Zostały tylko zgliszcza
Rozmowa z Adamem Noconiem, trenerem Pogoni Siedlce
Adam Nocoń nadal będzie prowadził siedlecką drużynę/Fot. Artur Kraszewski/PressFocus
- Wtedy na pewno nie wybiegałem myślami dalej niż do... najbliższego meczu. Ostatecznie utrzymaliśmy się wtedy dzięki bramce Marcina Flisa w 8 minucie doliczonego czasu gry w ostatniej kolejce. Dla mnie oznaczało to automatyczne przedłużenie umowy na następny sezon, w którym utrzymaliśmy się w miarę spokojnie, a włodarze Pogoni zaproponowali mi przedłużenie kontraktu na 2 lata.
Potraktował pan tę propozycję jako formę wdzięczności za dobrze wykonaną robotę?
- Nie przyszło mi to do głowy. Zawsze staram się pracować na sto procent i tak samo zaangażowałem się w Siedlcach, gdzie jest 1. liga i to jest dla mnie bardzo ważne. Myślę, że właśnie to był fundament mojej decyzji. Uważam, że praca na zapleczu ekstraklasy jest dla trenera wyróżnieniem i tyle. Dla Siedlec to co zrobiliśmy na pewno jest sukcesem, ale pomnika na siedleckich błoniach się nie spodziewam. Przynajmniej na razie (śmiech).
Razem z poprzednim sezonem zakończył się pewien etap pracy, bo Pogoń, która zajęła 15. miejsce w tabeli przestała istnieć. Czy „rozbiór” drużyny jest pana sukcesem czy powodem zmartwienia?
- Lista odchodzących jest bardzo długa i tak naprawdę w szatni zostały zgliszcza. Na pierwszym miejscu wśród tych których już nie ma, oczywiście jest Marcin Flis. Przychodził do Pogoni po półrocznej przerwie w grze, a półtora roku później odszedł do zespołu z ekstraklasy. Jego kariera to gotowy scenariusz na film. Często podkreślałem jego wartość dla naszej drużyny. Był przecież i filarem obrony, i jednocześnie najlepszym strzelcem, bo zdobył 10 bramek. Ale także wylansował się u nas Karol Podliński, dzisiaj już zawodnik ŁKS-u, czy 20-letni Bartek Dembek, któremu skończyło się wypożyczenie z Legii. Wraca więc do stolicy jako ograny pierwszoligowiec i myślę, że rezerwy Legii, w których nie mógł się przebić przed przyjściem do nas, już będą dla niego „za ciasne”, ale u nas chyba nie zostanie. Tak samo jak Miłosz Drąg, który ma propozycję z wyższej ligi. Odeszli ponadto Maciek Famulak i Przemek Misiak, którzy też byli ważnymi ogniwami drużyny, a także tacy, którzy wchodzili do gry i tworzyli zespół. Świetnie pracowało mi się z całą drużyną, która imponowała charakterem. Zrobiliśmy wspólnie dobrą robotę, więc zdawałem sobie sprawę, że kluczowi zawodnicy dostaną propozycje.
Kto ich zastąpi i kiedy?
- Na obydwa pytania nie potrafię odpowiedzieć. Trenujemy od poniedziałku, ale w dwudziestce, która wybiega na zajęcia jest prawie połowa testowanych i przymierzanych. Na razie pozyskaliśmy tylko wypożyczonego z rezerw Górnika Zabrze pomocnika Jakuba Barczaka, który wkrótce obchodził będzie 19. urodziny i doświadczonego 30-letniego Przemysława Szura, ostatnio grającego, ale niezbyt dużo, w Polonii Warszawa. Kubę polecił mi brat. Norbert był u mnie w juniorach Górnika i przebił się do ekstraklasy. Miło wspominam naszą współpracę i liczę, że jego młodszy brat, który ma podobne walory piłkarskie, po sezonie spędzonym trzecioligowych rezerwach Zabrzan, gdzie był podstawowym zawodnikiem u nas zrobi kolejny krok w górę piłkarskiej drabinki. A Przemek to i charyzma, i duże umiejętności, i doświadczenie choć 30 lat dla stopera to wiek idealny, więc liczę, że zastąpi Marcina Flisa. Tego mu życzę. To wszystko jednak się przeciąga w czasie. Jak każdy trener chciałbym mieć komplet zawodników jak najszybciej, ale myślę, że szukając wśród tych, których nikt nie wybrał też można znaleźć wartościowego człowieka i piłkarza. Pogoń przegrywa pod względem finansowym z innymi klubami, ale oferuje grę na zapleczu ekstraklasy i szansę rozwoju, a historia Flisa, Podlińskiego i Dembka pokazuje, że warto nam zaufać.
Rozmawiał Jerzy Dusik
