Zmartwienia Papszuna wszystkie: może być mało sympatycznie!

Starcie przy Łazienkowskiej na czysto sportowy hit się nie zapowiada. Ale i tak cała Polska czeka na nie z fascynacją: kultowy trener rozpoczyna nowy rozdział w swym zawodowym życiu.

Marek Papszun dekady czekał na szansę pracy z Legią. Przed debiutem o uśmiech jednak niełatwo... Fot. PAP/Leszek Szymański

LEGIA WARSZAWA

W stolicy istnieje długa tradycja sięgania po najważniejsze ogniwa największych rywali. Do tej pory ograniczała się jednak zazwyczaj do piłkarzy. Tej zimy do Legii – prosto z Rakowa - ściągnięto jednak Marka Papszuna, po niemal dziesięcioletnim (z roczną przerwą) budowaniu przez niego kultu własnej osoby pod Jasną Górą.

Fani – ale i on sam – z niecierpliwością odliczają godziny do jego debiutu na trenerskiej ławce wojskowych. - Cieszę się, że jestem tu, bo to znaczy, że startujemy i jest wreszcie pierwszy mecz – mówił nowy szkoleniowiec legionistów na piątkowej oficjalnej konferencji prasowej. Poprowadzenie drużyny z Łazienkowskiej – co parokrotnie przyznawał – zawsze było jego marzeniem.

Na „dzień dobry” jednak owo marzenie zderza się z niekoniecznie różową rzeczywistością. Jean-Pierre Nsame, skuteczny u progu sezonu, długo jeszcze będzie się rehabilitować. Wiosną mogą być też problemy z obejrzeniem na murawie Rubena Vinagre'a, który w minionych dniach poddać się musiał operacji przywodziciela i wrócić może do gry dopiero w maju, czyli de facto w samej końcówce sezonu. W tym tygodniu z treningów wyłączeni byli też inni podopieczni Papszuna: Paweł Wszołek, Radovan Pankov, Kacper Chodyna i Steve Kapuadi. - Każdy ma innego rodzaju dolegliwości, ale każdy z nich może zagrać z Koroną. Wiąże się to jednak z ryzykiem: pogoda nie sprzyja temu, by w tych warunkach od razu wprowadzać graczy w dużą dynamikę – opisywał sytuację kadrową – i własne wątpliwości z nią związane – Marek Papszun.

Właśnie prognozy pogody – zapowiadające w niedzielne popołudnie kilkunastostopniowy mróz – to kolejny element, czyniący wielce zagadkowym trenerski debiut Papszuna na ławce przy Łazienkowskiej. Tym bardziej, że niemal do ostatniej chwili trwało układanie nowej murawy!

- Mam obawy o ewentualne urazy. Podatność na nie w tak niskich temperaturach jest większa – szkoleniowiec co prawda nie panikuje, ale też nie wygląda na stuprocentowo zadowolonego z pogodowego psikusa. Wspomina też bowiem o tych, którzy w futbolu są równie ważni, co piłkarze. - Przy minus 20 oglądanie meczu nie jest wielką atrakcją dla kibiców – podkreśla. - Dużo będzie zależeć od tego, jakie widowisko stworzymy; czy będziemy w stanie rozgrzać publikę. Bo jeżeli nie, to może być mało sympatycznie.... - kończył opiekun Legii. I nie wiadomo, czy miał wyłącznie na myśli trzaskający mróz, czy również jesienne nastroje widowni przy Łazienkowskiej...

(DaL)

________________

Gdy marzną stopy...

Trzy pytania do... Mariusza Stępińskiego, zakontraktowanego tej zimy napastnika Korony

1. Jak bardzo zawraca wam głowę myśl o tym, czy niedzielny mecz może zostać odwołany?

- Im mniej będziemy tracić energii na obserwowanie warunków i dywagowanie, czy mecz się odbędzie, tym lepiej dla nas.

2. Przez kilka ostatnich lat grał pan na ciepłym Cyprze, a w niedzielę może być kilkunastopniowy mróz. Pełen hardcore?

- Temperatura nie stanowi dla mnie problemu. Problemem są... zmarznięte stopy. Kiedy marzną, ciężko operować piłką. W ostatnich dniach testowałem nawet podgrzewane wkładki do butów, ale nie wiem, czy będzie sens ich używać.

3. A klimat w samej Koronie jaki jest?

Od pierwszego dnia czułem się w kieleckiej szatni tak, jakbym w tej drużynie był bardzo długo. Niepotrzebna była żadna szczególna aklimatyzacja.


Mariusz Stępiński. 

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się