Chaos bez happy andu
Po przegranej dogrywce (2:3) Raków pożegnał się z europejskimi pucharami. Porażka dla Częstochowian może mieć bardzo poważne konsekwencje, które w tej chwili ciężko przewidzieć.
Hajduk świętował awans w Częstochowie/Fot. Grzegorz Misiak/PressFocus
Na przedmeczowej konferencji trener Dawid Kroczek był pytany o problemy z wejściem w drugą połowę meczu. Szkoleniowiec zapewniał , że tym razem będą już na to przygotowani. Zapomniał chyba jednak o pierwszej części spotkania, bo w czwartek Raków napisał nową definicją najbardziej katastrofalnego rozpoczęcia meczu. Nie minęła minuta, gdy Ron Raci pewnym uderzeniem głową pokonał Kacpra Trelowskiego po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Dalissona De Almeidy. A trzeba dodać, że była to już druga bardzo groźna sytuacja w polu karnym Częstochowian – chwilę wcześniej Marin Soticek przedarł się sam na sam z Trelem uderzając w boczną siatkę.
Druga połowa, co zrozumiałe rozpoczęła się od skomasowanych ataków Rakowa, ale przez długi czas mimo wielu prób przypominała niestety walenie głową w mur. Raków wyrównywał, ale Hajduk ponownie wychodził na prowadzenie. W dogrywce decydujący cios zadał Rokas Pukstas i to Hajduk po szesnastu latach powrócił do europejskich pucharów.
Mariusz Rajek
