Brazylijski wirtuoz
Ronaldinho może nie zagościł w europejskim futbolu zbyt długo, ale odcisnął na nim piętno.
Ronaldinho z łatwością strzelał gole i asystował, gdy grał w Barcelonie. Fot. AA/ ABACA/ PAP
Każdy doskonale zna ten uśmiech i taniec po strzelonym golu, gdy wyciąga przed siebie ręce i zaczyna trząść dłońmi z wyprostowanym kciukiem i małym palcem. Ronaldinho nie da się pomylić z nikim innym. Na boisku grał tak, jak nie grał nikt. Poza boiskiem jego twarz chciały mieć na swoich produktach największe światowe firmy. Był nie tylko fenomenalnym piłkarzem, ale przede wszystkim ikoną, częścią popkultury, która na zawsze pozostanie z tymi, którzy byli świadkami jego gry. Znakomity Brazylijczyk był wirtuozem futbolu.
Z Porto Alegre do Paryża
Urodził się w 1980 roku w Porto Alegre w Brazylii. Jego pierwszym klubem było miejscowe Gremio. Działacze klubu błyskawicznie zorientowali się, że mają do czynienia z nieprawdopodobnie utalentowanym młodzieńcem, który wyglądał tak, jakby urodził się z piłką przy nodze. Grał nie tylko na trawie, ale także w futsal, co później widoczne było w jego występach na dużych boiskach. Jako nastolatek został powołany do pierwszej drużyny Gremio. Już w pierwszym sezonie w dorosłym zespole dotarł do ćwierćfinału Copa Libertadores, grając w każdym spotkaniu. W 1999 roku po raz pierwszy zagrał w reprezentacji Canarinhos w towarzyskim meczu z Łotwą (3:0). W debiucie zaliczył asystę przy golu na 1:0. W 2000 roku stał się gwiazdą brazylijskiej ligi. W 21 meczach zdobył 14 bramek i trzykrotnie asystował. Musiał wzbudzić zainteresowanie europejskich klubów. W 2001 roku zgłosiło się po niego PSG. Francuzi zapłacili za wybitnego Brazylijczyka 5 milionów euro. Zapewne wiedzieli, że w ciągu kilku lat zarobią na nim znacznie więcej. Przeniósł się więc do stolicy Francji, gdzie rozpoczęła się jego europejska kariera.
Mistrz świata
Błyskawicznie stał się czołową postacią PSG, które nie było wtedy potęgą w Ligue 1, ale mimo tego walczyło o podium. W debiutanckim sezonie zagrał w 28 spotkaniach, strzelając 9 bramek i zaliczając 7 asyst. Zagrał z drużyną w Pucharze UEFA, docierając jedynie do 3. rundy. Pokazał się jednak na Starym Kontynencie z tak fenomenalnej strony, że selekcjoner Brazylii Luiz Felipe Scolari nie mógł tego nie zauważyć. Zabrał go na mundial w 2002 roku. W Korei i Japonii Ronaldinho brylował, a Brazylia wygrała turniej. Jego talent zobaczył cały świat. Podczas mistrzostw świata zdobył 2 gole. Nie zagrał tylko w meczu półfinałowym z Turcją, bo w ćwierćfinale zobaczył czerwoną kartkę, oraz w ostatnim meczu grupowym z Kostaryką, gdy Canarinhos mieli już zapewnione wyjście z grupy. Taka ekspozycja na arenie międzynarodowej sprawiła, że PSG zdawało sobie sprawę, że długo nie będzie w stanie utrzymać wybitnego Brazylijczyka u siebie. W Ligue 1 Ronaldinho zagrał kolejny świetny sezon (8 goli, 9 asyst), po czym przeniósł się na szczyt klubowego futbolu, do Barcelony, która kupiła go za ponad 30 milionów euro.
Kluczowy u Rijkaarda
To właśnie z tym klubem Brazylijczyk będzie już na zawsze kojarzony. W Blaugranie przeżywał najlepszy czas w karierze. Regularnie strzelał gole i asystował. Był kluczowym zawodnikiem w wybitnej drużynie Franka Rijkaarda. Jednak jego gra nie ograniczała się tylko do bycia przydatnym piłkarzem. On był gwiazdą. Bawił się z piłką i z rywalami. Mijał ich fenomenalnymi zwodami. Rzadko się mylił, gdy podejmował decyzje o tym, żeby ośmieszyć przeciwnika. Jego ruchy na boisku były niepowtarzalne, a wykonywał je z taką lekkością, jakby były najprostszym zwodem piłkarskim, jaki można wykonać. Niewielu było w stanie go zatrzymać, bo był nieprzewidywalny. Nie do zapomnienia jest jego gol z 1/8 finału Ligi Mistrzów w sezonie 2004/05. Barcelona grała z Chelsea. W pierwszym meczu wygrała 2:1, a drugi rozpoczęła od trzech bramek straty. Ronaldinho starał się samodzielnie poprowadzić Blaugranę do awansu do kolejnej rundy. Najpierw trafił z rzutu karnego, a następnie… wyczarował gola z niczego. Otrzymał piłkę przed polem karnym. Był otoczony kilkoma graczami Chelsea. Wszyscy inni zawodnicy na świecie szukaliby partnera, żeby oddać mu piłkę. Natomiast Ronaldinho zaczął swój taniec w miejscu, po czym uderzył z czuba, trafiając przy słupku. I co z tego, że Chelsea wygrała dwumecz? Wszyscy pamiętają tylko gola wybitnego Brazylijczyka. Zresztą, w 2005 roku został nagrodzony Złotą Piłką, pomimo tego, że z Dumą Katalonii nie zaszedł daleko w LM.
Liga Mistrzów i transfer do Włoch
Na trofeum Champions League i tak się doczekał. W kolejnym sezonie Barcelona pewnie wygrała zmagania. Ronaldinho w tych rozgrywkach zdobył 7 bramek. W finale jego drużyna zagrała z Arsenalem i wygrała 2:1. W lidze nadal utrzymywał fenomenalną formę – 17 goli i 18 asyst. W kolejnych rozgrywkach jeszcze częściej trafiał do siatki, choć przecież nie był typowym snajperem – zdobył 21 bramek. Kluczowy okazał się dla niego sezon 2007/08, podczas którego doznał poważnej kontuzji mięśniowej. Stracił sporą część sezonu. W lidze zagrał tylko w 17 meczach. Zbiegło się to z tworzeniem nowej ery w Barcelonie. Gwiazdą klubu stawał się Lionel Messi, który współpracował w ataku z Thierrym Henrym oraz Samuelem Eto’o. Ronaldinho był już… niepotrzebny. Gdy Milan zaproponował niecałe 25 milionów euro za Brazylijczyka, oddano go do Serie A. I w tym momencie kariera geniusza zaczęła się powoli kończyć. Jasne, w sezonie 2009/10 w Serie A był w stanie zdobyć 12 goli i 18 razy asystować. Nie był to już jednak ten sam Ronaldinho, który brylował na murawie. Po niecałych trzech sezonach wrócił do ojczyzny i w Europie niewiele się już o nim mówiło. Grał dla Flamengo, Atletico Mineiro, meksykańskiego Queretaro, później do 2015 roku dla Fluminense. To był jego ostatni futbolowy taniec. Zakończył grę w piłkę, mając 35 lat.
Obfite lata
W sumie więc Ronaldinho w Europie pograł ledwie dekadę. Była ona jednak obfita w sukcesy, a Brazylijczyk prezentował tak kosmiczne umiejętności, że nikt i nic nie jest w stanie wymazać go z pamięci kibiców. Wygrał Ligę Mistrzów, dwa razy był mistrzem Hiszpanii, raz mistrzem Włoch, a z reprezentacją zdobył mistrzostwo świata i triumfował w Copa America w 1999 roku. Wygrał więc niemal wszystkie najważniejsze zmagania. Dlatego do dzisiaj pozostaje fenomenem i nadal budzi ogromne zainteresowanie, co zobaczymy dziś wieczorem na wypełnionym Stadionie Śląskim.
Kacper Janoszka
Ronaldinho i jego znak rozpoznawczy. Fot. Eurasia Sport Images/Just Pictures/SIPA USA / Press Focus