Zrobić ostatni krok
Rozmowa z Szymonem Matuszkiem, byłym zawodnikiem i kapitanem m.in. Górnika Zabrze, Miedzi Legnica, Jagiellonii Białystok czy Piasta Gliwice
Szymon Matuszek
Przed nami ostatnia, szósta kolejka Ligi Konferencji, w której Legia i Jagiellonia walczą o awans do 1/8 finału. Jak ocenia pan szanse naszych drużyn?
- Oba zespoły pokazały w tej edycji Ligi Konferencji, że są mocne. Teraz cała piłkarska Polska im kibicuje, bo każda wygrana przekłada się na punkty do rankingu UEFA, który winduje nas wyżej. W tym momencie nawet ci, którzy Legii źle życzą, patrzą w jedną stronę i kibicują, bo chcą dobra polskiego futbolu.
Czy można powiedzieć, że jednym z największych wygranych jest trener Goncalo Feio?
- Widzimy, jaką jest charyzmatyczną postacią. Dużo mówi, jest mocny w gadce, wiele opowiada o teorii, ale czas gra na jego korzyść. Gdy patrzymy na Ligę Konferencji, broni się wynikami, bo na razie Legia zajmuje wysoką, czwartą pozycję. Ma cztery zwycięstwa oraz ledwie jedną porażkę. To dobre liczby. Takich przedstawicieli polskiej ekstraklasy w europejskich pucharach chcielibyśmy widzieć co roku. Są duże szanse na awans, ale łatwo nie będzie, bo przecież rywal Legii w czwartek, Djurgarden, ma do niej ledwie dwa „oczka” straty. Mimo wszystko do Szwecji Legia jedzie jako kandydat do wygranej i awansu.
Z kolei Jagiellonia to taka drużyna, przy której serce bije panu mocniej? Zaczynał pan w niej przecież swoją ligową karierę w ekstraklasie, debiutując w sierpniu 2008 roku.
- Nie, nie patrzę na to w ten sposób. Z mojego czasu w Białymstoku w klubie zostali już tylko fizjoterapeuci. Dużo bliżej mi do Górnika Zabrze (uśmiech). Gdybym miał tak patrzyć na każdy klub, to... trochę ich mam w CV. Tak samo jak przy Legii - życzę białostoczanom jak najlepiej, powodzenia w meczu z Olimpiją Lublana.
Widać zmęczenie po naszych drużynach, co pokazała ostatnia przegrana kolejka w Lidze Konferencji. Czy ligowa przerwa przyniesie powiew świeżości?
- Z jednej strony jest czas na odpoczynek, ale z drugiej jest się poza meczowym rytmem. Tak patrzę na rywali… Djurgarden ostatni mecz ligowy rozgrywało 10 grudnia (zespół skończył rozgrywki na 4. miejscu w 2024 roku; w Szwecji gra się systemem wiosna – jesień – przyp. red.). Z kolei rywal Jagiellonii skończył ligę 7 grudnia. To trudny czas dla zawodników, bo są zmęczeni. Dla Jagiellonii i Legii ta część sezonu jest bardzo intensywna, wiele meczów za nimi. Myśli się o odpoczynku fizycznym i psychicznym, a tymczasem trzeba się jeszcze skupić na ostatnim kroku. A to krok nie byle jaki, bo rzutujący na całościową ocenę, a także na wiosnę i na to, jak będą wyglądały zimowe przygotowania. Tutaj tymczasem myśli się o innych rzeczach, bo jest wielu obcokrajowców, którzy mają już zarezerwowane loty do swoich domów. Sztab musi umiejętnie tym wszystkim zarządzić, żeby zatrzymać jeszcze piłkarzy głowami na kilka godzin na miejscu, żeby skupić się na ostatnim spotkaniu. Dlatego ważny jest nie tylko aspekt fizyczny, ale też mentalny. On będzie najważniejszy w czwartek.
Rozmawiał Michał Zichlarz
