Sport

Burns liderem w Royal Birkdale

Przed rundą finałową The Open Championship na prowadzenie wskoczył Sam Burns. Bohaterem dnia był Ryan Fox. Bryson DeChambeau jednak grał dalej.

Sam Burns znów blisko pierwszej wygranej wielkoszlemowej. EPA/ADAM VAUGHAN Dostawca: PAP/EPA.

Sobota w Southport stała pod znakiem sporych zwrotów akcji, świetnych wyników oraz mimo szumnych zapowiedzi – stawienia się do dalszej walki Brysona DeChambeau.

Sam Burns kontynuował świetny występ i objął samodzielne prowadzenie w turnieju z okrągłym wynikiem -10. Po historycznym piątkowym rezultacie w postaci 62 uderzeń, w sobotę potrzebował tylko 3 strzały więcej. Amerykanin, który przed turniejem wahał się, czy w ogóle przylecieć do Anglii z powodu narodzin córki, ma przed niedzielnym finałem dwa uderzenia przewagi nad resztą stawki.

Jednak bohaterem dnia był niewątpliwie Nowozelandczyk Ryan Fox, który wykręcił fenomenalną rundę 62, wyrównując rekord najniższego wyniku w historii męskich turniejów wielkoszlemowych. To już trzeci taki wynik w tym tygodniu, w piątek popisali się nim Burns oraz dotychczasowy australijski lider Lucas Herbert. Dzięki sobotnim fajerwerkom „Foxy” awansował o włos jeżące na głowie pięćdziesiąt pozycji, na miejsce drugie, dzielone z Koreańczykiem Si Woo Kimem.

Po niesamowitej rundzie Nowozelandczyk odniósł się do doskonałych warunków pogodowych na polu Royal Birkdale: "Myślę, że to po prostu kwestia świetnej pogody. Pole jest genialne, bardzo twarde i szybkie. Rano greeny są nieco bardziej miękkie. Do ostatnich kilku dołków właściwie w ogóle nie było wiatru. Rano masz poczucie, że da się tu zrobić niski wynik. Greeny są idealne i jeśli dobrze toczysz piłkę, wydaje ci się, że trafisz wszystko."

Opisywał też jak nieprzewidywalny bywa golf: "Prawdę mówiąc, wczoraj miałem lepszą rozgrzewkę. Golf nie ma sensu pod tym względem. Czasami na driving range czujesz, że idealnie trafiasz każdą z nich, potem grasz agresywnie od początku, to nie działa i kończysz rundę z +2."

Czwarte miejsce z rezultatem -7 zajmuje Amerykanin Ryan Gerard i dotychczasowy lider - Australijczyk Lucas Herbert. Miejsce szóste (-6) okupuje trzyosobowa grupa, w składzie: Amerykanin Jackson Suber, Szwed Ludvig Åberg i Bryson. Z -5 dziewiątą pozycję dzielą: wychowany nieopodal Royal Birkdale Tommy Fleetwood oraz Norweg Rasmus Neergaard-Petersen.

Broniący tytułu Scottie Scheffler traci do Burnsa 6 uderzeń. Jedenastą pozycję, oprócz numeru jeden światowego golfa, zajmuje jeszcze ośmiu rywali, w tym: Jon Rahm, Shane Lowry, czy Hideki Matsuyama.

Po zakończeniu piątkowej rundy sędziowie z R&A nałożyli na Brysona DeChambeau karę dwóch uderzeń za prawdopodobnie nieumyślne, jednak ewidentne, udeptywanie trawy na piątym dołku. Jego wynik zmieniono z 66 na 68, przez co spadł z drugiego miejsca na dzielone piąte. Po dość nieustępliwym przekonywaniu sędziów o swojej niewinności, wściekły Amerykanin do nocy wbijał piłki na driving range, a przez swojego agenta przekazał mediom informację, że rozważa całkowite wycofanie się z turnieju. Dodatkowo na swoich mediach społecznościowych umieścił przerobione zdjęcia, na których... "lewituje" nad Royal Birkdale, co w dużym uproszczeniu miało to sugerować, że mniej więcej tego wymagali od niego sędziowie.


Bryson lewituje. Zdjęcia Facebook zawodnika

Ostatecznie Bryson wziął się w garść, nie zrezygnował i wyszedł w sobotę na pole w parze z Samem Burnsem. Zagrał bardzo solidną rundę 69 i ze stratą czterech uderzeń do lidera zajmuje dzielone szóste miejsce, zachowując całkiem realne szanse na włączenie się do walki o Claret Jug.

Bryson nie byłby sobą, gdyby nie zafundował publiczności odrobinę komedii na ostatnim dołku, wchodząc z nią w interakcję. Podchodząc do swojej piłki znajdującej się w wyższej trawie wokół greenu, ostentacyjnie zbliżał się do niej na palcach, uważając, żeby tym razem nic nie nabroić. Rozbawiło to angielską publiczność.

Całe zachowanie DeChambeau krytykował Rory McIlroy. Stwierdził, że kara była "ewidentna", a zachowanie Brysona nazwał "czysto pokazowym", ukierunkowanym na szukanie uwagi oraz trzymaniem całego turnieju jako zakładnika.

Tak odniósł się do samej kary dwóch uderzeń: "Oglądałem to na żywo w strefie dla zawodników z kilkoma innymi graczami. Gdy tylko zrobił ten krok w stronę piłki, spojrzeliśmy po sobie i pomyśleliśmy: „to nie wyglądało w porządku”. Kiedy usłyszałem, że wezwali go sędziowie, dla wszystkich nas było to całkiem oczywiste. Nie ma wątpliwości, że poprawił linię swojego zamachu." "Czy zrobił to nieostrożnie, czy celowo – uważam, że to bez znaczenia. Miejmy nadzieję, że to była tylko beztroska, ale kara dwóch uderzeń była w stu procentach uzasadniona. Kiedy dowody są tak ewidentne, jak wczoraj wieczorem, sprawa jest jasna."

Zapytany wprost przez dziennikarza, czy jego zdaniem DeChambeau udeptał trawę celowo, McIlroy skwitował krótko: "Nie siedzę w jego głowie. Ale nie wyglądało to dobrze."

Finałowa transmisja rozpocznie się o godzinie 10.00 w Polsacie Sport 3. Później może być przerzucana na inne kanały Polsatu Sport.

Kasia Nieciak