Sport

Burzliwa rywalizacja

Pierwszy dzień zmagań w 1/8 finału Klubowych Mistrzostw Świata przyniósł ogromne emocje, które zagwarantowały zespoły Chelsea i Benfiki oraz… pogoda.

Po ponad pięciu godzinach wysiłku Chelsea awansowała do ćwierćfinału. Fot. PAP/EPA

KLUBOWE MISTRZOSTWA ŚWIATA

Mecz początkowo nie zapowiadał się na szczególnie ciekawy. Po 45 minutach utrzymywał się bezbramkowy remis. Dopiero po zmianie stron ładnego gola z rzutu wolnego zdobył Reece James. Chelsea było na drodze do zwycięstwa, ale została zatrzymana przez… alert pogodowy. Przez burzę mecz został wstrzymany na niemal dwie godziny. Gdy piłkarze wrócili na boisko, zupełnie niespodziewanie wyrównali przyjezdni z Lizbony. W doliczonym czasie po dośrodkowaniu w pole karne londyńczyków piłkę głową zagrał Nicolas Otamendi. Trafił nią w rękę Malo Gusto i sędzia po analizie VAR podyktował rzut karny. Z okazji skorzystał doświadczony Angel di Maria, delikatnym strzałem w środek bramki pokonując Roberta Sancheza.

Mecz został więc przedłużony o dogrywkę, której z trybun przyglądała się tak naprawdę garstka kibiców. Stadion w Charlotte, który może pomieścić ponad 75 tysięcy ludzi, odwiedziło zaledwie 25929 kibiców. Tylko część z nich pozostała na swoich miejscach po godzinnej przerwie spowodowanej burzą. Słaba frekwencja na turnieju w Stanach Zjednoczonych przestała już dziwić, a pod koniec starcia Benfiki z Chelsea była nawet zrozumiała, bo mecz, razem z przerwą i dogrywką, trwał pięć godzin!

Niewielu więc na żywo zobaczyło, jak od razu po rozpoczęciu dogrywki czerwoną kartkę dostał Gianluca Prestianni. 19-letni skrzydłowy wszedł na boisko w 70 minucie i musiał przedwcześnie opuścić boisko w następstwie dwóch żółtych kartek. To była kluczowa sytuacja dla przebiegu rywalizacji, ponieważ od tego momentu w spotkaniu liczyła się tylko Chelsea. Do końca dogrywki zdobyła trzy bramki i awansowała do ćwierćfinału zmagań. - Przez 85 minut nie pozwalaliśmy na nic przeciwnikowi. Mieliśmy sporo szans, żeby szybciej wygrać. To był jeden z najlepszych naszych występów w ostatnich tygodniach. Potem jednak nadeszła przerwa spowodowana burzą. Po niej graliśmy już zupełnie inny mecz. Nasz rytm został przerwany. Próbowaliśmy wrócić na boisko w takim samym stylu, ale to było trudne. To nie przypadek, że przez 85 minut nie straciliśmy gola, a 5 minut po długiej przerwie przeciwnik zaczął stwarzać zagrożenie - mówił Enzo Maresca, szkoleniowiec Chelsea. Podkreślił podczas konferencji prasowej, że być może Charlotte nie jest najlepszą lokalizacją na organizowanie meczów, skoro z powodu opadów atmosferycznych spotkania muszą być przerywane. Niezależnie od tego, Chelsea pokazała charakter w ostatnich minutach meczu, gdy znów wyszła na prowadzenie, wykorzystując przewagę na boisku.

Benfica wraca do Portugalii już po 1/8 finału, po tym, jak zajęła 1. miejsce w fazie grupowej, wyprzedzając m.in. Bayern. Lizbończycy nie byli faworytami KMŚ, ale mimo wszystko w obozie zespołu czuć było rozczarowanie. – Mieliśmy realną szansę na awans… Graliśmy jednak ze znakomitym zespołem - powiedział trener Bruno Lage, a jego słowa pokazują pecha, z jakim musieli mierzyć się jego podopieczni. Okazało się, że lepiej dla Portugalczyków byłoby zająć 2. miejsce w grupie, bo wówczas w 1/8 finału mierzyliby się z Flamengo, w teorii łatwiejszym zespołem do pokonania od Chelsea.

Kacper Janoszka

◼ Benfica – Chelsea 1:4 (0:0, 1:1)

0:1 – James (64), 1:1 – di Maria (90+5, karny), 1:2 – Nkunku (108), 1:3 – Neto (114), 1:4 – Dewsbury-Hall (117)

Palmeiras – Botafogo 1:0 (0:0, 0:0)

1:0 – Paulinho (100)

 PSG - Inter Miami 4:0 (4:0)
1:0 - Neves (6), 2:0 - Neves (6), 3:0 - Aviles (44, sam.), 4:0 - Hakimi (45+3)