takimi kibicami jest czymś wspaniałym.
Ten tor może mieć dla pana jeszcze jakieś tajemnice?
- Po prostu lubię tu jeździć. Czasem jest to trudne, bo wiadomo że nie jeżdżę w Stali już trzy lata. Przyjeżdżam z nowymi silnikami, które nigdy nie były tutaj używane, a nadal potrafię się odnaleźć. To jest pozytywne.
W czwartek finał IMP w Toruniu, w piątek mecz ligowy w Lublinie. Jest w ogóle czas odpocząć?
- W Grand Prix nie ma czasu tak naprawdę na nic. Przyjeżdża się na stadion około 10.00 i cały czas jest gonitwa: trening, sprint, autografy, briefing, za chwilę trzeba zakładać kevlar i wyjeżdżać na pierwszy wyścig w turnieju. Przyznaję, że jest to bardzo intensywny czas, ale staram się nigdy nie podważać kalendarza. Jest impreza w terminarzu, to trzeba się przygotować i przyjechać.
Dla kibiców fajne, że pojawił się w cyklu Brady Kurtz, bo ma pan z kim pościgać się o kolejny tytuł.
- Nie zmienia to faktu, że zachowuję swoją ścieżkę, chcę się dalej realizować w tej dyscyplinie. Robię wszystko, co mogę, aby zdobyć kolejne mistrzostwo.
Rozmawiał Mariusz Rajek
Bartosz Zmarzlik