Sport

10. Ruch Chorzów

Plus i minus sezonu

STRZELCY (50)

12 – Szczepan 
7 – Novothny 
6 – Barański 
5 – Kozak 
4 – Szwoch 
3 – Mezghrani 
2 – Myszor, Preisler, Ventura 
1 – Cykało, Moneta, Sadlok, Starzyński, Sz. Szymański

samobójcze – Wełna (Kotwica), Plewka (Znicz)


PLUS

Miotła zamiotła

Fakty są takie, że po niezadowalającym początku i zwolnieniu trenera Janusza Niedźwiedzia, gdy drużynę przejął Dawid Szulczek – ta odżyła. Jasne, że po dwóch zwycięstwach – z Górnikiem Łęczna i GKS-em Tychy – przyszły porażki z Miedzią Legnica i Stalą Stalowa Wola, gdzie Ruch nie strzelił nawet gola, ale potem pojawiła się seria siedmiu zwycięstw, pomiędzy którymi przypałętała się tylko porażka z Polonią Warszawa. Można mówić, że Niedźwiedź został zwolniony po meczach ze ścisłym topem I ligi, ale takie passy, jak ta Szulczka, na zapleczu ekstraklasy zdarzają się rzadko – nawet jeśli terminarz teoretycznie sprzyjał. Dzięki temu Niebiescy zakończyli rok 2024 na 4. miejscu i z optymizmem patrzyli w przyszłość, zerkając już nie tylko na potencjalny awans poprzez baraże, ale nawet na zaatakowanie miejsc dających bezpośrednią promocję. Tyle że wtedy nadeszła ona...


MINUS

Fatalna wiosna

Tym, co wydarzyło się w Chorzowie wiosną 2025 roku, w niebieskiej części Górnego Śląska będzie straszyło się jeszcze przez długie lata. Teoretycznie wszystko grało, wszystko pasowało, miało być pięknie i cudownie, przy Cichej wszyscy wyczuli zapach sukcesu. No i nadeszła katastrofa. Wszystko się posypało, mental rozsypał się jak domek z kart. Inauguracyjny remis z Pogonią Siedlce był niepokojący, ale to jeszcze pół biedy. Potem był frekwencyjny rekord 50-lecia i gigantyczna kompromitacja – porażka 0:5 z Wisłą Kraków. To ona „siadła na psychę” chorzowian, którzy w sumie zaliczyli dziewięć ligowych meczów bez zwycięstwa, aż sześć z nich przegrywając. Dopiero w kwietniu się przełamali, wygrali trzykrotnie i zaświtała nadzieja na baraże. Wystarczyło wygrać z ŁKS-em i Chrobrym, by w ostatniej kolejce walczyć o wszystko z Polonią na Stadionie Śląskim. Jak wiemy, nie wyszło...

Piotr Tubacki