Afera w Southport
Za nami półmetek The Open. Sporo się działo. Prowadzi Lucas Herbert, a Bryson DeChambeau bardzo źle zniósł wlepioną mu przez sędziów karę.
Bryson sporo się w piątek nagestykulował. EPA/ADAM VAUGHAN Dostawca: PAP/EPA
Bryson nie byłby sobą gdyby nie skupił dużej części uwagi kibiców golfa z całego świata. Robi tak zarówno, kiedy gra dobrze i kiedy gra źle. Tym razem grał naprawdę dobrze, ale po rundzie byliśmy świadkami małego dramatu z nim w roli aktora pierwszoplanowego.
Wszystko zaczęło się od świetnego występu, a skończyło na potężnej awanturze w gęstej trawie i groźbach wycofania się z turnieju. Bryson DeChambeau rozgrywał fantastyczną rundę, choć w tym sezonie do tej pory przeżywał ciężkie chwile w turniejach wielkoszlemowych, nie docierając do rund finałowych ani razu.
Zakończył rundę w dostojnym Royal Birkdale Golf Club dwoma spektakularnymi birdie z rzędu i schodząc z pola, na jego karcie widniał rewelacyjny wynik 66. Z łącznym rezultatem -7 zajmował samodzielne, drugie miejsce i tracił zaledwie jedno uderzenie do liderującego Lucasa Herberta. Sielanka nie trwała długo. Zanim Bryson zdążył oficjalnie podpisać kartę wyników w namiocie sędziowskim, komitet organizacyjny R&A poinformował go, że jego runda jest objęta dochodzeniem. Chodziło o incydent na piątym dołku, który rozegrał kilka godzin wcześniej. Amerykanin posłał tam jak zwykle przepotężny drive daleko w prawą stronę, wprost w gęstą, wysoką szkocką gęstwinę. Sędziowie otrzymali sygnał, poparty nagraniami wideo, że zanim Bryson wyhaczył stamtąd piłkę z powrotem na fairway, mogło dojść do złamania przepisów. Celem wyjaśnienia sytuacji sędziowie postanowili zrobić wizję lokalną i zabrali Brysona z powrotem na feralny dołek, aby ocenić całą sytuację na miejscu.
Oczywiście tam rozegrała się dramatyczna scena, przez ponad 8 minut kibice i kamery telewizyjne śledziły niezwykle żywiołową dyskusję. DeChambeau – z kijem w ręku – gestykulował, kucał i odtwarzał swoje ruchy, próbując dowieść niewinności. Oficjele z R&A twierdzili, że ten przygotowując się do uderzenia i sprawdzając linię zamachu, zbyt mocno i agresywnie wydeptał oraz ugniótł stopami wysoką trawę bezpośrednio za piłką. Według reguł, zawodnik nie ma prawa zmieniać naturalnego otoczenia, by ułatwić sobie uderzenie. Bryson uparcie twierdził, że trawa była zdeptana już wcześniej, a on jedynie przybierał swoją naturalną postawę do zamachu. Sędziowie pozostali nieugięci. Analiza wideo była bezlitosna – uznano, że poprawa pozycji była ewidentna, choć prawdopodobnie nieumyślna i ostatecznie Bryson dostał 2 uderzenia kary - zamiast zapisanego na piątym dołku bogeya, skończyło się to soczystym triple bogeyem, runda 66 zamieniła się w 68, a rezultat turniejowy stopniał z -7 do -5. Amerykanin opuścił dołek jak chmura gradowa, całkowicie zignorował tłum czekających dziennikarzy, rzucając jedynie krótkie: „Idę powybijać piłki”. O godzinie 21:40 lokalnego czasu zaszył się samotnie na driving range, odreagowując wściekłość potężnymi pociskami posyłanymi w mrok zapadającej nocy. Bryson, zamiast walczyć ramię w ramię z liderem, rozpocznie sobotę z piątej pozycji. O ile w ogóle przystąpi do gry – bo takie słuch również krążyły. Nie wydaje się jednak, żeby rozżalony dwukrotny mistrz U.S. Open posunął się do tak drastycznej manifestacji swojego niezadowolenia.
Lucas Herbert został samodzielnym liderem po drugim dniu 154. turnieju The Open Championship, uzyskując łączny wynik -8. Piątek przyniósł rekordowe wyniki, ze względu na bardzo sprzyjające warunki pogodowe, zwłaszcza rano. Australijczyk zagrał 62 uderzenia, co pozwoliło mu wyrównać rekord najniższego wyniku w historii męskich turniejów wielkoszlemowych i rekord The Open. Poza tym pokonał pierwsze 9 dołków w zaledwie 28 uderzeniach, co z kolei również wyrównało rekord The Open. Herbert zmarnował niespełna dwumetrowy putt na par na finałowym greenie. Gdyby trafił, zapisałby się w historii jako pierwszy mężczyzna z rundą 61 w Wielkim Szlemie.
Zaledwie 22 minuty po Herbercie, Amerykanin Sam Burns również podpisał kartę z identycznym wynikiem. Zrobił to jednak w zupełnie inny sposób, bezpośrednio trafiając do dołka z bunkra na trudnej osiemnastce.
Na pozycji drugiej, dwa strzały za Herbertem są: Jackson Suber, Cameron Young i Ryan Gerard, a na miejscu piątym z -5 znajdują się: See Woo Kim, Burns i nasz Bryson.
Wynikiem -4 i pozycją ósmą dzieli się dziewięciu graczy, w tym: Scottie Scheffler, Jon Rahm, Robert MacIntyre, Francesco Molinari, Alex Fitzpatrick oraz Tommy Fleetwood. Po słabszym czwartku, Rory McIlroy zanotował solidną rundę 67 i awansował na bezpieczny łączny wynik -1, co gwarantuje mu grę w weekend.
Wśród zawodników, którzy pożegnali się już z turniejem znaleźli się między innymi: Jordan Spieth, Brian Harman, Matt Fitzpatrick, Viktor Hovland, Jason Day, Justin Rose, Wyndham Clark, Tom Kim i wszyscy, którzy notowali rezultat gorszy od +1.
The Open transmituje Polsat Sport. Najlepiej sprawdzać na bieżąco gdzie dokładnie, ponieważ turniej dynamicznie szafowany jest pomiędzy różnymi kanałami tego nadawcy. Komentują w różnych duetach: Jacek Person, Andrzej Person i Mikołaj Kniaginin. Wieczorami Jacek przenosi się do Eurosportu 2, gdzie komentuje turniej PGA Tour - Corales Puntacana Championship.
Kasia Nieciak
Lucas Herbert był bliski ustanowienia nowego rekordu. Grafika Facebook The Open
