Sport

Cała masa mankamentów

Tak wysokiej porażki na inaugurację sezonu Podbeskidzie Bielsko-Biała jeszcze nie zaznało. Po 1:3 z Sandecją Nowy Sącz trener Krzysztof Brede miał dużo uwag, szczególnie do jednego zawodnika.

Ambicji bielszczanom (białe koszulki) odmówić nie można było, ale punkty im odjechały. Fot. Facebook/Sandecja Nowy Sącz

Nie takiego scenariusza się spodziewaliśmy. Trzeba przełknąć tę gorzką pigułkę - mówił po spotkaniu z beniaminkiem Betclic 2. Ligi szkoleniowiec Górali, który mankamenty w grze swojej drużyny wymieniał przez kilka minut...

26 strzałów, 1 gol

- Przede wszystkim nie potrafiliśmy wykorzystać sytuacji. W zamierzony sposób odbieraliśmy piłkę, ale nic z tego nie wynikało, bo brakowało uderzenia czy dobrego dogrania. Odbierając tyle razy piłkę, musisz to wykorzystać. Nam tego zabrakło. Po stracie gola mieliśmy kapitalną okazję, ale ją zmarnowaliśmy. W całym meczu oddaliśmy 26 strzałów, w tym 9 celnych, a zdobyliśmy jednego gola. Napieraliśmy, ale to nie był nasz dzień w dogrywaniu piłki w ostatniej fazie akcji, a także w wykończeniu - wyliczał Krzysztof Brede i dodał, że będzie analizował czy zaraz na początku drugiej połowy faktycznie był spalony przy golu Marcina Biernata po stałym fragmencie gry, ale przecież wyniku i tak nie zmieni...

Niepewność w działaniach

Choć w komentarzu szkoleniowca nie padło żadne nazwisko, można założyć, że obiektem największej krytyki był Łukasz Kabaj. - Muszę wyciągnąć wnioski, bo niektórych chłopaków dopiero się „uczę”. Planowaliśmy co innego, ale w ostatnich dniach wydarzył się ruch, którego się nie spodziewaliśmy i nasz podstawowy zawodnik (Michał Willmann - przyp. red.) odszedł z klubu. To na pewno wprowadziło zamęt, nie tak chcieliśmy grać i musieliśmy wszystko korygować. Mam pretensje do siebie, ale musieliśmy podejmować decyzje. Musieliśmy wybrać jak najlepszą opcję. Byliśmy przekonani, że będzie dobra, ale już w pierwszej połowie okazała się zła - mówił szkoleniowiec bielszczan, mając na myśli wystawienie do gry - jako jednego z dwóch młodzieżowców - wspomnianego Kabaja. Pozyskany z Rakowa Częstochowa, a w zeszłym sezonie występujący w Wiśle Puławy 19-latek najpierw był bliski sprokurowania gola samobójczego, gdy zbyt mocno podawał piłkę do Konrada Forenca, a kilkadziesiąt sekund później w prosty sposób dał się przepchnąć Danielowi Pietraszkiewiczowi, który otworzył wynik. - Realizować plan to jedno, a być odpowiedzialnym za błędy i wprowadzanie niepewności w działaniach, to drugie. Na własne życzenie zostaliśmy za to ukarani - nie owijał w bawełnę Krzysztof Brede.

Jeszcze poczekają...

Mecz z Sandecją był 29. inauguracją ligowych zmagań w historii Podbeskidzia, która sięga 1997 roku i fuzji BBTS-u z DKS-em Komorowice. Klub nie ma zbytnio szczęścia do spotkań otwierających sezon. Do tej pory wygrał ich tylko 7; po raz ostatni w 2018 roku, gdy pokonał GKS Katowice 1:0. Szukając ostatniej wygranej w domowym spotkaniu inauguracyjnym, trzeba cofnąć się aż do... 2008 roku. Mecz z Wisłą Płock zakończył się walkowerem (3:0), ale na boisku Podbeskidzie wygrało 1:0. Starcie z beniaminkiem przejdzie do historii klubu jako najgorsza inauguracja. Nigdy bowiem na inaugurację rozgrywek bielszczanie nie przegrali aż 1:3. To tym bardziej zaskakujące, że w tym roku na własnym stadionie nie przegrali, tracąc łącznie tylko... 5 goli. W trzech poprzednich premierach przed własną publicznością Górale ulegli Arce Gdynia 0:1 oraz zremisowali z Wisłą Płock 1:1 i Olimpią Elbląg 0:0.

(gru)

15 MECZÓW z Sandecją mają za sobą bielszczanie. Odnieśli w nich 7 zwycięstw, zanotowali 3 remisy i ponieśli 5 porażek.