Zmarznięci i... Zmarzliki

REMANENT, cotygodniowy felieton Jerzego Chromika

Spośród wielu bzdur
Które niosą stada chmur
Ja lubię deszcz, deszcz w Cisnej
W wielkim mieście nie wie nikt
Ile czasu może mżyć

Taki deszcz, deszcz w Cisnej...

W wielkim mieście nie wie nikt? Ile czasu może lać? Deszcz w Cisnej to nie to samo, co ulewa we Wrocławiu? Określenia podręczne? Ściana wody! Wielkie było moje rozczarowanie, choć już o piętnastej aplikacja pogodowa przewidziała otwarty spust w niebie nad Stadionem Olimpijskim przy skali grzmotów przekraczających nawet percepcję głuchych. A przecież od tygodnia czekałem na to ściganie w Grand Prix po doskonale sobie znanym torze żużlowym.

W 1975 przyjechałem do Wrocławia na zaproszenie ciotki, która miała pół bliźniaka na Sępolnie. Od ulicy Bartosza Głowackiego do toru żużlowego było coś około dwóch kilometrów. Piszę o torze, a równie dobrze można napisać o boisku piłkarskim, na którym Śląsk postawił się choćby Liverpoolowi. To były czasy. Na przemian grali i zwyciężali piłkarze mistrza Polski, a po owalu jeździli żużlowcy Sparty. W latach 70. minionego wieku między pierwszą a drugą ligą.

Wracajmy do roku 2026 z koniecznym wspomnieniem Waldstadionu 1974 we Frankfurcie nad Menem. To niby nieporównywalne czasy, bo technika czyni dziś cuda, a wtedy wszystko sprowadzało się do walca z wielką gąbką. Przez pierwszą godzinę, a nawet dwie, mało kto jednak wierzył, poza szefem cyklu GP w płaszczu podobnym łudząco do Inspektora Gadżeta z kreskówki, że Wrocław wyschnie do dwudziestej drugiej i stadion usłyszy jeszcze przed północą brum, brum! Usłyszał także „Mazurka Dąbrowskiego” i to była najlepsza nagroda dla przemoczonych widzów, strażaków i armii traktorzystów, którzy wygrali z pogodą, by Polak znowu był najlepszy na wrocławskim torze i odzyskał złoty plastron lidera.

Mamy teraz 48 drużyn w finałach MŚ 2026, ale mało kto pamięta, że w dawnym totolotku, tym z PRL, było 49 dyscyplin, a ten ostatni numer miał... ŻUŻEL! Bo na „Ż”? Alfabetycznie tak. Są jednak takie tygodnie i miesiące, że w moim prywatnym rankingu ten czarny sport ma jedynkę. Kocham żużel, nawet w porze mundialu. Mając do wyboru Niemcy – WKS, postawiłem więc w sobotni wieczór na GP na Stadionie Olimpijskim.

Koła motocykli się ślizgają
Wycieraczki smutno w deszczu łkają
Kropel głuchy rytm
Stuka w moje drzwi
Pasjans, który stawiam dziś od rana
Znów nie wyszedł mi (...)

Zmarzlik nie stawiał sobie pasjansa. Nie kalkulował, ale też nie wygrywał od pierwszego biegu. Zmieścił się w finale bez dodatkowego wyścigu, a gdy Kurtz wybrał tor wewnętrzny, bez wahania obstawił ten zewnętrzny. Dobrze zrobił, bo wygrał. Prawie w cuglach. A potem nie było już deszczu, a spływały po policzkach łzy szczęścia. Ojca Bartosza i widzów z całej Polski. Niepewnie czuli się tylko na podium zabrani w trakcie dekoracji malcy. Mistrz Zmarzlik, a jak nazywać jego synów? Może to po prostu Zmarzliki?

Tweet Wojtka Koerbera był najlepszą puentą tego niezwykłego wieczoru.

Zmarzlik wprosił się na domówkę Kurtza z szampanem i dziećmi, bezczelnie został do północy, a na koniec odciął gospodarzowi prąd i zabrał fotel. Tak trzeba żyć.

Dlaczego na domówkę Kurtza, skoro zawody były w Polsce? Bo Australijczyk, na pewno od roku najgroźniejszy rywal naszego sześciokrotnego mistrza świata, to od dwóch lat zawodnik miejscowej Sparty. Po trosze nadal mojej Sparty, choć w latach 70. była jeszcze bez drugiego członu w nazwie.

Na krzyżówce przysiadł ptak
Widać jemu też nie w smak
Taki deszcz, deszcz we Wrocławiu
Nie tylko ten w Cisnej
Czy kto deszcz taki widział
Noe z arką by mi się przydał (...)
Nie, w sobotni wieczór wystarczyli ofiarni organizatorzy Sparty Wrocław.
Polak potrafi, Polak osuszy nawet bagno, by inny Polak mógł zwyciężyć!


Świdnicka udekorowana przed GP Polski. Wrocław od dawna kocha żużel! Fot. JCH

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się