Zwycięzców się nie sądzi
Rozmowa z Rafałem Janickim, stoperem Górnika
Rafał Janicki (nr 26) stanął – a może raczej skoczył? - na wysokości zadania w meczu z Zawiszą. Fot. Piotr Matusewicz / Press Focus
Historia pisze się na naszych oczach: po 25 latach Górnik znów w finale Pucharu Polski. Jakie to uczucie?
- Chciałbym, żeby się napisała w całości, bo jeszcze jeden krok przed nami. Fajne uczucie, możemy się cieszyć, ale misja nie jest jeszcze skończona.
Ale sam awans do finału powoduje, że radość jest w człowieku?
- No jest, to prawda. Tyle lat gramy już w Górniku na przykład z Erikiem (Janżą – dop. aut.), że bardzo chcieliśmy doczekać tego wielkiego meczu. No i doczekaliśmy. A teraz od nas zależy, czy zrobimy ten ostatni mały kroczek do pełnej satysfakcji.
Mieliście poczucie pełnej kontroli nad meczem? Czy była w którymś momencie obawa, że Zawisza – nie mając nic do stracenia – przyciśnie?
- Nie uważam, by nam rywale zagrozili. Defensywnie mieliśmy mecz pod kontrolą. Wiadomo, że parę sytuacji gospodarzy kończyło się strzałem czy wrzutką, ale nie zagrozili nam kompletnie. Natomiast jeśli chodzi o grę, dużo mamy do poprawy, bo nie był to mecz najwyższych lotów z naszej strony. Ale zwycięzców – zwłaszcza półfinału – się nie sądzi!
Czy kiedy gra się o taką stawkę ma znaczenie, że rywal jest z trzeciej, drugiej, albo z piątej ligi?
- Nie. Ten mecz pokazał, że między nami i Zawiszą nie było tak wielkiej różnicy poziomu, na jaką wskazywałyby ligi, w których gramy. Siedząc na trybunach nie powiedziałbym, że my gramy w ekstraklasie, a Zawisza – trzy klasy niżej.
Przed wami w perspektywie – dwa wyjazdy do Warszawy!
- Przez chwilę jeszcze się pocieszymy z tego awansu, a potem – już skupimy się na ligowym meczu z Legią. Do finału Pucharu Polski jeszcze trochę czasu, przed nim bodaj trzy gry ligowe – oby więc wszystkim zdrowie dopisywało, wówczas się dobrze do niego przygotujemy.
Będzie dublet w tym sezonie?
- Nie wybiegajmy tak daleko w przyszłość. Przed nami Legia, róbmy małe kroki.
No właśnie: Legia już w sobotę. Myśli się o tym, grając taki mecz, jak ten w Bydgoszczy?
- No jak? Każdy z nas był skoncentrowany na tym, co „tu i teraz”. Co będzie z Legią? Trener zdecyduje, czy zagramy podobnie jak w Bydgoszczy, czy inaczej. Patrząc na statystyki biegowe, GPS-y i tak dalej, nie było to porywające tempo gry, więc myślę, że nie można porównać tego spotkania do wysiłku ekstraklasowego. Jestem pewien, że każdy z nas na mecz z Legią będzie gotowy.
Jak mecz z Legią będzie wyglądać?
- Wiemy, jak grał Raków Marka Papszuna: prosta gra, fizyczna. Legia gra dziś podobnie, na Pogoni nie zagrała wielkiej piłki. Za to jest skuteczna, dobrze broni, przy stałych fragmentach robi zamieszanie. Taka jest ta nasza liga, Warszawianie z tego korzystają. Trzeba się mocno fizycznie nastawić do tego meczu, a okazje wtedy na pewno będziemy mieli.
Rajović i Adamski – dwaj napastnicy – to rośli i silni zawodnicy, typ „Rafał Janicki”. Łatwiej się panu gra przeciwko takim, niż przeciw szybkościowcom?
- Zdecydowanie tak. Wolę takich, niż jakiegoś małego, który „pląta się między nogami”. Można się sprawdzić fizycznie, powalczyć o głowę. Obaj nieźle współpracują, nieźle walczą, więc będzie to trudny mecz dla nas, obrońców.
Rozmawiali: Mariusz Rajek, Michał Zichlarz
