Zmyłka
Z DRUGIEJ STRONY - Paweł Czado
Gol wbity w ostatniej chwili meczu Polski z Nigerią w Warszawie był bez wątpienia jednym z najwspanialszych trafień dla reprezentacji w ostatnich latach. Przemysław Wiśniewski uderzył olśniewająco, wszystkie młoty pneumatyczne w promieniu kilkuset kilometrów od Warszawy w jednym momencie zacmokały z podziwem i pełną akceptacją. Wiśniewski dołącza do grona reprezentacyjnych obrońców, którzy zachwycali tym atutem w przeszłości. Jerzy Gorgoń czy Roman Szewczyk nie powstydziliby się bramki tak oszałamiającej urody, w dodatku wbitej w takim momencie i tyle przynoszącej.
Niestety; bramka, z którą ten mecz będzie kojarzył się nam już zawsze, bramka, która już zdążyła stać się jego symbolem, jest... klasyczną zmyłką. Zmyłką, która całkowicie zamazuje obraz po polsko-nigeryjskim starciu. „W sumie nie było tak źle, skoro nie można wygrać, trzeba zremisować” – mruczeli zapewne uszczęśliwieni widzowie opuszczający Stadion Narodowy. Został im w głowie przecież ostatni obraz. Obraz, który może wprawiać w dumę. Tylko... co dalej? Ten gol to zmyłka, która pozwala uciec przed pytaniem o przyszłość. „Widziałeś gola Wiśniewskiego?” – stawiam, że to była najczęstsza fraza powtarzana w polskich domach w środowy wieczór. Nieporównywalnie częściej niż ewentualne pytanie „Co dalej z polską reprezentacją” ...
Najprostsza odpowiedź: „Ale po co przejmować się tym akurat teraz? Eliminacje do mundialu i tak już przerżnęliśmy!”. Niestety; po tym meczu jestem w znacznie bardziej minorowym nastroju niż po porażce z Ukrainą. Spotkanie utwierdziło mnie bowiem w przekonaniu, że jesteśmy świadkami procesu rozsypywania się obecnej reprezentacji Polski. Tak, ona sypie się w proch. Nolens volens.
Dlaczego używam tak mocnych słów? Ponieważ oglądałem mecz uważnie, w samotności, skupiony na tym, co widzę, a widziałem u naszych piłkarzy frustrację, momentami wręcz bezradność. Zbliżenie w pewnym momencie kamery na jednego z piłkarzy, w momencie, gdy nie toczyła się żadna akcja i jego pełne niedowierzania, wypowiedziane w smutku, a nie we wściekłości „Kurwa mać...”, będzie dla mnie migawką znacznie bardziej oddającą stan rzeczy niż petarda Wiśniewskiego.
Symbol? Przykro było patrzeć na grę Roberta Lewandowskiego. Wiadomo, że to wybitny piłkarz, dla wielu wręcz z pretensjami do pierwszeństwa w zestawieniu polskich zawodników wszech czasów. Jednak mecz z Nigerią jednoznacznie udowodnił, że w związku z jego osobą w reprezentacji coś trzeba zmienić. Od wielu lat wszyscy zastanawiają się, jak przełożyć jego klasę na zdobycze reprezentacji, czyli przede wszystkim – na trafienia w starciach z lepszymi od siebie. Jeśli trafna odpowiedź na to pytanie błądziła gdzieś za widnokręgiem, to po meczu z Nigerią mam przekonanie, że trzeba jej szukać gdzieś między Neptunem a Plutonem. RL9 przeciw Nigeryjczykom był bezradny jak dziecko, przeczytany od początku do końca, odcięty od początku do końca, zneutralizowany od początku do... prawie końca. Prawie, bo w drugiej połowie po kiksie obrońcy nagle stanął przed szansą idealną, naprzeciw był tylko bramkarz. To była okazja idealna, matka wszystkich okazji – nawet nie dla piłkarza wszech czasów, ale dla rezerwowego juniora ostatniej drużyny ligi wojewódzkiej...
Reasumując... Widziałeś gola Wiśniewskiego?!
