Znów to zrobił!
Kacper Tomasiak był trzeci na dużej skoczni i dołożył brąz do srebra z małego obiektu.
Kacper Tomasiak, polski srebrno-brązowy orzeł. Fot. PAP/Grzegorz Momot
SKOKI NARCIARSKIE
Nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy... - to początek wiersza naszej noblistki, Wisławy Szymborskiej („Nic dwa razy”), ale Kacper Tomasiak pisze własną historię i z naszą poetką się nie zgodził. W poniedziałek po pierwszej serii na skoczni normalnej zajmował czwarte miejsce i skoczył z niego na drugie. W sobotę znów po pierwszej serii był czwarty i znów w drugiej skoczył tak dobrze, że zdobył kolejny medal, tym razem brązowy.
A kto powiedział, że piękna historia nie zdarzy się po raz trzeci? Przed nami przecież w poniedziałek ostatnia olimpijska rywalizacja skoczków w Predazzo, w konkursie duetów, w którym Kacper Tomasiak wystąpi razem z Pawłem Wąskiem..
Treningi były takie sobie
Po „srebrnym” sukcesie na normalnej skoczni najmłodszy polski medalista zimowych igrzysk w historii mógł odczuwać presję. Oczekiwania wobec niego wzrosły, aczkolwiek eksperci byli innego zdania. Między innymi Norweg Robert Johansson, jeden z komentatorów w Eurosporcie, tak go ocenił po treningowych skokach. - Kacper pokazał już swoją najwyższą formę na obiekcie normalnym. Ciekawie będzie zobaczyć, czy zdoła utrzymać ten poziom. W tej chwili sądzę, że głównymi pretendentami do medali na dużej skoczni będą: Domen Prevc, Ren Nikaido, Philipp Raimund i Jan Hoerl.
Rzeczywiście, w czwartek i piątek na treningach na dużym obiekcie Tomasiak nie błyszczał, skakał bliżej niż Kamil Stoch i Paweł Wąsek. Jednak w sobotę udowodnił, że potrafi niesamowicie się zmobilizować. W serii próbnej przed olimpijskim konkursem skoczył 133 m i był trzeci. Lepsze próby mieli tylko Słoweniec Domen Prevc i Japończyk Ren Nikaido. Dobrze skakali też Wąsek, który był dziesiąty (131,5 m) i Stoch czternasty (129 m).
Rekord Małysza pobity
Czekaliśmy jednak, co się wydarzy podczas rywalizacji o medale, która rządzi się innymi prawami, bo dochodzą presja i nerwy, a do tego niepewność jak powieje wiatr. Zaczęło się sensacyjnie, bo skaczący z 20. numerem z 50 startujących Kazach Ilja Miziernych, który 7 lutego skończył 19 lat, skoczył 140,5 m, bijąc rekord Adama Małysza z 2006 roku, który wynosił 136 m. Oczywiście objął prowadzenie, a organizatorzy od razu obniżyli belkę z 17. na 15.
My mieliśmy chwilę radości, bo skaczący wkrótce po Kazachu Paweł Wąsek uzyskał 129,5 m i był drugi. Nie powtórzył dobrej dyspozycji z treningów Kamil Stoch. Skoczył solidnie 126,5 m, ale był wtedy siódmy i schodził z zeskoku ze schyloną głową. Gdy na rozbiegu pojawił się Kacper Tomasiak (nr 38), na pewno wszyscy zacisnęli kciuki i pomogło. Polak miał 133 m, noty po 18,5 pkt oraz sporą premię za wiatr, w sumie złożyło się to na pozycję lidera, z której zepchnął Miziernycha. Długo jednak się nią nie cieszył, bo skaczący za nim Norweg Kristoffer Eriksen Sundal skoczył 136 m i objął prowadzenie. A po nim jeszcze skakali zawodnicy z czołowej dziesiątki Pucharu Świata.
Fatalnie jednak na olimpiadzie spisują się Austriacy. Stefan Kraft był 38. i nie wszedł do drugiej serii. Stephan Embacher skoczył 133 m, ale był 7., Jan Hoerl 5. ze stratą 0,1 pkt do Tomasiaka, Daniel Tschofenig 8., ale finalnie został zdyskwalifikowany, bo miał buty za długie o 4 milimetry. Sundala wyprzedził dopiero Japończyk Ren Nikaido po kapitalnym skoku na 140 m. Jego rodak Ryoyu Kobayashi, wielki faworyt do medali, był dopiero 11. Skaczący jako ostatni Domen Prevc uzyskał 138,5 m i po pierwszej serii zajmował drugie miejsce ze stratą siedmiu punktów. Nasz Kacper będąc na czwartym miejscu tracił do lidera 12,2 pkt, a do trzeciego Norwega 3,2 pkt. Do finałowej rundy awansowali również 12. Paweł Wąsek (129,5 m) oraz 19. Kamil Stoch (126,5 m).
Powtórka z poniedziałku
Mieliśmy więc podobną sytuację, jak na skoczni normalnej, gdzie Tomasiak też po pierwszej serii był czwarty, tuż za Sundalem. Przypomnijmy, że w poniedziałek Polak skoczył 107 m, a Norweg 105. Potem Francuz Valentin Foubert, zajmujący drugą lokatę, miał zaledwie 102,5 m, co oznaczało, że srebro przypadło Kacprowi. Złoto zdobył wtedy Niemiec Philipp Raimund.
Druga seria w sobotę zapowiadała więc wielkie emocje i tak też było. Dla nas zaczęła się trochę smutno, bo Stoch skoczył nieźle na 131,5 m, ale ostatecznie uplasował się na 21. miejscu. Wąsek też nie obronił 12. lokaty, bo 130 m oznaczało spadek na 14. Zaraz po nim skakał Kobayashi, który pokazał moc, uzyskując 138,5 m i obejmując prowadzenie. Kazach Miziernych udowodnił, że ma duży potencjał, bo miał 136 m i choć był za Japończykiem, to ostatecznie zajął wysokie 8. miejsce.
My czekaliśmy na tych, co byli bezpośrednimi rywalami Tomasiaka. Piąty Hoerl skoczył daleko, na 136 m i nasz 19-latek, żeby go na pewno wyprzedzić musiał mieć metr, dwa więcej. I zrobił więcej, bo miał 138,5 m. Z notą 291,2 pkt objął prowadzenie. Jak odpowiedział Sundal? Nie wytrzymał presji - lot na 135 m dał mu 288,0 pkt i znów przegrał z Polakiem! Rozpacz w obozie Norwegów była wielka.
Na górze pozostali już tylko Prevc i Nikaido. Słoweniec skoczył kapitalnie, pobił rekord skoczni uzyskując 141,5 m i notę 301,8. Japończyk musiał odpowiedzieć skokiem w granicach 140 m, ale miał tylko 136,5 m i spadł na drugie miejsce. Tomasiak w końcowej klasyfikacji stracił do niego tylko 3,8 pkt., to mniej więcej półtora metra... I choć odbierał gratulacje od kolegów i rywali, a potem medal z rąk przewodniczącej MKOl., Kirsty Coventry, to nie widać było po nim ogromnego entuzjazmu, może zastanawiał się, co powinien był zrobić, żeby być wyżej.
Być może później dotrze do niego, że zrobił tak dużo. Jest przecież piątym polskim skoczkiem narciarskim, który indywidualnie stanął na olimpijskim podium. Wcześniej dokonali tego Wojciech Fortuna (złoto w 1972), Adam Małysz (srebro i brąz w 2002, dwa srebra w 2010), Kamil Stoch (dwa złota w 2014, złoto w 2018) i Dawid Kubacki (brąz w 2022). A dopiero trzecim, który zdobył więcej niż jeden krążek podczas jednej olimpiady. Przede wszystkim był ogromnym zaskoczeniem dla całego świata skoków narciarskich.
A może trzeci raz...
W sobotę w Predazzo doszło do symbolicznego przekazania pałeczki w polskich skokach, podobnie jak w 2011 roku podczas finału sezonu w Planicy, gdzie karierę kończył Adam Małysz, a w roli nowego lidera debiutował Kamil Stoch, ówczesny zwycięzca konkursu Pucharu Świata. W sobotę to nasz trzykrotny mistrz olimpijski żegnał się po najważniejszym starcie w ostatnim sezonie w karierze. Po drugim, skoku wykonał wymowny gest, pokazując do kamer sześć palców, bo to były jego szóste igrzyska.
Czy to były dwa ostatnie skoki Stocha na olimpiadzie? W poniedziałek odbędzie się jeszcze rywalizacja super teamów, czyli dwuosobowych drużyn. Trener Maciej Maciusiak podjął decyzję, że wystartują Kacper Tomasiak i Paweł Wąsek. Suma ich wyników z sobotniego konkursu dałaby czwarte miejsce w duetach. W zestawieniu, które zrobił Adam Bucholz z skijumping.pl, na czele byli Japończycy (579,5 pkt), przed Austriakami (571,0 pkt), Norwegami (559,1 pkt), Polakami 557,1, Niemcami 534,9 i Finlandią 528,1. Oczywiście nie wolno zapominać o Słoweńcach ze znakomitym Prevcem. W sobotę mieli zaledwie 516,1, bo słabo skakał Anże Lanisek, który był na ostatnim 30. miejscu, ale stać go na dalekie skoki.
Konkurs duetów debiutuje na igrzyskach, w zamian za zawody drużynowe, w których do składu wchodziło po czterech skoczków z każdej nacji. Zmniejszono jednak kwoty startowe i liczbę startujących skoczków do 50, więc i drużynówka musiała zostać zastąpiona innym formatem. W poniedziałek do rywalizacji przystąpi prawdopodobnie 14 zespołów. Po pierwszej serii zostanie 12, a po drugiej 8, które w finałowej rundzie powalczą o medale. Wierzymy, że będą wśród nich Polacy. I dlaczego nie ma zdarzyć się piękna historia po raz trzeci?
Seria próbna konkursu duetów ruszy o godzinie 18.00, a o 19.00 rozpocznie się rywalizacja o medale.
Kacper to pracowity facet. Bardzo lubię patrzeć na nowych zawodników, którzy są skupieni i potrafią skakać naprawdę dobrze. Kacper ma nową, zaawansowaną technikę w porównaniu z innymi Polakami i wiele dobrego go czeka. Przyszłość rysuje się przed nim w jasnych barwach.
Domen Prevc
Kacper Tomasiak
Dziękuję za wsparcie
Brązowy wydaje się lżejszy od srebrnego - żartował skoczek LKS Klimczoka Bystra po ceremonii, w której udział wzięła przewodnicząca MKOl Kirsty Coventry. - Na treningach początkowo nie udawało mi się łapać czucia na dużej skoczni. W konkursie było lepiej, z czego jestem zadowolony. Po pierwszej serii wiedziałem, że mogę zaatakować i zaryzykować. Drugi skok był lepszy od pierwszego. Myślę, że dosyć dobrze sobie poradziłem. Czuję radość i mniej zmęczenia niż po konkursie na normalnej skoczni. Wtedy tej adrenaliny było dużo więcej. Stresowałem się, ale dodało mi to więcej siły na progu, a nie zaburzyło techniki. Do Predazzo przyjechało wielu polskich kibiców. Fajnie, że udało im się podziękować za ten przyjazd. Dziękuję za ten doping. Obyście częściej wspierali nas w taki sposób.
Podczas późniejszej konferencji prasowej medalistów dodał: - Znalazłem dobrą technikę i pewność siebie, dzięki czemu nie psuję skoków podczas zawodów. Po srebrnym medalu nie zaglądałem do mediów społecznościowych ani w ogóle do internetu, bo wiedziałem, że będę bardziej popularny niż wcześniej i trudno mi będzie się skupić. Starałem się więc nie patrzeć na to, choć to też było trudne.
Kamil Stoch
Jestem zawiedziony
- Kacper ma dwa medale. Kto by się spodziewał... Może być inspiracją dla młodych ludzi, że zdarzają się niespodzianki i warto wierzyć do końca, bo wszystko może się zmienić z dnia na dzień.
Jestem zawiedziony i rozczarowany swoją postawą. Nie było nawet blisko. Pewnie, gdyby ktoś dwa lata temu zapytał mnie, czy podjąłbym się tego wyzwania, to myślę, że nie zmieniłbym nic. Na tym właśnie polega bycie sportowcem, żeby do końca wierzyć i marzyć. Wierzyłem, że coś się w moich skokach odmieni, ale wiara musi być poparta jakimś fundamentem. Ta zima jest dla mnie bardzo trudna. W konkursie na dużej skoczni było trudniej niż na treningach. Zrobiłem, co mogłem i walczyłem do samego końca. Nie sądzę, żebym wystartował w duetach. Startują najlepsi. Paweł Wąsek wypadł lepiej w konkursie, więc nie będę się łudził.
Być może przyjdzie czas, gdy będę sobie wszystko przypominał i wyliczał, ale teraz nie potrafię się z tego cieszyć.
Paweł Wąsek
Czułem stres
- Fajnie, że mamy polski medal. Kacper znowu pokazał klasę, świetna robota. Mój pierwszy skok nie był idealny, gdyż trochę mnie skręciło nad bulą. Była jednak pewność siebie i jeszcze udało się fajne metry z tego wyciągnąć. Drugi pod względem technicznym był bardzo dobry, ale dość mocno spóźniony. Urwałem się z tego progu. Mimo wszystko i tak jestem zadowolony. Przed startem na dużej skoczni odczuwałem stres, gdyż konkurs na normalnej mi się nie udał (zajął 35. miejsce – red.). Wiedziałem, że to jest teraz taka trochę ostatnia szansa, żeby coś fajnego pokazać.
Maciej Maciusiak
Kacper rozwala system
- Myślałem, że drugi raz nie przeżyjemy takich emocji, a były jeszcze większe. Kacper rozwala system, to jest kosmos. To, czego dokonał Kacper, jest niesamowite. Nie da się tego wytrenować. Na treningach były błędy. W pierwszej serii też nie było idealnie. Spóźnił ten skok. Wiedzieliśmy, że są rezerwy. Tego drugiego skoku jeszcze nie analizowaliśmy, ale po samej odległości widać, że był bardzo dobry. Wielkie ukłony dla niego. Może przebić osiągnięcia najwybitniejszych polskich skoczków narciarskich w historii - Adama Małysza i Kamila Stocha. Życzę mu tego z całego serca. Na pewno ma na to papiery. Adam i Kamil to niewiarygodne postacie i zrobili wiele dla polskich skoków. Gdyby nie było Adama, to nie byłoby Kamila, a gdyby nie było Kamila, to nie byłoby Kacpra.
Cała drużyna wykonała wielką pracę. Zapowiedzieliśmy, że będziemy dobrze przygotowani i tak się stało. Dziękuję wszystkim, szczególnie tym, których nie widać w telewizji.
Adam Małysz
On pisze historię
- Jestem w szoku. Nie da się tego opisać. Kacper już w piątek zaczął lepiej skakać na treningach. Gdy w serii próbnej był trzeci, to pomyślałem, że jest szansa i... stało się. Zrobił to po raz drugi. Tego się nie da opisać. Pisze historię. Jest niesamowity. Brak słów. Nie byliśmy faworytami, a zdobyliśmy dwa medale.
Moim zdaniem Kacper może przebić nasze osiągnięcia. Jest nieobliczalny. Wróżymy mu bardzo dużą karierę. Teraz przyda mu się jednak trochę spokoju. Czy zdobędziemy kolejny medal w poniedziałek? Nie chcę zapeszać. Atmosfera jest super.
Przygotował Andrzej Wasik
Był Adam Małysz, potem Kamil Stoch, teraz jest Kacper Tomasiak. Fot. PAP/EPA
