Zmasakrowani, dobijani, ale walczący
Rozmowa z Michałem Kubisztalem, trenerem Sośnicy Gliwice
Trener Michał Kubisztal coraz mniej rozumie to, co dzieje się nie tylko w śląskiej piłce ręcznej. Fot. Marcin Bulanda/PressFocus
Uspokoiła się sytuacja w klubie po ostatnich zawirowaniach? Mam na myśli ujawnienie przez byłą zawodniczkę Aleksandrę Dorsz prawdy o sporych zaległościach klubu, czy też o waszym proteście na krzywdzące decyzje delegata w ostatniej minucie meczu w Koszalinie...
- Wy, dziennikarze, zmasakrowaliście nas strasznie.
Czyja to wina? Dziennikarzy? Nagłośniliśmy tylko prawdę ujawnioną przez Olę Dorsz...
- Byliśmy jedynym z nielicznych, transparentnych klubów, który przed sezonem ujawnił, że nie wypłacił dziewczynom pensji. A potem jeszcze nie dotrzymał terminu, co jest już inną sytuacją - zgadzam się - równie niedobrą. Ale dziennikarze chyba dobrze wiedzą, że nie jesteśmy jedyni w tej lidze, którzy mają zaległości. To nie jest tak, że jesteśmy całym złem polskiej piłki ręcznej. I nie boli mnie to, że się nas tak wszyscy uczepili, tylko że nie ma rzetelności w przepływie informacji - ile klubów jest zadłużonych? Które nie płacą? Bo my naprawdę nie jesteśmy jedyni.
Oczywiście tajemnicą poliszynela jest „ekonomia” Koszalina czy Kalisza. Ona ukazała się w komentarzach w socjal mediach po odważnej „akcji” Dorsz o zaległościach nie tylko w Sośnicy, otwierającej tę puszkę Pandory.
- No właśnie. Jest to samo, co u nas. Dziewczyny, które odeszły z innych klubów, od stycznia nie widziały pieniędzy. Dostają 20-30 procent zaległości z Superligi i to jest wszystko, a zagraniczne ani złotówki nie dostały. Ale nagłaśniana jest tylko Sośnica. A to, co zrobiono z naszym protestem po spotkaniu w Koszalinie, to po prostu skandal.
Nie uznano waszych argumentów, że delegat nie miał prawa przerwać meczu w ostatniej akcji, gdy przegrywając jedną bramką wyprowadzaliście kontrę? Delegat „zwalił” winę na awarię buzzera, a wy przez to - być może - szansę na punkty w rzutach karnych...
- W odpowiedzi na nasz protest Superliga odpisała, że faktycznie delegat popełnił błąd, który miał wpływ na wynik meczu, ale na końcu decyzję i tak podjęli sędziowie, a że z interpretacjami sędziowskimi się nie dyskutuje, nasz protest został odrzucony.
To faktycznie jakaś aberracja...
- To jest żenująca odpowiedź. Nasz protest był całkowicie słuszny. Delegat nie miał prawa przerwać meczu w momencie, gdy przechwyciliśmy piłkę. To jest fakt niepodważalny, a na koniec sędziowie podjęli decyzję zgadzającą się z delegatem, więc z tym już nie można nic zrobić.
Z sędziami piłki ręcznej w Polsce jeszcze nikt nie wygrał...
- Najgorsze, że to ja dostaję po łbie, a telefony do mnie się urywają. Ale odpowiadam: chwila, chwila, dajcie mi spokój. Jestem tylko trenerem. Nie podpisuję kontraktów, nie odpowiadam za finanse klubu. Zebrałem zespół i walczę z nim o jak najlepsze miejsce w lidze, jakie tylko jest możliwie. To jest moja rola. Koniec kropka, sorry, wybaczcie. Nie jestem ani prezesem, wiceprezesem, czy dyrektorem sportowym. Jestem pracownikiem klubu, ale „tylko” trenerem. Mam naprawdę fajne dziewczyny. Wyniki oczywiście są, jakie są, ale serce by mi pękło, gdyby to się rozpadło.
Silne śląskie kluby, grając w Orlen Superlidze, w sposób absolutnie zaskakujący zostały przed sezonem zlikwidowane. Ruch Chorzów „pozamiatało” miasto, męski Górnik Zabrze unicestwił jego właściciel i jeszcze Sośnica się podda?
- Mam nadzieję, że nie, bo za chwilę na Górnym Śląsku może być po piłce ręcznej .
Po tych ostatnich zawirowaniach wokół was jest nadzieja na dobry wynik w sobotnim (16.00) z Piotrcovią?
- Nadzieja umiera ostatnia.
Pytam dlatego, bo wyprzedzające was zespoły już mocno uciekły. Za chwilę ich dogonienie może stać się niemożliwe...
- Musimy podtrzymać serię kolejki cudów... Pozostaje nam wychodzić na parkiet, walczyć o każdy punkt, a na końcu zobaczymy, gdzie nas to zaprowadzi. Mamy trochę łatwiejszą drugą rundę, bo podejmiemy Galiczankę, Koszalin czy Elbląg, więc jest szansa, że tych punktów uda się trochę zdobyć. Ale żeby myśleć o spokoju, musimy wydrapać jakieś „oczka” komuś z góry tabeli. Galiczanka i Koszalin pokazały ostatnio, że da się to zrobić.
No to idąc tym tropem - pierwszy dobry „strzał” powinien zostać oddany z Piotrcovią?
- Poza Zagłębiem Lubin nie ma w lidze zespołów nietykalnych. Gniezno „płynie piątką” z Koszalinem, Kobierzyce zawodzą, choć się tego spodziewałem, bo ich transfery poszły w ilość, a nie w jakość.
A zarzut do trenera Sośnicy jest taki, że ostatnich meczach, prowadząc przez ich większą część, oddajecie punkty w końcówkach. Dlaczego tak się dzieje?
- Niestety, mamy 4-5 sytuacji w decydujących momentach, których nie potrafimy zamienić na bramki. W Biłgoraju z Galiczanką mamy +3 i marnujemy „setkę” na kole, dwa razy sam na sam ze skrzydła, a do 50 minuty gramy fajne zawody. Wtedy dwie czołowe, trzymające obronę zawodniczki dostają czerwone kartki. Co dodać, skoro mówiliśmy na początku, że z interpretacją sędziów się nie dyskutuje? Oddajemy więc przewagę rywalkom, zaczyna robić się nerwowo, zamiast dociągnąć niezły w sumie mecz.
Głowy się „gotują”?
- Prezes pyta mnie - co się stało? Odpowiadam – za dużo gongów naraz ostatnio dziewczyny dostały. Pół Polski wydzwania, że są długi. Internet wypisuje, że cofną nam licencję i dziewczyny - zamiast myśleć o treningu - przychodzą do mnie z pytaniem: trenerze, mamy już sobie szukać nowych klubów? Będzie klub, nie będzie klubu? I jak tu się skupić na meczu, gdy morale siada na d... . U facetów jest trochę inaczej, a u kobiet się z tym nie wygra. Możemy sobie opowiadać bajki, jak wspaniale powinno być, ale kobiety reagują emocjonalnie, a do tego dostają sprzeczne informacje i kończy się to tak, że przegrywasz wygrane mecze.
Ale w sobotę spróbujecie wznieść się na wyżyny z piotrkowską rewelacją sezonu?
- Spróbujemy. Mamy jeszcze dwa mecze przed reprezentacyjną przerwą na mistrzostwa świata, a potem miesiąc, by nasze głowy całkowicie zresetować. No, chyba że media będą odgrzewały stare kotlety, szykując jakieś dziwne newsy. Jeśli będą siały wokół nas niepokój, na czym komuś chyba bardzo zależy, to może nas czekać walka z wiatrakami. I jeszcze „góra” rzuca nam kłody pod nogi.
W jaki sposób?
- Zamiast pomagać biednym, a my się do nich zaliczamy, to karze się nas 40 tysiącami złotych za zaległości. I zrozumiałbym jeszcze, żeby te 40 tysięcy poszło na nasze zaległości, ale nie. Klub ma długi, jesteśmy biedni i jeszcze biedakowi zabiera się 40 tysięcy, kasując te pieniądze dla siebie. No gdzie tu jest logika?
Kolejny raz z przykrością muszę stwierdzić, że jej nie ma.
- No właśnie. Gdyby sprawdzono, jakie mamy długi i zabrano nam wsparcie z Superligi na poziomie należnych nam 120 tysięcy złotych na poczet zaległości dla dziewczyn, zrozumiałbym to i nie odezwał słowem. Tymczasem uderza się po kieszeni - ot tak zabierając pieniądze - zadłużony już klub. Jaka w tym logika, że zapytam raz jeszcze? Zamiast nam pomóc, to się nas dobija, a potem wszyscy się dziwią, że kluby padają...
Rozmawiał Zbigniew Cieńciała
