Znowu zrobił pośmiewisko z rywali

Tadej Pogacar wygrał Tour de Suisse, próbę generalną przed lipcowym Tour de France, w którym będzie chciał triumfować po raz piąty w ogóle i trzeci raz z rzędu.

Kolejne zwycięstwo niesamowitego Słoweńca. W ostatnich latach kolarstwo stało się tak przewidywalne... Fot. PAP / EPA

Słoweniec w Szwajcarii nie tyle wygrał, ile wręcz ośmieszył konkurentów. I to kolejny raz w tym sezonie. Już w środę na pierwszym etapie, niezbyt trudnym, bo bez długich, stromych podjazdów, postanowił zademonstrować wielką moc i... rozstrzygnąć losy rywalizacji, choć ta zakończyła się dopiero wczoraj. Mniej więcej w połowie otwierającego imprezę niezbyt długiego odcinka zostawił za sobą rywali i pognał do mety. Dojechał do niej przeszło dwie minuty przed dwoma kolarzami, którzy próbowali go gonić i ponad cztery nad pierwszą większą grupką. – Po ataku straciłem kontakt z moim wozem technicznym, więc uznałem, że dalej pojadę sam. Kiedy już wypracowałem dużą przewagę, pozostała mi tylko jazda w odpowiednim tempie. Nie taki był plan, ale wyszło dobrze – podsumował aktualny mistrz świata, jak zwykle także dziękując kolegom z UAE Team Emirates-XRG.

Bezlitosny Pogacar

Tym 70-kilometrowym zwycięskim rajdem dał do zrozumienia całej reszcie kolarzy, żeby porzucili nadzieje na możliwość podjęcia z nim walki. Dwa kolejne etapy pojechał czujnie, ale bardziej już trenując przed Wielką Pętlą, niż myśląc o wygraniu wszystkiego. Jednak w weekend znowu nie było na niego mocnych. – Nie wiedziałem, że walczę o zwycięstwo, więc po prostu dałem z siebie wszystko – zaznaczył w sobotę po płaskiej jeździe indywidualnej na czas, choć ta konkurencja nie jest jego specjalnością. – Jutro na piekielnie trudnym etapie też o nie powalczę – zapowiedział i tak też zrobił. Koledzy z drużyny nie pozwolili za daleko odjechać ucieczce dnia, a podczas finałowego podjazdu Pogacar nie miał litości dla harcowników, wyprzedzając najmocniejszego z nich na ostatnim kilometrze. W debiutanckim starcie zdominował Tour de Suisse, wygrywając aż trzy z pięciu etapów, choć tylko jeden, ten ostatni, najtrudniejszy z trzykrotną wspinaczką na Col de la Croix (1772 m n.p.m., 19,1 km podjazdu o średnim nachyleniu 7 proc.), tak naprawdęmu pasował. W klasyfikacji generalnej drugiego zawodnika wyprzedził aż o ponad sześć i pół minuty!

Wątpliwości legendy

Na przełomie kwietnia i maja Słoweniec w podobnie imponującym stylu (cztery zwycięstwa w sześcioetapowym wyścigu) wygrał Tour de Romandie, a wcześniej w tym sezonie triumfował w czterech z pięciu prestiżowych klasyków (w Paryż-Roubaix był tylko drugi), w których startował. W świecie sportu, gdzie najczęściej rywalizacja jest niezwykle wyrównana, taka dominacja może zastanawiać. – Nie mieści mi się w głowie, że jest kolarz, który odjeżdża całej światowej czołówce i robi sobie samotny trening przed peletonem. I to w największych wyścigach świata, w grupie najlepiej przygotowanych kolarzy na świecie. On robi z nich pośmiewisko! – grzmiał na łamach „Kultury kolarskiej” Krzysztof Wyrzykowski, legenda kolarskiego dziennikarstwa (w zawodzie od 1971 roku), który w życiu widział już chyba wszystko. Widziałem już kilku takich fenomenów. Czy Lance Armstrong nie był fenomenem? Dlaczego więc Amerykanin nie (po tym, jak przyznał się do stosowania dopingu, odebrano mu wszystkie siedem zwycięstw w Tour de France przyp. red.), a Słoweniec tak? Za kilka lat chciałbym poznać odpowiedzi na różne pytania. Może nie doczekam, ale chciałbym wiedzieć na pewno, że Pogacar był bezdyskusyjnym fenomenem  dodał.

Na razie wszyscy inni kolarze nie dotyczy to może jedynie podobnie fenomenalnego Duńczyka Jonasa Vingegaarda, który dwa razy pokonał Pogacara w Wielkiej Pętli i teraz będzie chciał to zrobić po raz trzeci mogą tylko podziwiać Pogacara, nie zwracać na niego uwagi lub zazdrościć mu dokonań i dyspozycji. Albo zachować się tak, jak jakiś czas temu Ben Healy po pojechaniu najlepszego wyścigu w życiu. Irlandczyk, choć robił wszystko, żeby wygrać, przegrał wtedy z Pogacarem. Za metą z poczuciem bezsilności zapytał go, kiedy zamierza zakończyć karierę, robiąc to w imieniu także wielu innych zawiedzionych. Tak szybko to jednak nie nastąpi, bo 21 września najlepszy kolarz świata będzie obchodził 28. urodziny, czyli przed nim jeszcze wiele lat ścigania.

Grzegorz Kaczmarzyk

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się