Anglik na ratunek
Mimo wielu problemów beniaminek z Gdańska zdołał utrzymać się w ekstraklasie.
Trener John Carver (w środku) ma się z czego z piłkarzami Lechii cieszyć. Fot. Piotr Matusewicz/Pressfocus.pl
Z trójki beniaminków w sezonie 2024/25 Lechia miała największe kłopoty. Nie chodzi tylko o problemy na boisku, ale także i o te poza nim. Radość związana z awansem szybko ustąpiła trudnej, ligowej rzeczywistości.
Same problemy
Zespół kierowany przez Szymona Grabowskiego zwyczajnie sobie nie radził, choć początek nie był przecież zły, bo na starcie padł remis wicemistrzem Polski Śląskiem. Dopiero potem okazało się, że dla wrocławian to był zły prognostyk... W kolejnych grach Biało-Zieloni albo remisowali, albo przegrywali, żeby po 6 kolejkach zamykać ligową tabelę z ledwie dwoma punktami. Przełamanie nastąpiło w 7 kolejce w meczu z Górnikiem na początku września. Wówczas gdańszczanie, po niezłej grze, wygrali 3:2. Po tym spotkaniu miało być już lepiej, ale nie do końca tak było. Owszem, w następnej grze udało się jeszcze pokonać Radomiak, ale potem znowu przyszła seria porażek – aż czterech z rzędu w październiku i listopadzie, a do tego z Pucharu Polski Lechię wyrzuciła drugoligowa Pogoń Grodzisk Mazowiecki.
Po kolejnej porażce u siebie z Pogonią 0:3, 23 listopada, trener Grabowski stracił pracę. Działacze zdecydowali się na zatrudnienie… drugiego szkoleniowca reprezentacji Szkocji Johna Carvera. Anglik już wcześnie w 2024 roku, także w rozmowie ze „Sportem” mówił, że jest zainteresowany samodzielną pracą na polskim podwórku. W Lechii o tyle było mu łatwiej znaleźć zatrudnienie, że przecież dyrektorem sportowym klubu jest tam Kevin Blackwell. Obaj pracowali razem kilka lat temu w sztabach Leeds United, a potem Luton Town. – To mój dobry przyjaciel. Dzięki jego pracy w Polsce wiedziałem więcej o specyfice futbolu u was, jak wszystko wygląda od środka, jak funkcjonuje. Pełne stadiony, świetna atmosfera, to co dzieje się wokół futbolu, cała otoczka - to jak w Anglii - mówił nam Carver. Pracę w Lechii dalej łączy z pracą drugiego trenera reprezentacji Szkocji, która jesienią „wyrzuciła” nas z Dywizji 1 Ligi Narodów.
Wydawało się, że to „mission imposible”. W tym momencie Lechia była w lidze na przedostatnim, 17 miejscu, z 11 punktami. Do bezpiecznego 15 miejsca, na którym znajdowała się Korona traciła sześć punktów. To jedno, dochodziła jeszcze trudna sytuacja organizacyjno-finansowa. Kibice Biało-Zielonych regularnie wywieszali transparenty na stadionach o treści: „Urfer, Chodorowski, Paracki, łapy precz od Lechii”. Był to dosadny komentarz wobec ludzi zarządzających zasłużonym klubem…
W grudniu 2024 roku, Komisja Licencyjna PZPN zawiesiła licencję klubu na sezon 2024/25, nakładając jednocześnie zakaz transferowy oraz ograniczenia w rejestracji nowych zawodników. Przyczyną decyzji były nieuregulowane zobowiązania finansowe. Pojawiło się nawet zagrożenie, że Lechia nie przystąpi do rozgrywek drugiej części sezonu! Wszystko z powodu braku uregulowania zobowiązań za Tomasza Wójtowicza z Ruchu. Śląski klub wyciągnął rękę do gdańszczan, ale dłużej na pieniądze nie chciał już czekać. Ostatecznie, żeby ratować Lechię i jej grę w ekstraklasę, potrzebna była cesja pieniędzy z umowy sponsorskiej z Canal +!
Odpowiedni i oddani ludzie
Z ograniczoną kadrą, bez transferów, bez kasy, wydawało się, że jeden spadkowicz jest pewny. Tymczasem jedenastka z Trójmiasta... zaskoczyła! Na początek remis z Motorem, ale potem wygrane - z walczącym o mistrzostwo Polski Lechem i Zagłębiem na wyjeździe. Na sześć kolejek przed końcem przyszedł kluczowy mecz ze Stalą Mielec. Grający u siebie gdańszczanie przegrywali 0:2, żeby po przerwie odrobić straty, zwyciężyć 3:2 i wskoczyć w ligowej tabeli nad kreskę, na pozycję 15! Z mielczanami zwycięskiego gola w doliczonym czasie zdobył pochodzący z Wodzisławia Śl. Tomasz Neugebauer.
Ostatecznie udało się uratować ekstraklasę i zakończyć rozgrywki na 14 lokacie. - Na pewno nie było łatwo, bo zaraz po moim przyjściu klub stracił ważnych dla nas piłkarzy [Conrado na początku grudnia rozwiązał kontrakt, wcześniej z powodu zaległości umowę rozwiązał Luis Fernandez – przyp. red.]. Do tego nie można było kontraktować nowych graczy, bo wiadomo, że obowiązuje embargo na ich sprowadzanie. To była trudna sytuacja. W takim momencie trzeba się skupić na tym materiale, który jest. Świetnie, że zawodnicy należycie zareagowali. Odpowiednie podejście, trening, a do tego nasz niewielki sztab pracujący z dużym oddaniem. Dzięki niemu szybko poznałem ligę, zawodników, szybko się wdrożyłem do polskiej piłki, którą zresztą obserwowałem wcześniej i wiedziałem co się w niej dzieje. Dzięki temu lojalnemu i oddanemu sztabowi, który towarzyszył wcześniej poprzedniemu trenerowi, łatwiej było mi we wszystko wejść. Mocno wspiera mnie w treningowym procesie „Rado” Bella, ma swobodę w treningach, w prowadzeniu, mogę na niego mocno liczyć. Tutaj nie sposób też nie wspomnieć o Kevinie Blackwellu. Dzięki niemu szybko poznałem zawodników i inne zespoły. To była niezwykła pomoc – ocenił w rozmowie ze „Sportem” John Carver.
Michał Zichlarz
1,53 PKT na mecz, to średnia Johna Carvera w siedemnastu ligowych spotkaniach w naszej ekstraklasie. Kiedy pracował w Omonii Nikozja (czerwiec 2016 – luty 2017), była jeszcze wyższa, bo wynosiła 2,00.