„Zobacz, cała Polska walczy”

We wtorek przypada 44. rocznica tragicznych wydarzeń w KWK Wujek. Dla Zbigniewa Wilka, jednego z poległych górników, piłka była ważną częścią życia.

Pamiętamy... Fot. Rafał Jacniak / Press Focus

To jedno z dwóch miejsc jednoznacznie kojarzonych z Katowicami, bezbłędnie rozpoznawanych przez każdego, kto choć trochę interesuje się historią najnowszą... Pomnik „Dziewięciu z Wujka” upamiętnia największą tragedię stanu wojennego; dziewięć ofiar brutalnej i krwawej pacyfikacji przez ZOMO górniczego strajku, przeprowadzonej 16 grudnia 1981 r.

Trzy dni wcześniej Wojciech Jaruzelski ogłosił wprowadzenie na terenie całego kraju stanu wojennego. Komunistyczny reżim zdecydował się siłą stłumić demokratyczne przemiany, zapoczątkowane falą strajków latem 1980 i powstaniem NSZZ „Solidarność”, która w kilka miesięcy ze związku zawodowego zmieniła się w 10-milionowy ruch społeczny. Przeciwko wolnościowym dążeniom Polaków partyjni kacykowie zdecydowali się użyć służb mundurowych, milicji oraz wojska. W wyniku masowych aresztowań za kratami i w ośrodkach odosobnienia znalazło się wielu członków „Solidarności”.

Przyszli nocą w uśpiony dom,
Wyciągali nas chyłkiem, jak zbóje
Drzwi zamknięte otwierał łom
Idą, idą pancry na „Wujek”…

Wśród zatrzymanych znalazł się także przewodniczący związkowej komórki w KWK Wujek, Jan Ludwiczak. Jego uwolnienie stało się jednym z postulatów górników, którzy – po wysłuchaniu transmisji z przemówienia Jaruzelskiego wyemitowanej w radiu i telewizji w niedzielny poranek oraz po mszy odprawionej na terenie zakładu przez księdza Henryka Bolczyka – podjęli decyzję o strajku. Kolejne godziny i napływające z kraju wieści o brutalnych rozprawach sił reżimowych z protestującymi przeciwko stanowi wojennemu w innych częściach Polski wzmagały tylko determinację strajkujących: na terenie kopalni zaczęto wznosić barykady.

A gdy opadł i strach i gniew
Jeden wybór – kopalnia strajkuje,
Choć staniała bardzo nasza krew
Idą, idą pancry na „Wujek”…

15 grudnia w Urzędzie Wojewódzkim, na naradzie z udziałem przedstawicieli resortów militarnych, zapadła decyzja o siłowym zakończeniu strajków w kopalniach (poza Wujkiem, protestowali także górnicy w Andaluzji i Julianie, już wcześniej spacyfikowano kopalnie Manifest Lipcowy i Staszic). Przeciwko ok. 600 strajkującym na Wujku skierowano ponad 2200 milicjantów i żołnierzy.

Ostra amunicja i pistolety maszynowe

Siły reżimowe dysponowały m.in. 22 czołgami, a atakującym dostarczono ostrą amunicję. Szturm na kopalnię ruszył rankiem 16 grudnia, zapoczątkowany przez rozproszenie – w sposób siłowy, z użyciem m.in. armatek wodnych i gazów łzawiących – osób zgromadzonych przy ogrodzeniu. Były wśród nich rodziny górników oraz mieszkańcy sąsiadujących budynków, dostarczający strajkującym żywność.

W tłum przy bramie matek i żon
Z płacht na murach klejonych zlatuje
Czarną treścią komunikat WRON
Idą, idą pancry na „Wujek”…

Pierwszy atak został jednak zatrzymany i odparty. Krótko po godz. 12.00 do akcji skierowany został pluton specjalny ZOMO, z pistoletami maszynowymi w rękach. Wkrótce padły strzały, skierowane bezpośrednio w górników...

Zasady, o które walczył

Pierwszą ofiarą został Zbigniew Wilk (ur. 22 lipca 1951). Do punktu opatrunkowego na terenie kopalni przyniesiono już jego ciało. Zginął na miejscu, przed budynkiem kotłowni, trafiony przez trzy kule wystrzelone przez oprawców. Wkrótce do punktu opatrunkowego trafiło pięć kolejnych ofiar. W następnych dniach w szpitalu w Ochojcu zmarli jeszcze trzej górnicy, postrzeleni przez ZOMO-wców.

W tym szpitalu pracowała m.in. Elżbieta Wilk, żona pana Zbigniewa. Pobrali się sześć lat wcześniej, na świat przyszła ich córka Magdalena, a potem – syn Marcin. Małżonkowie po raz ostatni rozmawiać mieli dzień przed tragicznymi wydarzeniami. Pani Elżbieta namawiała go do powrotu do domu. „Zobacz, cała Polska walczy” - miał odpowiedzieć.

Kilof, łańcuch, ściska naszą dłoń
Wózków rząd rozpęd czołgów wstrzymuje
Już milicja repetuje broń…
Idą, idą pancry na „Wujek”…

- To, że Zbyszek znalazł się wśród strajkujących, nie było przypadkiem. Miał swoje zasady, o które potrafił walczyć – mówi Paweł Wawoczny. Dziś jest jedną z legend katowickiego Rozwoju – dzielnicowego klubu, dla którego Wujek przez lata był zakładem patronackim. Piłkarze Rozwoju pracowali na Wujku, a po robocie szli na trening na stadion, z trybun którego widać było kopalniane szyby. Wśród górników-zawodników był też Zbigniew Wilk.

Drużyna Rozwoju z połowy lat 70. Zbigniew Wilk – drugi z lewej w dolnym rzędzie.  Fot. Śląskie Centrum Wolności i Solidarności/ Materiały prasowe

Metalowy pręt z policzka

Piłkę kopał już w swej rodzinnej miejscowości Dzierdziówka na Podkarpaciu, na okolicznych łąkach i w koszulce miejscowego LZS-u. Po ukończeniu szkoły podstawowej w Zbydniowie kontynuował naukę w zasadniczej szkole górniczej, a potem – w Technikum Górniczym Ministerstwa Górnictwa i Energetyki im. Powstańców Śląskich w Katowicach. Podejmując pracę w KWK Wujek z dyplomem technika-górnika, został też zawodnikiem Rozwoju.

- Był twardym obrońcą. Nie odstawiał nogi ani głowy – wspomina cytowany już Paweł Wawoczny. Nie ma w jego słowach cienia przesady. Podczas jednego z ligowych meczów zderzyli się głowami z jednym z rywali. - Opuszczał murawę na noszach. Kiedy zniknął w klubowym budynku, popłakałam się na trybunach. Świat mi się zawalił – mówiła mi młodsza siostra Zbigniewa Wilka, Magdalena Pelc.

Walecznego defensora na kilka dni zatrzymano w szpitalu. Obrażenia były poważne, o ich skali najlepiej świadczy obrazek przechowany w pamięci Pawła Wawocznego, kiedy Wilk w końcu pojawił się w klubowej szatni. - Widok był... kosmiczny. Na głowie opaska, połączona z wystającym z policzka metalowym prętem, dzięki któremu lekarze „prostowali” mu wgniecioną kość twarzy – opowiadał kolega z drużyny.

Splot tragiczny: pogrzeb i wesele

Po ślubie w 1975 r, jeszcze przez chwilę Zbigniew Wilk kopał piłkę. Potem porzucił to hobby, zwyciężyły obowiązki w rozrastającej się rodzinie, ale też odpowiedzialność za współpracowników i ojczyznę. To dlatego w grudniu 1981 stanął ramię w ramię z górnikami Wujka. I zapłacił cenę najwyższą.

Zbigniew Wilk z siostrą Magdaleną i synem Marcinem.    Fot. Śląskie Centrum Wolności i Solidarności/ Materiały prasowe

- Wydawało mi się wtedy, że nie da się tego przeżyć... - ponad cztery dekady po tragicznych wydarzeniach pani Magdalenie wciąż trudno było opanować emocje i wzruszenie. Informacja o śmierci brata - mimo cenzury nałożonej przez wojskowe władze – szybko dotarła do rodzinnego domu Wilków. Tragizm sytuacji podkreślał fakt, że w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia stanąć miała na ślubnym kobiercu. Jednym ze świadków miał być właśnie pan Zbigniew. Tymczasem pięć dni wcześniej w Katowicach-Piotrowicach, pod czujnym okiem bezpieki, odbył się jego pogrzeb...

Ślub jednak odwołany nie został. - „Twój brat nie chciałby cię widzieć w czarnej sukience” - powiedział mi ksiądz, który poprowadził uroczystość – opowiadała siostra zmarłego. Przez kolejne lata i dekady pielęgnowała pamięć o bracie, choć przecież do końca PRL-u takie działania postrzegane były przez reżim jako wywrotowe. Rodzinom poległych nigdy jednak nie brakowało odwagi, by spotykać się w rocznicę tragedii w miejscu, gdzie dziś stoi pomnik poświęcony ich najbliższym (monument autorstwa Aliny i Andrzeja Grzybowskich został odsłonięty 15 grudnia 1991 roku, składa się z 33-metrowego krzyża oraz urn z ziemią z grobów poległych górników). - Przez wiele lat, do czasu ustrojowej zmiany, milicja zawsze skrupulatnie spisywała uczestników tych wspomnień – wspominała Magdalena Pelc.

Pamiętamy...

29 sierpnia 1990 Zbigniew Wilk został pośmiertnie odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi z Mieczami przez prezydenta RP na Uchodźstwie Ryszarda Kaczorowskiego, zaś 7 grudnia 1992 r. Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski przez prezydenta RP Lecha Wałęsę.

Grób Zbigniewa Wilka na katowickim cmentarzu. Fot. Śląskie Centrum Wolności i Solidarności/ Materiały prasowe

Dziś na terenie dawnej kopalni działa „Śląskie Centrum Wolności i Solidarności”, a po muzeum poświęconemu poległym oprowadzają zwiedzających uczestnicy strajku sprzed 41 lat. Przed rodzinnym domem Zbigniewa Wilka w Dzierdziówce stoi pomnik w formie bryły węgla, z inskrypcją: „Tu mieszkał Zbigniew Wilk, górnik zastrzelony w kopalni Wujek”. Zarówno w jego rodzinnych stronach, jak i w Katowicach od kilku lat organizowane są biegi poświęcone pamięci poległych górników oraz turnieje piłkarskie dla dzieci.

Płoną znicze ku zabitych chwale
Nie przygasła nadzieja na potem!
Gdzie twe czyste ręce – generale?
Zawracają pancry z powrotem.

Masakra w KWK Wujek to największa zbrodnia stanu wojennego. Bezpośredni wykonawcy ponad ćwierć wieku później doczekali się sądowego wyroku za strzały do górników. Do odpowiedzialności nigdy nie zostali natomiast pociągnięci ówcześni przywódcy kraju.

Dariusz Leśnikowski

_____________________________________

* w tekście wykorzystano tekst utworu „Idą pancry na „Wujek”, autorstwa Macieja Bieniasza; muzykę do jego słów napisał Antoni Filipkowski

W 2021 przed ligowym meczem GKS-u z Miedzią fani katowickiego klubu uczcili pamięć Dziewięciu z Wujka". Pierwszy z lewej to portret Zbigniewa Wilka. Fot. Łukasz Sobala / Press Focus

Ślubne zdjęcie państwa Wilków: Elżbiety i Zbigniewa.  Fot. Śląskie Centrum Wolności i Solidarności/ Materiały prasowe

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się