Sport

Bliżej spadku

KOMENTARZ „SPORTU” - Kacper Janoszka

W żużlu wciąż nie znaleziono recepty na to, żeby dyscyplina była bezpieczna. Żużlowcy wyjeżdżają na tor ze świadomością, że ich ciała mogą ulec uszkodzeniu. Bezpieczeństwo można poprawiać, ale ryzyka nie da się zminimalizować do zera. Rewolucją w żużlu były dmuchane bandy, ale nawet one bywają zawodne. Udowodnił to przykład Taia Woffindena, który w sparingu przedsezonowym doznał kontuzji, wpadając pod dmuchaną bandę. Do tej pory trwa jego rehabilitacja. Wówczas słychać było głosy domagające się kolejnych kroków w stronę poprawy bezpieczeństwa. Środowisko żużlowe obudziło się i zgłaszało pomysły na wprowadzenie kolejnych patentów na zwiększenie bezpieczeństwa. Co więcej, gdy w Poznaniu w kwietniu rozegrano kwalifikacje do indywidualnych mistrzostw Polski, część uczestników protestowała, domagając się poprawy warunków bezpieczeństwa. Zawody rozpoczęły się z opóźnieniem, a protestujący po dwóch biegach, w których markowali defekty, zdecydowali się na rezygnację z uczestnictwa w rywalizacji. To była forma protestu, która nie przetrwała jednak długo. Woffinden wyszedł ze szpitala, co jakiś czas pojawia się na meczach w roli kibica i o jego wypadku powoli zapominano. Dyskusje o zwiększeniu bezpieczeństwa ucichły, ale wiadomo było, że ich powrót nastąpi przy kolejnym groźnym wypadku. Tak żużlowe koło dyskusji na temat bezpieczeństwa się zamyka i trwać będzie jeszcze przez wiele lat, bo to po prostu niebezpieczna dyscyplina.

W niedzielę zawodnicy Włókniarza Częstochowa Mads Hansen i Piotr Pawlicki wzięli udział w strasznym wypadku na torze w Rybniku. Sytuacja była przypadkowa. Pawlicki zahaczył motocyklem o maszynę Chrisa Holdera z ROW-u. Stracił przez to panowanie nad motocyklem, po czym wjechał w tylne koło Duńczyka, partnera z zespołu. Obaj z ogromną prędkością ruszyli wprost na dmuchaną bandę. Błyskawicznie na torze pojawiły się karetki i ratownicy. Pawlicki został przewieziony do szpitala, a Hansen pojechał w powtórce wyścigu, po czym był zastępowany. Dzień po meczu Włókniarz wydał oświadczenie, w którym przekazał, że Pawlicki doznał urazu żebra i stwierdzono u niego odmę płucną. W gorszym stanie jest Hansen, który złamał dwa kręgi!

Charakter wypadku był taki, że niezależnie od tego, jak byłyby zabezpieczone dmuchane bandy w Rybniku, wypadek przyniósłby wymienione wyżej skutki. Jasne, walczmy o to, żeby zawodnicy byli bezpieczniejsi. Niech kluby będą zobowiązane do tego, żeby odpowiednio przygotować nawierzchnię oraz dmuchane bandy. Nie oczekujmy jednak, że żużel stanie się w pełni bezpieczną dyscypliną i nikt już nie będzie poszkodowany. Jeden mały błąd, przypadek, niefortunny kontakt z motocyklem rywala, mogą sprawić, że zawodnik zaliczy bliski kontakt z nawierzchnią toru. Tylko od losu, szczęścia lub pecha, zależeć będzie to, czy zawodnik zejdzie do parku maszyn bez szwanku. Z tym trzeba się pogodzić, choć jest to oczywiście trudne.

***

Jeszcze trudniejsze jest to dla kibiców Włókniarza, jeśli spojrzą wyłącznie na sportowe problemy wywołane przez brak Hansena i Pawlickiego. Na razie nie wiadomo, jak długo będą przechodzić rehabilitację. Zakładając jednak, że obaj nie pojawią się na ekstraligowych torach do końca sezonu, częstochowianie będą mieli ogromne trudności z wywalczeniem utrzymania. Po pierwsze, bez Pawlickiego nie mają szans na znalezienie się w play offie. Do końca sezonu zasadniczego rozegrają jeszcze pięć spotkań, z czego trzy należy z góry uznać za przegrane (ze Spartą Wrocław, KS-em Toruń i Motorem Lublin). Zagrają więc w play offie o utrzymanie, w którym ich głównym rywalem będzie ROW. A jak pokazał niedzielny mecz w Rybniku, bez Pawlickiego i Hansena Włókniarz szybko stracił szansę na wygraną. Sytuacja jest niezwykle trudna, bo wśród Lwów brakuje zawodników zdobywających punkty. Wiktor Lampart zawodzi, Jason Doyle niedawno wrócił po kontuzji i wciąż widać po nim skutki urazu, a Philip Hellstroem-Baengs, który do tej pory był rezerwowym, nie jest w stanie zapewnić takiej liczby punktów jak Pawlicki. Plusem Włókniarza są całkiem silni młodzieżowcy (szczególnie Franciszek Karczewski) oraz Kacper Woryna, który z biegiem sezonu jest coraz szybszy. To jednak nie wystarczy do utrzymania. Włókniarz jest w fatalnej sytuacji, z której nie widać wyjścia.

Piotr Pawlicki (żółty kask) oraz Mads Hansen (biały kask) ulegli poważnemu wypadkowi w Rybniku. Fot. Andrzej Surma