Sport

Anatomia upadku Polkowic

Dotarliśmy do dokumentu, który opisuje to, co działo się u byłego mistrza kraju. To porażający obraz wewnętrznych waśni, chaosu i absolutnego bałaganu w księgowości.

4 lutego polkowiczanki świętowały w Sosnowcu zdobycie Pucharu Polski. Już dzień później radość się skończyła. Fot. Norbert Barczyk / Press Focus

ORLEN BASKET LIGA KOBIET

Wszystko wskazuje na to, że zespół z Polkowic nie wystartuje w najbliższym sezonie ekstraklasy. Orlen Basket Liga Kobiet zaprosiła do startu Wisłę Kraków, a taki ruch może oznaczać, że w związku spodziewają się, że były mistrz Polski nie będzie w stanie zagrać. Na spotkaniu organizacyjnym klubów ekstraklasy przedstawiciel Polkowic się nie pojawił.

Amerykanki z działalnością gospodarczą

Tymczasem udało nam się dotrzeć do dokumentu, który prezes Ireneusz Mirski przygotował na ostatnie walne zebranie. Na nim szef klubu złożył rezygnację. Od tego czasu MKS Polkowice pozostaje bez prezesa. Mirski zarządzał klubem od listopada 2022 roku, kiedy na walnym zebraniu przejął stery od Ryszarda Koziołka.

Teraz, gdy zdecydował się odejść, przygotował szczegółowy opis wydarzeń w ostatnich trzech latach. To porażający obraz wewnętrznych waśni, chaosu i absolutnego bałaganu w księgowości.

Już sam początek był zaskakujący. „Nie ma przekazania obowiązków, ustępujący prezes twierdzi, że w klubie nie ma takich zwyczajów. Nie ma sprawozdania za miniony okres, bilansu, głosowania nad absolutorium” – czytamy w raporcie, który trafił do naszej redakcji.

Szybko okazuje się, że Mirski, zamiast zarządzać, musi toczyć wewnętrzne boje ze starą ekipą. „Już w grudniu pojawiają się pierwsze konflikty z panią Anitą Koziołek, ówczesną szefową kadr. Nie udostępnia mi dokumentacji związanej z zawodniczkami zagranicznymi. Mimo wielokrotnych próśb o udostępnienie pełnej dokumentacji ciągle jej nie otrzymuję”.

Mirski co rusz jest zdumiony sytuacją, jaką zastał. „Kiedy agent zawodniczki prosi o PIT, dowiadujemy się, że zawodniczkom zagranicznym zarejestrowano działalności gospodarcze, a prowadzenie księgowości zlecono zewnętrznemu biuru rachunkowemu. (…) Okazuje się, że zawodniczki zagraniczne nie były świadome tego, że założono im działalności gospodarcze” – czytamy w raporcie.

Od siebie dodajmy, że w tamtym sezonie w Pomarańczowych grały m.in. Amerykanki Stephanie Mavunga i Erica Wheeler czy Greczynka Artemis Spanou. Tamta drużyna zdobyła tytuł wicemistrzowski, ulegając po dramatycznym spotkaniu numer 5 w finale AZS-owi UMCS Lublin.

W kolejnym sezonie Polkowice grają jeszcze lepiej. 4 lutego 2024 roku na turnieju w Sosnowcu zespół trenera Karola Kowalewskiego w efektownym stylu zdobywa Puchar Polski.

Dwie butelki i kara za puchar

Dzień później... zdymisjonowano kierownika klubu, Tomasza Mirskiego (syn prezesa). Zaraz potem pojawia się informacja o... wstrzymaniu zaległych wypłat dla zawodniczek. To efekt wewnętrznej wojny w zarządzie klubu. „5 lutego zostaję pozbawiony możliwości zarządzania klubem. Główna księgowa odmawia mi informacji na temat finansów, powołując się na decyzje Cybulskiego, Pytlaka i Stępnia. Tego samego dnia Cybulski i Pytlak zwalniają kierownika drużyny. Powodem były dwie butelki wina w autokarze podczas powrotu z meczu z Poznania. Pytani, dlaczego nie wyciągnięto konsekwencji w stosunku do sztabu trenerskiego, menedżera drużyny czy zawodniczek, nie odpowiadają. Cybulski, Pytlak i Stępień podejmują też decyzje o wstrzymaniu zaległych wypłat zawodniczek i sztabu. 9 lutego w związku z brakiem możliwości wypełniania obowiązków wysyłam maila do członków zarządu i przewodniczącego komisji rewizyjnej z informacją o rezygnacji z funkcji prezesa i prośbę o spotkanie, by omówić sfinalizowanie rezygnacji. Nie otrzymuję żadnej odpowiedzi. Na prośbę sztabu trenerskiego po kilku dniach wracam do pracy” – pisze w swoim raporcie Ireneusz Mirski.

– Wstrzymanie wypłat było decyzją absurdalnie złą, jednoznacznie szkodliwą. Klub nie miał prawa tego robić. Decyzje tamtej grupy były nie do obronienia wtedy, a jej owoce są takie, że klub musiał z innych środków zwrócić prawie milion złotych do kasy gminy, a potem stracił kolejne dotacje. Cały problem poprzedniego sezonu sprowadza się do tej jednej decyzji; gdyby tego nie zrobiono, klub dzisiaj pewnie miałby kolejny medal na koncie, a skończyło się tym, że walczy o życie – mówi nam anonimowo osoba dobrze znająca kulisy.

Odmowa dostępu do konta

Wspomniani w klubie działacze to Piotr Stępień – przewodniczący komisji rewizyjnej (do grudnia 2024), Janusz Pytlak – członek zarządu (od listopada 2022 do grudnia 2024) oraz Leszek Cybulski – wiceprezes zarządu (od czerwca 2020 do maja 2024). Wspomniany Stępień namówił Mirskiego, by ten został prezesem MKS-u.

Największe problemy szef klubu ma z księgowością. Nie ma m.in. dostępu do klubowego konta! „W marcu składam wniosek do banku o przyznanie mi dostępu do klubowego konta. Dostęp otrzymuję. Kolejnego dnia, korzystając z uprawnień administratora konta, księgowa dostęp mi odbiera. W dalszym ciągu nie mam wglądu do finansów klubu”. To sytuacja wręcz niewiarygodna, by szef klubu nie panował nad finansami.

Równie zaskakująca sytuacja ma miejsce na przełomie roku 2023 i 2024. Prezes pisze tak: „Umówiłem się na spotkanie w Warszawie z prezesem Polskiego Związku Koszykówki. Kiedy dotarłem na miejsce, poinformowano mnie, że Cybulski dzień wcześniej moje spotkanie odwołał. Na moje pytanie, dlaczego to zrobił, odpowiedział, że zaszło nieporozumienie”.

Twierdza głównej księgowej

Pod koniec sezonu 2023/24 w klubie dochodzi do buntu zawodniczek. „Agenci stawiają ultimatum: albo zaległości zostaną uregulowane, albo zawodniczki opuszczają drużynę. Aby tego uniknąć, angażuję własne środki. Naciskam na dyscyplinarne zwolnienie księgowej, jednak Cybulski oraz Pytlak wniosek odrzucają” – czytamy w raporcie.

Mirski dostęp do klubowego konta dostał dopiero w maju 2024 roku, czyli po półtora roku zarządzania stowarzyszeniem. „28 maja uzyskuję dostęp do konta bankowego i w tym dniu dowiaduję się, że z otrzymanej dotacji w wysokości 2,07 PLN wydatkowano blisko 1,9 mln PLN. Za wydatkowanie odpowiedzialna była główna księgowa, która powoływała się na panów Pytlaka, Cybulskiego i Stępnia. W czerwcu w dalszym ciągu nalegam na zwolnienie księgowej, w dalszym ciągu spotykam się z wetem. Pytana o rozliczenie dotacji odpowiada, że kończy bilans i 24 czerwca rozpoczyna rozliczać dotację. Dzieje się jednak to, przed czym ostrzegałem. 24 czerwca główna księgowa w czasie godzin pracy idzie do lekarza i przynosi zwolnienie lekarskie. Zamyka pomieszczenie, zabiera klucze i nie przekazując żadnych informacji poza tą o zwolnieniu lekarskim, wychodzi. Kontakt się urywa. Nie odpowiada na maile, wiadomości SMS, nie odbiera telefonu. Wejście do biura jest niemożliwe. Według informacji pani sprzątającej, przed wyjściem główna księgowa głównie zajmowała się niszczeniem dokumentów w niszczarce” – informuje prezes. „9 lipca wchodzimy w obecności notariusza i firmy informatycznej do biura. Notariusz sporządza dokumentację z wejścia, informatycy sprawdzają komputery. Okazuje się, że komputer księgowej był włączony, a księgowa wielokrotnie korzystała z niego zdalnie. Dyski zostały zaszyfrowane, firma informatyczna pod nadzorem policji sporządziła ekspertyzę. Tylko do części dokumentów udało się odzyskać dostęp”.  

W październiku prezes Mirski złożył w prokuraturze zawiadomienie dotyczące możliwości popełnienia przestępstwa przez główną księgową. Śledztwo trwa...

(pp)