Znów zwycięski

Barcelona w weekend żyła wyborami na prezydenta klubu. Joan Laporta zyskał poparcie wśród znaczącej większości głosujących.

Znak victorii jest jednoznaczny - Joan Laporta w środku został wybrany prezydentem Barcelony na kolejną kadencję. Fot. PAP/EPA

HISZPANIA

Zakończył się ponad miesięczny proces wyborów nowego prezydenta klubu FC Barcelona. Dumą Katalonii nadal będzie sterował Joan Laporta, który sprawuje rządy od 2021 roku, a wcześniej, w latach 2003-2010, także był prezydentem klubu. Jego konkurentem w wyścigu o fotel szefa był Victor Font, który wydawał się solidnym rywalem. Tymczasem Laporta wygrał ze znaczącą przewagą, zdobywając 68,2 procent głosów oddanych przez socios.

W świetle reflektorów

Dzień wyborczy był przepełniony bardzo ciekawymi wydarzeniami. Laporta chciał zwrócić na siebie uwagę, pokazywał się wśród ludzi, którzy go popierali. Do urny wyborczej szedł razem z Jordim Pujolem, znanym katalońskim politykiem. Pozował też do zdjęć z wdową po legendzie futbolu Johanie Cruyffie - Danny Coster. Był wśród aktywnych piłkarzy, którzy oddawali na niego głosy. Tymczasem jego rywal Victor Font był osamotniony. Gdy oddawał głos, nie stał za nim sztab ludzi, jak za Laportą. Gdy przy urnie stał Xavi Hernandez, przeciwnik Laporty, który na kilka dni przed wyborami udzielił wywiadu, w którym atakował sternika klubu, Font nie był przy nim.

Jak papież

Cały proces wyborczy był transmitowany i już w jego trakcie można było odnieść wrażenie, że siła Fonta, która wcześniej wydawała się spora, jest zbyt mała, żeby zdetronizować Laportę. To 64-latek był gwiazdą wieczoru. Czasem nawet jego zachowania były komediowe – w pewnym momencie przekazane na ręce mu zostało dziecko jednego z kibiców Barcelony, przez co wyglądał niczym papież udzielający błogosławienia noworodkowi. Doszło też do zamieszania, gdy do urny wyborczej podszedł Marc-Andre ter Stegen, wieloletni kapitan zespołu, który zeszłego lata wszedł w konflikt z Laportą. Niemiec ostatnio został wypożyczony do Girony, ale aktualnie jest kontuzjowany. Gdy chciał oddać swój głos (mógł być jedynym aktywnym piłkarzem, który zagłosowałby na Fonta), odmówiono mu takiej możliwości. Hiszpańskie media wytłumaczyły, że ter Stegen nie odnowił swojej przynależności do socios. Wyszedł więc z namiotu wyborczego, a część kibiców próbowała doszukiwać się teorii spiskowych, jakoby Laporta miał zablokować mu możliwość oddania głosu. Głos ter Stegena jednak nic by nie zmienił. Nowy-stary prezydent miał ogromne poparcie.

Kontynuują dzieło

- Dostaliśmy poparcie dla pracy, którą do tej pory wykonaliśmy. Dostaliśmy dzięki temu siłę, aby kontynuować rozpoczęte dzieło, aby dokończyć remont Spotify Camp Nou i budowę nowej hali. Chodzi też o dalsze wzmacnianie pierwszego zespołu, który zachwyca nas stylem gry, z Hansim Flickiem na ławce, z Deco w roli dyrektora sportowego i z tą drużyną! – powiedział prezydent-elekt w niedzielny wieczór, który był dość zachrypnięty z powodu tego, jak wiele mówił przez cały dzień. Na fotel szefa powróci jednak dopiero… 1 lipca. Tak stanowi statut Barcelony.

Kacper Janoszka

LALIGA

◼ Real Sociedad – Osasuna 3:1 (2:0)

1:0 – Oyarzabal (24, karny), 2:0 – Guedes (28), 3:0 – Guedes (52), 3:1 – Munoz (77)

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się