Baba w „Sporcie”
MÓJ SPORT
Lidia Nowakowa
Wielu ludzi to dziwiło. Kiedy jechałam na igrzyska do Calgary, jeden z takich „zdziwionych” nie mógł zrozumieć, że „baba” będzie stamtąd sprawozdawać. Nie przeszkadzało mu, że kobiety mogą zdobywać medale, ale pisanie o tym przez „babę” to było za wiele.
Bo dla wielu sport to męska rzecz. Im „baba” kojarzy się wyłącznie z garami, a niektórzy z tych „maczo” uważają, że najlepiej by było, gdyby te gary stały obok łóżka.
Ale na szczęście nie wszyscy. Jednym z nich był przyjmujący mnie do pracy ówczesny naczelny „Sportu” Andrzej Konieczny. Ostatecznym argumentem „za” było to, że byłam... „babą” właśnie. - Chyba ją przyjmiemy – oświadczył. - Nie będziemy tu przecież siedzieć, jak banda p... - tu padło określenie bardzo dziś niepoprawne politycznie.