Zwycięzców też się sądzi!
Wyrazów krytyki pod adresem Czerwonych Diabłów w belgijskich mediach było niemal tyle samo, co komplementów.
Mocne serca musieli mieć belgijscy kibice. Youri Tielemans wielu z nich uratował od zawału. Fot. PAP/EPA
BELGIA
Entuzjazm? No jest w mediach, owszem. Ale... równie wiele krytyki – Mirosław Waligóra, niegdysiejszy król strzelców ekstraklasy (1992) i wicemistrz olimpijski, od ponad 30 lat mieszka w Belgii. W tamtej lidze rozegrał prawie 300 spotkań. Mecze Czerwonych Diabłów śledzi uważnie i uważnie czyta miejscowe komentarze. – Bo przecież do 85. minuty Belgowie właściwie nie grali nic, przegrywając 0:2 – przypomina Waligóra. Jak widać, zwycięzców też się sądzi...
W końcówce regulaminowego czasu zdołali jednak wyrównać, a w piątej minucie doliczonego czasu... dogrywki Youri Tielemans z rzutu karnego przechylił szalę na stronę Belgów. To był najpóźniejszy gol w historii finałów mistrzostw świata. Do tej pory ów rekord należał do Abdelmoumena Djabou. Podczas mundialu w Brazylii w 2014, w 1/8 finału, Algierczyk strzelił bramkę Niemcom w 120. minucie i 49. sekundzie. Było to jednak wyłącznie trafienie honorowe, przy stanie 2:0 dla rywali. A gol Tielemansa miał znaczenie kluczowe!
Rudi Garcia, francuski trener reprezentacji Belgii, podkreślił, że w futbolu wszystko jest możliwe, dopóki nie straci się wiary. – A ja w nią wierzę – mówił o swojej drużynie. – Nie jest może najlepsza w dziejach, ale pokazała, że stać ją na rzeczy wyjątkowe i napisanie własnej historii – nadmienił. Zwrócił też uwagę na rolę rezerwowych. – Siła tej drużyny tkwi w tych, którzy wchodzą z ławki. Taki impuls jest nieraz niezbędny. Nie da się osiągnąć dobrych wyników z zaledwie jedenastoma zawodnikami – Garcia nawiązał do akcji rezerwowych Thomasa Meuniera i Romelu Lukaku, która skończyła się pierwszym golem dla Belgii i odwróciła przebieg spotkania.
(DaL)
Najwspanialsze mundialowe „remontady”
1. 1954, RFN – Węgry 3:2
Palmę pierwszeństwa w tej kategorii oddajemy finałowi MŚ sprzed 72 lat. Mecz ów nazwano „cudem w Bernie”, bo nikt w świecie nie przypuszczał, że „Złota jedenastka” legendarnego Gusztava Sebesa może znaleźć pogromcę w tamtym turnieju. Równie legendarny Sepp Herberger swego vis-a-vis jednak przechytrzył: starcie obu jedenastek w grupie oddał bez walki (3:8), by zrewanżować sięw grze o złoto. A przecież Madziarzy po ośmiu minutach prowadzili już 2:0! Po kolejnych dziesięciu było już jednak 2:2, a bohaterem Niemców okazał się Helmut Rahn. Nie tylko asystował przy pierwszym golu, nie tylko wyrównał, ale i w 84. minucie rzucił w otchłań piekieł węgierskich wirtuozów.
2. 1966, Portugalia – KRLD 5:3
O Koreańczykach nie wiedziano właściwie nic, gdy przypływali do Anglii na World Cup. Ładnie się tam jednak rozwijali. Zaczęli od klęski z ZSRR, potem zremisowali z Chile, by na koniec fazy grupowej zaszokować Mazzolę, Riverę i ich włoskich piłkarzy, wygrywając 1:0. W ćwierćfinale zaś po 25 minutach (!) prowadzili z Portugalią 3:0!!! Wtedy jednak sprawy w swe ręce wziął Eusebio. Dwa gole do przerwy, dwa w pierwszym kwadransie po niej i rywale zostali „ugotowani na miękko”, a on sam – prócz brązowego medalu – przywiózł z tego turnieju do domu również koronę króla strzelców.
3 1982, RFN – Francja 3:3 k. 5-4
Tych, którzy w dogrywce (po 90 minutach było 1:1) widzieli atak Toniego Schumachera na Patricka Battistona (w wyskoku biodrem w twarz), do dziś przechodzą ciarki. Niemiecki golkiper w drugiej połowie poza polem karnym celowo – bo nie mógł sięgnąć już piłki – znokautował Francuza, który stracił na wiele minut przytomność i trzy zęby; miał też złamaną szczękę, wstrząs mózgu i naruszone kręgi szyjne! W szpitalu spędził kilka dni, a Niemcy nawet nie próbowali go odwiedzić... Porażeni brutalnością rywala (i brakiem reakcji sędziego; nie było nawet rzutu wolnego!) Francuzi... w dogrywce objęli dwubramkowe prowadzenie (3:1), ale dali je sobie wyrwać, a potem gorzej egzekwowali rzuty karne...
(DaL)
