Będzie tylko trudniej
Po imponującym wejściu do Premier League trener Arne Slot stanie przed wymagającym zadaniem.
Czy Mohamed Salah ponownie pokaże swoje najlepsze oblicze? Fot. Imago/Press Focus
ANGLIA
Powiedzenie o tym, że wejście na szczyt to jedno, ale prawdziwym wyzwaniem jest utrzymanie się na nim, jest dewizą przewodnią tego lata na Anfield Road. Wydawało się, że aby buty po Jürgenie Kloppie przypasowały Slotowi, potrzeba będzie trochę czasu. Tymczasem Holender wziął Premier League – notabene – z buta i po kapitalnej jesieni oraz mocnym początku 2025 roku zdobył mistrzostwo. Można powiedzieć, że - nieco paradoksalnie - sprzyjały mu warunki. W wielki kryzys wpadł bowiem Manchester City, a Arsenal ze swoją mentalnością drugiego miejsca ani razu na poważnie liverpoolczykom nie zagroził.
Puchacz porysował
Pod koniec sezonu The Reds zaczęli jednak spuszczać z tonu. Czuli zapewne, że nikt ich już nie dogoni i w meczach coraz bardziej się męczyli, lecz to nie jest wytłumaczenie wszystkiego. Obniżkę formy (z wybitnej na niezłą) zaliczył gwiazdor nad gwiazdory, czyli król strzelców Mohamed Salah. W 38 meczach ligowych strzelił 29 goli i zanotował 18 asyst, ale w ostatnich 9 kolejkach zaliczył tylko 2 bramki i ledwie jedno ostatnie podanie. Ten „zjazd” dobrze oddaje, jak Liverpool zaczął wytracać rozpęd. A że zaczął wytracać, pokazały też inne rozgrywki. Jeszcze w lutym z Pucharu Anglii wyrzucił go (przyszły) spadkowicz z Championship Plymouth, z... Tymoteuszem Puchaczem na boisku. W marcu The Reds przegrali finał Pucharu Ligi z Newcastle, kilka dni wcześniej ulegając po rzutach karnych (1:4) w 1/8 finału Ligi Mistrzów późniejszemu triumfatorowi, czyli PSG. Francuzi potrzebowali „jedenastek”, ale nie można powiedzieć, aby awansowali niezasłużenie. Wręcz przeciwnie.
Zirytowany Guardiola
Rysy na projekcie Slota były więc wyraźne gołym okiem. Jasne, nadal był to udany sezon, ale nie można było go nazwać kapitalnym, szczególnie w kontekście drugiej połowy rundy wiosennej. W nadchodzących rozgrywkach mistrzom Anglii nie będzie łatwiej. Przede wszystkim rozzłoszczony Manchester City. Pep Guardiola dostał kilka nowych „zabawek” i z nową energią planuje wrócić na mistrzowski tron. Arsenal także nie próżnuje, bo w końcu chciałby przeskoczyć - i jednych, i drugich. Wydaje się, że wreszcie stabilizację na wysokim poziomie osiąga Chelsea, a po bardzo dziwnym sezonie silniejszy chce też być Tottenham (zajął ostatnie bezpieczne miejsce w tabeli, ale wygrał Ligę Europy i... wystąpi w Lidze Mistrzów). W Liverpoolu są świadomi trudności zadania, jakie przed nimi.
Dwie strony barykady
Z tego powodu The Reds pobili transferowy rekord Premier League, płacąc 125 mln euro za Floriana Wirtza z Leverkusen, a kwota ta może jeszcze wzrosnąć po aktywacji bonusów. Pobić rekord w najbogatszej lidze świata – to brzmi dumnie. Wzmocnione zostały też boki. Skoro do Madrytu odszedł Trent Alexander-Arnold, to jego miejsce na prawej obronie zajął Jeremie Frimpong (też Leverkusen). Po lewej zaś starzeje się Andrew Robertson, stąd transfer Milosa Kerkeza z Bournemouth. Obaj kosztowali po 40-kilka milionów. To jeszcze nie koniec, bo The Reds chcą rozwiązać problem napastnika. To będzie wiązać się z pozbyciem niewypału, Darwina Nuneza, za którego Napoli oferowało 55 mln, podczas gdy Anglicy oczekują 70 (przepalili na niego 85). Spekuluje się, że nowym snajperem LFC może zostać Hugo Ekitike z Eintrachtu Frankfurt. Francuz jeszcze niedawno tworzył tam znakomity duet z Omarem Marmoushem. Zimą Egipcjanin trafił jednak do Manchesteru City – czy teraz staną ze swoim dawnym partnerem po przeciwnych stronach barykady?
Piotr Tubacki