Sport

Bieg z przeszkodami, czyli nasze dzieje w pigułce

„Sport” od zarania nosił w sobie ducha… sportu. Wytrwałość, zaciętość, czasami i zawziętość, czyli te cechy, które pozwalają przetrwać najtrudniejsze próby i najcięższe czasy.

Ile jest na polskim rynku pism, które mogą pochwalić się, że funkcjonują od 80 lat? Niewiele. Wichry historii, a konkretniej - zmiany polityczne, gospodarcze i w ostatnich latach te w rzeczywistości cyfrowej były dla wielu bezlitosne. „Sport” jest jednym z nielicznych tytułów, które zdołały się im oprzeć.

Może dlatego, że „Sport” od zarania nosił w sobie ducha… sportu. Wytrwałość, zaciętość, czasami i zawziętość, czyli te cechy, które pozwalają przetrwać najtrudniejsze próby i najcięższe czasy; które uczą godnego przyjmowania porażek, ale i niepoddawania się złudnemu poczuciu triumfalizmu w przypadku sukcesów.

Kapitałem - zapał

Pomysł wydawania sportowej gazety w Katowicach pojawił się niedługo po tym, jak przez Polskę przetoczyła się nawałnica II wojny światowej. Nie był on całkiem odkrywczy, bo też już przed wojną było na Śląsku kilka - mniej lub bardziej udanych - prób powołania do życia sportowego pisma. No ale na owe powojenne czasy był ów pomysł niezwykle odważny. Do tworzenia gazety przystępowano bez lokalu, bez jakiegokolwiek oprzyrządowania technicznego, a nade wszystko bez doświadczenia. Jedynym kapitałem był ogromny zapał i przekonanie, że takie pismo rychło znajdzie sobie rzeszę czytelników; a także wsparcie udzielone przez redaktorów już istniejących pism, w tym „Dziennika Zachodniego” i „Trybuny Robotniczej”.

„Pamiętam jak dziś atmosferę owych dni 1945 roku w śląskim sporcie - wspominał twórca „Sportu” i jego wieloletni redaktor naczelny Tadeusz Bagier. - Kluby i organizacje sportowe reaktywowały już od trzech miesięcy swoją działalność. Z każdym dniem napływało do nich coraz więcej młodzieży, wracali do kraju zawodnicy, których wojna rozrzuciła po różnych kontynentach. Istniało więc na Śląsku społeczne zapotrzebowanie na własną gazetę sportową. Istniała pilna potrzeba udzielenia pomocy działaczom i klubom w propagowaniu sportu i kultury fizycznej wśród młodzieży i świata pracy, przy jednoczesnym zwalczaniu różnego rodzaju niezdrowych zjawisk, dzielnicowości i klubowego szowinizmu”.*

Młodociany zespół

„Sport” w jego pierwszych dniach tworzyła przede wszystkim młodzież. Sam Tadeusz Bagier liczył sobie w momencie powołania gazety do życia raptem 26 lat. Wspomagali go m.in. świeżo upieczony maturzysta Zbigniew Dutkowski (późniejszy wieloletni szef działu sportowego „Trybuny Robotniczej”), a także Jerzy Janicki, który startował w zawodzie , mając raptem 17 lat. Ten sam Jerzy Janicki stał się w przyszłości autorem m.in.szlagierowej pozycji radiowej „Matysiakowie”.
Do zespołu dołączali stopniowo inni, uznani później za wybitnych, dziennikarze, jak m.in. Wiesław Kaczmarek i Jerzy Zmarzlik. Dzięki nim „Sport” nieustannie mógł podnosić swoją jakość, zwiększać częstotliwość wydawania - zaczął jako tygodnik, ale już w 1946 roku ukazywał się trzy razy w tygodniu - i zwiększać swoją rolę na rynku.

Jeden ze słynnych dziennikarzy „Przeglądu Sportowego” Tadeusz Maliszewski tak wspominał owe pierwsze lata: „Był to dziwny noworodek. Ledwie zaczął kwilić, a już sypał mu się pod nosem mech dwudziestolatka (…) Nie było muc chyba najłatwiej w okresie ząbkowania, z chwilą gdy, poza niezmordowanym Franciszkiem Gorzelanym, sztab redakcyjny składał się z młodzieńców stawiających w dziennikarstwie pierwsze kroki”.

W pakiecie z „Trybuną Ludu”

„Sport” stopniowo rósł w potęgę. Oblicza się, że już w 1948 roku jego nakład wynosił ponad 248 tysięcy egzemplarzy, a sprzedawał się w całym kraju, choć niejednokrotnie na miejsce przeznaczenia docierał z trzydniowym opóźnieniem. Wtedy było już wiadomo, że ukazujący się w Katowicach tytuł to nie efemeryda, jakich tuż po wojnie było w Polsce wiele.
Każdy kolejny rok ukazywania się „Sportu” znaczony był postępem. Zarówno pod względem organizacyjnym, edytorskim, jak i znaczenia tytułu na prasowej mapie Polski. Rozwijały się oddziały w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu, przełamując w ten sposób dominację regionalnej (śląsko-zagłębiowskiej) tematyki. Dziennikarze zaczęli bywać na większości imprez zagranicznych, w tym i największych, jak igrzyska olimpijskie (np. Tadeusz Bagier obsługiwał już IO w Melbourne w 1956 roku) czy mistrzostwa świata w piłce nożnej. Zasadniczo jedyne ograniczenie w rozwoju gazety stanowiły typowe dla tak zwanej socjalistycznej gospodarki braki - zwłaszcza papieru.
Mimo to w latach 70. ubiegłego wieku „Sport” ukazywał się już pięć razy w tygodniu i wtedy też osiągał „sprzedażowe szczyty”. Nic dziwnego: nie dość bowiem, że był rzetelnym źródłem informacji z wszystkich dziedzin sportu, to jeszcze bazował na największych w dziejach sukcesach polskiego sportu, czy to piłkarzy nożnych, czy to siatkarzy, czy to lekkoatletów - zwłaszcza na igrzyskach olimpijskich.

Jako towar nieustająco deficytowy (chętnie swego czasu była kolportowana anegdota o tym, jak to „Sport” kupowało się w pakiecie z „Trybuną Ludu”, którą kioskarz „Sport” owijał) dotrwał do demokratycznego przełomu w 1989 roku, choć trudno nie wspomnieć, że nie ukazywał się - podobnie jak wiele gazet - w ponurym czasie stanu wojennego, a dokładnie od 13 grudnia 1981 roku do 12 lutego 1982.

Walka o życie

Wraz ze wspomnianym demokratycznym przełomem, dokonały się zmiany własnościowe. „Sport” dostał się w ręce założonej przez zespół redakcyjny spółdzielni dziennikarskiej (na podstawie ustawy o likwidacji RSW Prasa-Książka-Ruch, w latach PRL niemalże monopolisty na rynku prasowym), spółdzielnia zaś weszła w spółkę m.in. z Wojciechem Fibakiem. Słynny niegdyś tenisista w 1994 roku odsprzedał swoje udziały Szwajcarowi Juergowi Marquardowi, który w ten sposób zdobył przyczółek na polskim rynku prasowym. Ale prawo do własności tytułu pozostało przy spółdzielni, a później spółki KTK, w którą spółdzielnia się przekształciła.
Marquard wydawał „Sport” na podstawie umowy o dzierżawie tytułu, która to formuła prawna miała kluczowe znaczenie w 2005 roku - jednym z dwóch najbardziej dramatycznych w ostatnich dziejach redakcji. Wtedy to, dokładnie 9 marca, wydawca postanowił zamknąć tytuł, a pracownicy dostali wypowiedzenia. Członkowie spółki oraz cały zespół redakcyjny postanowili podjąć walkę o utrzymanie gazety na rynku. Wbrew wszelkim przeciwnościom prawnym, gospodarczym i psychologicznym walka ta - przy ogromnym wsparciu rzesz Czytelników - zakończyła się powodzeniem. „Sport” ukazał się już nazajutrz (!!!) po decyzji o zamknięciu tytułu, choć oczywiście każdy następny dzień był wielką niewiadomą. To właśnie wtedy opisany na wstępie „Sportowy” i sportowy duch odegrał największą rolę.

Od kwietnia 2008 roku, wolą udziałowców spółki KTK, gazeta znalazła się w rękach jednego z największych wydawców na polskim rynku - Axel Springer Polska. Koncern gwarantował „małą stabilizację” pisma, ale z drugiej strony - jako równoczesny właściciel wydawanego w stolicy „Przeglądu Sportowego” - zaniedbywał inwestycji w rozwój cyfrowy gazety i redakcyjne potrzeby „Sportu”. Pod koniec drugiej dekady XXI wieku gazeta znalazła się na kolejnym wirażu.

Do trzech razy sztuka!

Ostatecznie po 9 latach - latem 2017 roku - Ringier Axel Springer Polska sprzedał „Sport” spółce Whizz, powiązanej kapitałowo z firmą Murapol. Dla znanego na rynku dewelopera, nieobeznanego z rynkiem wydawniczym - pomimo starań oddelegowanej do nadzoru nad sprawami redakcyjnymi wiceprezes Iwony Sroki - wkrótce sportowy dziennik stał się kulą u nogi. W grudniu 2020 Murapol sprzedał „Sport” Gremi Media, wydawcy m.in. „Rzeczpospolitej” i „Parkietu”.
I znów skończyło się na obietnicach inwestycji i cyfrowego rozwoju, co gorsza - zespół redakcyjny stracił nawet fundamenty w postaci umów o pracę. Po niespełna trzech latach, w listopadzie 2023 roku, Gremi podjął decyzję - drugą w historii „Sportu” - o zamknięciu gazety…
I znów przetrwaliśmy! Choć w innej formie niż dotychczas. Znalazł się bowiem lokalny inwestor, który na czarny scenariusz nie pozwolił. Od grudnia 2023 roku wydawcą „Sportu” jest Ryszard Halemba i zabrzańska spółka Edicom, a główną przestrzenią, w której można nas śledzić, jest aplikacja, oferująca jednak nie tylko teksty, ale także dostarczająca użytkownikom podcasty i kontent wideo. Po pierwszych próbach, ambicją naszego wydawcy jest powrót także na stałe do wersji drukowanej. Redakcja zyskała nową efektowną siedzibę, stale się rozwija i wzbogaciła o uznane na rynku nie tylko sportowej prasy nazwiska - na naszych łamach publikują m.in. Michał Listkiewicz, Jerzy Chromik czy pisarz Wojciech Kuczok. Wkroczyliśmy w końcu w nowoczesną rzeczywistość medialną, ale przesłanie naszej pracy niewiele się zmieniło w stosunku do tego, jakie przyświecało naszym wielkim poprzednikom: rzetelnie i szybko informować, skłaniać do refleksji, dawać wytchnienie. Tylko tyle i aż tyle.

* Wszystkie cytaty i większość danych za „Sprintem przez prasę sportową” oraz „Prasa i sport” autorstwa Bogdana Tuszyńskiego, nieocenionego kronikarza dziejów dziennikarstwa sportowego w Polsce.


REDAKTORZY NACZELNI

 Tadeusz Bagier (1945-1969)
  Andrzej Konieczny (1969-1976)
  Andrzej Nawrocki (1976-1980)
  Janusz Jeleń (1980-1981)
  Tadeusz Janik (1981-1985)
  Lech Drapiński (1985-1987)
  Zygmunt Dziubek (1987-1990)
  Adam Barteczko (1990-2005)
  Zbigniew Cieńciała (2005)
  Rafał Zaremba (2005-2007)
  Andrzej Grygierczyk (2007-2014)
  Andrzej Wasik (2015-2024)
  Andrzej Grygierczyk (2024-)


NAJWAŻNIEJSZE PRZEDSIĘWZIĘCIA „SPORTU”

Piłka nożna
 „Piłkarz roku - doroczny plebiscyt czytelników
  Złote buty - ranking piłkarzy ekstraklasy
  Srebrne buty - ranking piłkarzy I ligi
  „Kryształowy gwizdek” – ranking sędziów ekstraklasy

Lekka atletyka
  Złote kolce - ranking dla najlepszych lekkoatletów sezonu

Hokej na lodzie
  Złoty kij - ranking najlepszych hokeistów ekstraklasy

Hokej na trawie
  „Złota laska” - dla najlepszego strzelca sezonu