Ciągle się wspinamy...
Rozmowa z Kryspinem Baranem, prezesem Aluronu CMC Warty Zawiercie
Prezes Kryspin Baran ma powody do zadowolenia, bo jego zespół jest ciągle w ścisłej czołówce i stawia sobie ambitne cele. Fot. Tomasz Kudala/Press Focus
Czy miał pan okazję wypocząć po poprzednim, niesłychanie emocjonującym sezonie?
- Oj, tak. Wyjechałem, oderwałem się od dnia codziennego i od przeciwności losu, jakie nas doświadczyły. A było ich przecież trochę. Po urlopie z nową energią przystępuję do pracy, a pomysłów mi nie brakuje.
Jestem ciekaw, jak pan ocenia poprzedni sezon w wykonaniu siatkarzy Aluronu CMC Warty? Opinie w środowisku są różne...
- W kategorii srebrnej (śmiech). A to z tej prostej przyczyny, że zdobyliśmy srebrny medal w Lidze Mistrzów, w sezonie ligowym oraz byliśmy w finale Pucharu Polski, w którym również zdobyliśmy medal tego samego koloru. Natomiast na początku sezonu zdobyliśmy Superpuchar, co niektórym umknęło z pamięci. W sumie minionego sezonu nie traktuję w kategoriach porażki, bo przecież finiszowi rozgrywek towarzyszyło wiele nieoczekiwanych problemów. Mało kto już pamięta, że z powodu kontuzji nie mogli grać zawodnicy podstawowego składu: środkowy Jurij Gładyr oraz atakujący Karol Butryn. Musieliśmy dokonać transferu medycznego - przyszedł do nas Georg Grozer. Nie zamierzam się wdawać w szczegóły, ale kosztowało nas to sporo nerwów oraz zdrowia. Sezon nazywam srebrnym z wiadomych względów, ale mocno zaakcentuję: myśmy naszej wspinaczki na szczyt nie zakończyli! Zapewniam, nie drepczemy w miejscu, ciągle mamy nowe pomysły na rozwój klubu, w tym oczywiście zespołu. Jestem przekonany, że w kolejnych rozgrywkach wykonamy kolejny skok jakościowy. A propos środowiska - jego opiniami już dawno się przestałem przejmować.
W okresie transferowym dokonano kilku zmian personalnych. To zapewne znak, że cele sportowe znowu są najwyższe. Czy tak właśnie miało to wyglądać?
- Przyznam szczerze, że nie do końca. Oczywiście, wcześniej poinformowaliśmy, że na dłużej zostają z nami trener Michał Winiarski oraz kapitan Mateusz Bieniek (obie decyzje to strzały w dychę – przyp. red.). Chcielibyśmy zostawić zespół niemal w komplecie, bo przecież spisał się bez zarzutu i tylko pech sprawił, że w kluczowych momentach był osłabiony. Nie udało nam się go wzmocnić i oczywiście mocno nad tym ubolewam. Jednak klub ma określony budżet i jestem odpowiedzialny za to, by go nie przekraczać. Odszedł atakujący Karol Butryn, zaś w jego miejsce wszedł równie wartościowy zawodnik - Bartłomiej Bołądź. Ponadto pojawił się Jakub Popiwczak, który na pozycji libero zastąpił Australijczyka Luke'a Perry'ego. Do kadry dołączyli też Jakub Czerwiński oraz Dawid Ogórek, tak więc skład jest nadal odpowiednio zbalansowany. I z tego wszyscy w klubie się cieszymy, bo w gruncie rzeczy nie jest łatwo utrzymać skład zgodny z naszymi życzeniami.
Cele na przyszły sezon pozostają takie same?
- Odpowiem tak: ciągle się wspinamy na szczyt i chcemy go osiągnąć. Jednak po drodze jest tyle nieprzewidzianych okoliczności, że trudno powiedzieć, czy znajdzie się na szczycie po najbliższym sezonie.
Czy nie rozważał pan możliwości gry zespołu przez cały sezon w Sosnowcu? Gra w tej hali w Lidze Mistrzów oraz play offie w PlusLidze może stanowić pewne utrudnienie dla siatkarzy...
- Już to przerabialiśmy i to się sprawdziło. Jestem przekonany, że nowy obiekt prędzej niż później powstanie w Zawierciu. Gramy sezon zasadniczy w naszej hali i to jest ukłon w stronę naszych najwierniejszych kibiców. Oczywiście, w sosnowieckiej hali są komfortowe warunki, ale zdecydowaliśmy, że wariant z poprzedniego sezonu zostanie powtórzony i tego na razie będziemy się trzymali.
Rozmawiał Włodzimierz Sowiński