Zwycięstwo na jubileusz
Piłkarze GKS-u Tychy pokazali, że „od święta” potrafią grać w piłkę.
17-letni Tymoteusz Ryguła pokazuje, że zamiast sprowadzać „wynalazki” lepiej stawiać na swoich chłopaków! Fot. Łukasz Sobala/Pressfocus.pl
Austriacki szkoleniowiec zastosował zasadę, że zwycięskiej drużyny się nie zmienia i na murawie zameldowali się ci sami piłkarze, którzy tydzień wcześniej w Pruszkowie przełamali wielki impas. Nastąpiły tylko drobne korekty w ustawieniu, ale to wystarczyło, żeby zaskoczyć gości. W efekcie już w 11 minucie po dośrodkowaniu Krzysztofa Machowskiego i główce Bartłomieja Barańskiego, obronioną przez Aleksandra Bobka piłkę z bliska do siatki głową skierował Julian Keiblinger.
Przyjezdni uporządkowali swoje szeregi, a ich bohaterem okazał się Fabian Piasecki. Zaczął mecz na ławce rezerwowych i wszedł na boisko, zastępując kontuzjowanego Mateusza Lewandowskiego. Udowodnił, że to on jest snajperem numer 1 w łódzkiej ekipie. W 57 minucie piłka trafiła go w twarz po woleju Sebastiana Rudola i to wystarczyło, żeby rzut rożny zamienić na wyrównanie. A w 73 minucie już sam po profesorsku, po zagraniu Bastiena Tomy, w polu karnym ograł Marcela Błachewicza i z bliska wpakował futbolówkę pod poprzeczkę.
Nad Tyszanami zawisła groźba powrotu na ścieżkę porażek, którą w tym sezonie idą wyjątkowo „żwawo”. Na szczęście mają w swoich szeregach juniora, wychowanka, któremu naprawdę zależy na wyciągnięciu GKS-u z dołka. 17-letni Tymoteusz Ryguła, bo o nim mowa, minutę po tym jak Piasecki świętował swoje dziesiąte trafienie w tym sezonie, wyskoczył w polu bramkowym przed stopera i piłkę zagraną przez Marcina Listkowskiego po ziemi wpakował pod poprzeczkę.
Wprawdzie chwilę po swojej drugiej bramce w drugim meczu rozpoczętym w wyjściowej jedenastce opuścił boisko, ale swoją postawą natchnął kolegów, a i świąteczna oprawa meczu zrobiła swoje. Było to widać szczególnie w 86 minucie, bo po przejęciu futbolówki na połowie rywali Tobiasz Kubik zagrał do Pawła Łysiaka, a ten obsłużył Marcina Szpakowskiego, który mając dużo czasu przymierzył i płaskim uderzeniem z kilkunastu metrów przechylił szalę zwycięstwa na stronę Tyszan.
Drugi raz z rzędu kibice GKS-u Tychy mogą się więc cieszyć z wygranej i ze zmniejszenia dystansu, który trzeba jeszcze pokonać, żeby „cud utrzymania” stał się faktem. Oczywiście pod warunkiem, że atmosfera ze świątecznego meczu utrzyma się na kolejne spotkania, a pozostało ich już tylko pięć.
Jerzy Dusik
OCENA MECZU⭐ ⭐ ⭐
◼ GKS Tychy – ŁKS Łódź 3:2 (1:0)
1:0 – Keiblinger, 11 min (głową), 1:1 – Piasecki, 57 min (głową), 1:2 – Piasecki, 73 min, 2:2 – Ryguła, 74 min, 3:2 – Szpakowski, 86 min
TYCHY: Mądrzyk – Lipkowski, Łasicki (58. Kubik), Luis Silva – Machowski (70. Listkowski), Szpakowski, Keiblinger, Błachewicz – Kądzior, Ryguła (79. Jankowski), Barański (70. Łysiak). Trener Rene POMS.
ŁKS: Bobek – Loeffelsend, Rudol, Craciun, Pingot, Norlin (58. Krykun) – Wysokiński (58. Toma), Terlecki, Hionkio (58. Wojciechowski) – Arasa, Lewandowski (26. Piasecki). Trener Grzegorz SZOKA.
Sędziował Dominik Sulikowski (Gdańsk). Widzów 5733. Żółte kartki: Luis Silva – Pingot.
