Zwycięski dreszczowiec

Heroiczna postawa Karoliny Kochaniak-Sali w znacznej mierze przyczyniła się do wygranej z Serbią. Fot. PAP/Marcin Bielecki 


Zwycięski dreszczowiec

Świetna w wykonaniu biało-czerwonych druga połowa sprawiła, że nadal liczą się w grze o ćwierćfinał.


Takie wyniki w handballu zwykło się określać „spokojnie, jedną” czy „na luzie, jedną”, ale jest to już nieco wyświechtane. Do meczu z Serbią bardziej pasuje „dreszczowiec” i trzeba przyznać, że nasze panie do takich dreszczowców powoli zaczynają przyzwyczajać.


Duet nie do zdarcia

- Zawsze powtarzam, że wygrywamy jako zespół i przegrywamy jako zespół. Musimy myśleć o każdym kolejnym meczu i pokazać wszystkim, że jesteśmy lepszą ekipą niż wskazuje na to poniedziałkowe spotkanie z Niemkami - mówił trener Arne Senstad, zapowiadając wczorajszy mecz o wszystko. Tak, o wszystko, bo gdyby jego podopiecznym przytrafiała się porażka z Serbkami, to starcia z Danią i Rumunią nie miałyby większego znaczenia. - Mamy swój cel i mam nadzieję, że spotkanie zakończy się dla nas zwycięsko. Nasz zespół ma potencjał. Nigdy wcześniej nie wierzyłam tak bardzo w tę drużynę - to z kolei słowa Karoliny Kochaniak-Sali, która wyrosła na bohaterkę nie tylko wczorajszego spotkania, ale też całego zespołu. Rozgrywająca Zagłębia Lubin poważnie ucierpiała w meczu z Japonią, ale została cudownie postawiona na nogi i wręcz się obrusza, gdy ją pytają o stan prawej kostki. Wczoraj udowodniła, że jest w pełni zdrowa, ma siłę na walkę przez 60 minut. „Karo” szarpała w obronie i ataku, solowymi akcjami podrywała koleżanki, a tym, które nie wytrzymywały tempa, „podawała tlen”. Kochaniak-Sala brała na siebie ciężar gry, bo rywalki nie dały się rozbujać Monice Kobylińskiej. Kapitan zespołu dochodziła do pozycji, oddała 10 rzutów, ale tylko 4 przyniosły bramki, co nie znaczy, że „Kobi” grała źle. Można zaryzykować stwierdzenie, że bez tych dwóch szczypiornistek nie byłoby tego arcyważnego zwycięstwa. 


Zima za Płaczek

Początkowo nic nie wskazywało, że Polki będą tańczyć z radości. Zaczęły fatalnie, bo po 5 minutach przegrywały 0:4. Trener Senstad zaprosił je na rozmowę. Widział, że obrona w systemie 5-1 nie funkcjonuje, zmieniając ją na 6-0. To poskutkowało, bo w ciągu 180 sekund Polki złapały kontakt. Później częściej gole zdobywały rywalki, a gdy bezbłędna na lewym skrzydle Sanja Radosavljević trafiła po raz 4., miejsce Adrianny Płaczek zajęła Barbara Zima. Bramkarka Zagłębia rozkręcała się powoli i przed przerwą trudno jej było powstrzymać rozpędzone rywalki. Nie pomagały jej obrończynie, a przecież od dawna wiadomo, że defensywa w piłce ręcznej do podstawa. 


Metamorfoza

Nie będziemy dociekać, co działo się w szatni między połowami, ale na drugie 30 minut nasz zespół wyszedł odmieniony. Obrona się skonsolidowała, dziewczyny stały blisko siebie, przekazywały sobie przeciwniczki, a przede wszystkim nie dopuszczały do rzutów. - Nie pamiętam, bym w pierwszych 10 minutach miała okazję do interwencji - uśmiechała się do reportera viaplay.pl Zima, która pokonana została dopiero w 41 minucie. Świetna postawa w defensywie nakręcała ofensywę, a w niej było lepiej niż do przerwy. Kochaniak-Sala nie tylko rzucała bramki, ale też asystowała, na kole uaktywniła się Sylwia Matuszczyk, trudne do powstrzymania były na skrzydłach Magda Balsam i Dagmara Nocuń, ale bramkę na pierwsze (!) prowadzenie w tym spotkaniu zdobyła Kochaniak-Sala (17:16 w 48 min). Nasze panie nie byłyby sobą, gdyby go raz nie oddały i dwa razy pozwoliły rywalkom rzucić na remis, ale widziały, że zaczyna brakować im sił i po trafieniach Kobylińskiej oraz Nocuń przypieczętowały 4. w historii wygraną z Serbkami. 


Razem do końca

- Mecz może nie był idealny, bo było dużo błędów z naszej strony, sporo niecelnych rzutów (61% skuteczności - przyp. red.), ale najważniejsze jest zwycięstwo. Gdybyśmy zagrały swoje w ataku i bardziej agresywniej w obronie, to nie musiałybyśmy gonić wyniku. Cieszę się, że uwierzyłyśmy w siebie, byłyśmy razem do końca i to zaprocentowało. W sobotę zagramy z Danią. Będą pełne trybuny, każda z nas czeka na taki mecz i już teraz zapowiadamy walkę o zwycięstwo - powiedziała MVP wczorajszego spotkania, Karolina Kochaniak-Sala.


Serbia - Polska 21:22 (13:10)

SERBIA: Czolić - Bojiczić 3, Lanisztanin 5/3, Jovović, Nuković, Janjuszević 3/3, Stamenić, Radosavljević 6, Lazić 4, Milojević, Veliczković, Kubina, Lovrić, Radević, Vukajlović. Kary: 10 minut.

Trener Urosz BREGAR. 

POLSKA: Płaczek, Zima - Balsam 4/2, Kobylińska 4, Tomczyk, Urbańska, Kochaniak-Sala 6, Wiertelak 1, Rosiak 1, Galińska 1/1, Uścinowicz, Matuszczyk 2, Górna 1, Nocuń 2, Michalak, Masna. Kary: 6 minut.

Trener Arne SENSTAD.


Przebieg meczu:

5 min - 4:0,

10 min - 5:3,

15 min - 7:4,

20 min - 9:6,

25 min - 11:7,

30 min - 13:10,

35 min - 13:11,

40 min - 13:11,

45 min - 15:15,

50 min - 17:17,

55 min - 19:20,

60 min - 21:22.

Marek Hajkowski