Brakuje mi chłopaków z kiwką
Rozmowa z Zygfrydem Szołtysikiem, mistrzem olimpijskim w 1972 roku, siedmiokrotnym mistrzem Polski z Górnikiem Zabrze
„Sport” przez wiele lat szczegółowo opisywał karierę „Zygi”, który pozdrawia wszystkich Czytelników naszego dziennika. Fot. Paweł Czado
– Oglądałem oczywiście ostatnie mecze reprezentacji. Problem, jaki zauważam, związany jest z tym, że w obecnej kadrze właściwie nie ma zawodników, którzy potrafiliby przejść rywala w sytuacji jeden na jeden, którzy preferowaliby taką grę. Wszystko oparte jest jedynie na podaniach, podaniach, podaniach, w dodatku w tempie niezbyt szybkim… A potem dziwimy się, że ta drużyna nie ma żadnych szans w ważnych meczach. Gdy patrzy się na inne reprezentacje, te silne, to w każdej są jacyś piłkarze, którzy potrafią kiwnąć. Dlaczego to kiwanie jest tak ważne? To proste: przecież wtedy stwarza się przewaga w ataku, zawsze jest ktoś niepokryty. Kolejny obrońca musi próbować odebrać piłkę atakującemu, a wtedy zostawia innego przeciwnika, którego dotąd pilnował. Powtarzam, u nas brakuje takich piłkarzy, którzy potrafiliby to zrobić na wysokim poziomie.
Z czego to wynika?
– Myślę, że trochę z faktu, czego trenerzy uczą adeptów, dzieci, na starcie do przygody z profesjonalną piłką. Chodzi o taktykę i grę na wynik, a więc najważniejsze jest to, co najważniejsze być nie powinno, przynajmniej nie dla tych dzieci. Kiedy ja jeszcze grałem, to trener przed rozpoczęciem zajęć na rozgrzewce pozwalał robić każdemu z piłką to, co on chciał. Bawił się nią, kopał, podawał, robił zwody. A teraz wszystko jest według rozpiski na papierze, według schematów: ten w określonej sytuacji musi podać temu, a tamten tamtemu. Za dużo jest w tym więc taktycznej myśli trenerskiej. Uważam, że powinno się pozwolić piłkarzom, żeby sami myśleli na boisku. Widać to na przykładzie tych młodych, rewelacyjnych techników: Floriana Wirtza z Bayeru Leverkusen czy Lamine Yamala z Barcelony.
Różnica między futbolem z pana czasów a obecnym?
– Gdy patrzę na te drużyny, to widzę, że w porównaniu z moimi czasami nie ma już tak małych zawodników jak ja (uśmiech; Zygfryd Szołtysik mierzy 162 cm – przyp. aut.). W ogóle nie ma!
Kiedy ktoś taki pojawia się na placu, to wiadomo, że będzie dawał własnej drużynie finezję, a nie fizyczność. Często jest mózgiem zespołu.
– Przynajmniej większość z nich.
Mnie takich piłkarzy brakuje. A panu?
– Również.
Widzi pan dziś w Polsce niewysokich piłkarzy, którzy graliby w pana stylu?
– Rzadko. Już dawno takiego nie widziałem. A często oglądam Górnika, mieli tam jeszcze niedawno takiego chłopaka, ale go sprzedali (Lawrence Ennali, 172 cm, dziś piłkarz Houston Dynamo – przyp. aut.).
A co pan sądzi o niedawnej awanturze w reprezentacji związanej z opaską kapitańską?
– Jedni mówią, że to wina Lewandowskiego, inni, że selekcjonera. Żeby się wypowiedzieć na ten temat, musiałbym być w środku. A nie jestem.
Porozmawiajmy jeszcze o zmianach trenerskich w Górniku. Sposób odejścia Jana Urbana z Zabrza zaskoczył pana?
– Tak. Mieliśmy niedawno okazję spotkać się na jakimś meczu, wziął nas do swojej kabiny i porozmawialiśmy. Uważam, że to bardzo dobry trener, z tych spokojnych. W przeszłości dobrze grał w piłkę. A czemu on nie chce iść do reprezentacji?
Jeszcze nie wiadomo, kto będzie selekcjonerem.
– A właśnie jego widziałbym na tym stanowisku! Jak najbardziej się nadaje! A kogo ostatecznie wybierze PZPN to już inna historia…
Rozmawiał Paweł Czado
Zygfryd Szołtysik
Ur. 24 października 1942 roku w Suchej Górze
Reprezentacja: 46 meczów i 10 goli w latach 1963-72.
Kluby: Zryw Chorzów (do 1961), Górnik Zabrze (1962-74, 75-78), US Valenciennes (1974-75), Toronto Falcons (1978), Górnik Knurów (1978-84), Eintracht Hamm-Hessen (1986-87), SVA Bockum-Hoevel (1987-90). 395 meczów i 91 goli w polskiej ekstraklasie. Przy Roosevelta spędził aż 16 sezonów.
Sukcesy: mistrzostwo olimpijskie (1972), siedmiokrotne mistrzostwo Polski z Górnikiem Zabrze (1963-72), wicemistrzostwo Europy U-18 (1961)
Turniej u siebie
W miniony weekend Zygfryd Szołtysik wręczał nagrody w niemieckim Hamm, gdzie odbył się turniej im. Stefana Florenskiego. Właśnie tam mieszka rodzina tego zmarłego w 2020 roku obrońcy, która dba o jego pamięć. Mecze odbywały się w kompleksie sportowym SG Bockum-Hovel im. Adolfa Bruhla. Zwyciężyła czwarty raz z rzędu drużyna Sośnicy Gliwice, której wychowankiem był Florenski. Na imprezie pojawili się tym razem m.in. Szołtysik, który mieszka akurat w tej dzielnicy Hamm, gdzie odbył się turniej, a także Andrzej Pałasz, Werner Leśnik czy Waldemar Podolski, ojciec Lukasa. Turniej zorganizował Mariusz Latusek, zagorzały fan Górnika, a pomagała mu Zuzanna Florenska-Mróz, córka piłkarza.
(pacz)