Zmierzch Helwetów

CZTERY PYTANIA DO… Henryka GRUTHA, byłego reprezentanta kraju, członka Galerii Sławy IIHF, trenera i komentatora Polsatu Sport

1. Czy właśnie tak sobie wyobrażałeś finał mistrzostw świata?

- Oj tak, bo przecież spotkały się najlepsze drużyny. Już w eliminacjach grupowych mieliśmy przedsmak decydującego spotkania, jednak ten pierwszy mecz moim zdaniem stał na nieco słabszym poziomie, choć było więcej bramek (4:2 dla Helwetów – przyp. red.). W eliminacjach Szwajcarzy zademonstrowali ofensywną furię (komplet punktów, 39:7 w bramkach) i zmiatali rywali, natomiast w finale Finowie pokazali dojrzałość, bo mieli drużynę lepszą pod względem umiejętności technicznych. W finale była zaledwie jedna bramka, choć obijano słupki i poprzeczki, bo nie było ani miejsca, ani czasu na oddanie swobodnego strzału. Stąd też nie było „czystych” sytuacji, a tak właśnie jest gdy spotykają się klasowe drużyny. Finowie i Szwajcarzy byli najlepsi w turnieju i dobrze się stało, że finał był ich udziałem.

2. Moim zdaniem kluczowym momentem finału było niewykorzystanie przez Szwajcarów podwójnej przewagi przez prawie 2 minuty. Podzielasz tę opinię?

- To mógł być najważniejszy moment tego spotkania. Gdyby Szwajcarzy zdobyli bramkę, pewnie mecz potoczyłby się inaczej, jednak w tej przewadze grali koszmarnie i nie pamiętam, czy oddali choć jeden celny strzał... Finowie byli murem nie do przebicia, ale mieli ułatwione zadanie, bo jak wspomniałem Szwajcarzy zaprezentowali się w tym fragmencie fatalnie.

3. Czy to już zmierzch obecnej drużyny Helwetów?

- Ten turniej to było apogeum obecnej reprezentacji. Nie wiem, czy Josi zdecyduje się na kolejne mistrzostwa świata, choć w tych prezentował się fenomenalnie. Bramkarze Genoni i Berra zapowiedzieli koniec kariery, pewnie o tym samym myśli Niederreiter i kilku innych. Trenera Jana Cadieuxa czeka przebudowa drużyny i to będzie skomplikowany proces. Wieszczę, że teraz Szwajcarów czeka kilka lat chudych.

4. Jak oceniasz cały turniej?

- Od kilku lat mówię, że trzeba zmienić formułę mistrzostw. 64 spotkania w ciągu 17 dni to stanowczo za dużo, bo wiele jest o „pietruszkę” między zespołami z górnej półki i z tej najniższej. Jeżeli działacze międzynarodowej federacji upierają się, by grało 16 drużyn, to może trzeba podzielić je na cztery grupy. Wówczas wcześniej poznalibyśmy zespoły walczące o utrzymanie. Optymalnie, w moim przekonaniu, w turnieju powinno występować 12 zespołów i wówczas byłaby odpowiednia jakość sportowa. Na pewno niespodzianką był medal Norwegii, która prezentowała się w tym turnieju bardzo dobrze. Mimo wszystko uważam, że był to jednorazowy wyskok i nie wiem, czy w najbliższej dekadzie zbliży się do tego sukcesu. Zawiedli mnie Szwedzi i Kanadyjczycy, choć w ich drużynach było wiele głośnych nazwisk. Ci pierwsi znacznie obniżyli poziom w ostatnich sezonach, zaś drudzy byli mocno zdegustowani, zwłaszcza w play offie. Rozczarowali Niemcy, ale oni również notują z roku na rok mocny zjazd.Natomiast Dania i Łotwa to solidna grupa średniaków.

Rozmawiał Włodzimierz Sowiński

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się