Zwycięstwa istotniejsze niż bramki
Rozmowa z Sondre Lisethem, napastnikiem Górnika Zabrze
Sondre Liseth (z prawej) cieszy się ze złotego medalu za zdobycie Pucharu Polski. Obok Josema. Fot. Weronika Morciszek/Pressfcus.pl
- Tak, zdecydowanie. Niewielu piłkarzy ma przywilej grania w takim finałowym spotkaniu, ja miałem. Świetne doświadczenie, przeżycie dla nas, dla naszych kibiców. Wielka sprawa!
Miał pan swoich kibiców na meczu z Rakowem na Stadionie Narodowym?
- Z Norwegii przyjechało 15-20 osób, rodzina, przyjaciele, znajomi. Bilety? Było trochę pracy, żeby je załatwić, ale pomógł „kiero”, Krzysiek Skutnik. Przyjechali do Polski, mogli zobaczyć stolicę, spędzić tutaj trochę czasu przy pięknej pogodzie, być na dobrym meczu. Wszyscy byli bardzo zadowoleni. Piękny weekend.
W sobotę finał Pucharu Norwegii, Bodo gra z Brann. Będzie taka atmosfera jak w Warszawie?
- Na pewno nie. Stadion ma pojemność 24-25 tysięcy (mecz odbędzie się na Ullevaal Stadium w Oslo – przyp. red.), nie będzie takiej otoczki jak przed tygodniem w Warszawie.
W finałowym meczu czerwoną kartkę zobaczył pański rodak, Jonatan Brunes. Co mówił po spotkaniu?
- Nie rozmawialiśmy za wiele na ten temat, wiadomo jak było – jeden był szczęśliwy z wygranej, a drugi smutny, zawiedziony z powodu porażki. Życzyliśmy sobie powodzenia w kolejnych grach, pogratulował zwycięstwa i tyle.
Trzeci raz w sezonie pokonaliście Raków, bo wcześniej dwa razy w lidze...
- Dobra seria. Sam finałowy mecz pokazał, że jesteśmy w dobrej dyspozycji, bo jest dobra gra i pewność siebie. Wiedzieliśmy co zrobić, świetnie mentalnie – też po tych dwóch wcześniejszych meczach z nimi – byliśmy do wszystkiego przygotowani. Trzymaliśmy się planu, wszystko zostało zrealizowane.
Ktoś w Norwegii dostrzegł, że Sondre Liseth został triumfatorem Pucharu Polski?
- Tak, widziałem informacje na ten temat, szczególnie w mediach, gdzie wcześniej grałem, gdzie mnie pamiętają. Otrzymałem ogromną liczbę wiadomości z gratulacjami. Świetna sprawa.
Teraz przed wami finisz ekstraklasy i mecze z Zagłębiem, Arką, Wisłą Płock i Radomiakiem. Jak widzi pan końcówkę sezonu?
- Trzeba zachować pokorę, ale też być głodnym kolejnych wygranych. W tej lidze prostych meczów nie ma, zwyciężać nie jest łatwo, a my w tej końcówce mamy o co walczyć. Zdobyliśmy puchar, ale teraz trzeba się skupić na meczu w sobotę u nas, bo nie można zaprzepaścić tego, co udało się wcześniej zrobić. W piłce nigdy nie ma nic pewnego, więc schodzimy na ziemię i w pełni się koncentrujemy na tym, co nas czeka.
Zna pan historię Górnika, ile ma mistrzostw, ile pucharów i czy wie pan, kiedy było ostatnie podium?
- Nie wiem.
W 1994 roku.
- Jeszcze mnie na świecie nie było... Zanim trafiłem do Górnika, to słyszałem o tych wszystkich tytułach. To klub z bogatą przeszłością, jego kibice są głodni sukcesów, co widać i czuć. Wszystko idzie w dobrym kierunku i być tego częścią to wielka sprawa. No i trzeba zrobić wszystko, żeby skończyć rozgrywki na jak najwyższej pozycji. To może być sezon, który zostanie zapamiętany na lata.
Kiedy teraz rozmawiacie w szatni, to jaki jest cel?
- Jest taki dobry miks, dobra energia, bo wiadomo, wszyscy cieszymy się ze zdobycia pucharu. Tę energię trzeba wykorzystać nadchodzących meczach. Nie ma co patrzeć co będzie, wiadomo, jaka jest tabela, jak małe różnice są między zespołami. Koncentrujemy się na najbliższym spotkaniu. Może ciężko będzie dogonić Lecha, ale walczymy o jak najwyższą pozycję.
Co mówi trener Gasparik? Żebyście zapomnieli o tym co było i skoncentrowali się na lidze?
- Nie mówi, żebyśmy zapomnieli. Jak już wspomniałem - motywację, energię i nastawienie, które są w nas, trzeba teraz wykorzystać. Tak widzi to też szkoleniowiec. Trener Gasparik to prawdziwy profesjonalista, wie jak do wszystkiego podejść, jak przygotować. Jak nie wygramy w sobotę z Zagłębiem, to kibice to zapamiętają. Pokora, ciężka praca, nastawienie... Wiemy, że stadion został wyprzedany, więc tym bardziej jest motywacja. Ja cieszę się ze spotkania z naszymi kibicami.
Co może pan powiedzieć o Zagłębiu?
- W ekstraklasie nie ma łatwych rywali. Trudno się wygrywa, ale gramy domu, gdzie jesteśmy bardzo silni, więc trzeba to wykorzystać. Zagłębie to nasz bezpośredni rywal, gra dłuższą piłką, ma wielu dobrych piłkarzy, do tego ustawia się nisko w defensywie. Nie gra się przeciwko niemu łatwo, więc musimy znaleźć sposób na zwycięstwo.
Jako napastnik ma pan kłopoty ze zdobywaniem goli, choć trudno mieć zastrzeżenia do pańskich występów, bo widać, że zostawia pan charakter, serce. Ale ten brak trafień nie jest dla pana frustrujący?
- To raczej wy, dziennikarze, mówicie i piszecie o liczbach, bramkach etc. W szatni patrzy się na to inaczej, każdy w drużynie ma swoją pracę do wykonania. Sztab szkoleniowy, trener Gasparik wie co daję drużynie. Może nie zdobywam po 20-25 bramek – choć każdy chce trafiać do siatki - ale preferuję wygraną 1:0, nawet kiedy nie trafię, niż moje bramki, które niewiele by dały. Takie mam podejście. Najważniejsza jest wygrana drużyny, nawet kiedy nie zdobędę gola. Zdobyliśmy Puchar Polski, w lidze jesteśmy na 2. miejscu, więc chyba nie jest źle...
Rozmawiał Michał Zichlarz
