Zło trenerskie

WYMIANA KOSZULEK - Wojciech Kuczok

Kazimierz Górski miał talent do błyskotliwych bon motów, które na stałe zagościły w słowniku futbolowym. Niegdyś rzekł był o Januszu Wójciku, że to „dobry trener, ale nie ma wyników”. W ten sposób kurtuazyjnie usprawiedliwiano potem zwolnienia coachów w polskich ligach, a wiemy, że nad Wisłą nie ma posady bardziej nietrwałej niż stołek trenerski. Owóż, zwalnianie trenerów stało się w Polsce sztuką dla sztuki, robi się to już nie tylko spontanicznie, ale, by tak rzec, profilaktycznie, prewencyjnie, bez związku z boiskową rzeczywistością.

Teraz zdaje się obowiązywać zasada: „Zły trener, chociaż ma wyniki”, co możemy w najbardziej wyrazisty sposób zaobserwować na przykładzie Arki Gdynia. Od kiedy „Żółto-niebieskich” przejął w sierpniu na prawach „trenera tymczasowego” Tomasz Grzegorczyk, wygrał wszystko. Jeśli polskie dworce tymczasowe wyglądałyby tak, jak wyniki Grzegorczyka, nie trzeba byłoby remontować starych. 6 kolejnych zwycięstw ligowych i awans w Pucharze Polski: sto procent skuteczności, średnia punktów 3.0. W nagrodę może poprowadzić zespół jeszcze tylko do grudnia, bo zarząd postanowił ściągnąć „poważnego” szkoleniowca, za którego uznano Dawida Szwargę. Jedynym osiągnięciem Szwargi w samodzielnej karierze trenerskiej jest błyskawiczne uczynienie z mistrza Polski ligowego średniaka i zajęcie miejsca, które gwarantowało w Częstochowie pierwszą od 2020 roku spokojną jesień bez europejskich pucharów. Szwarga zepsuł Raków, ale nie zdążył go zdewastować, dzięki czemu wracający na stare śmieci Marek Papszun niemal z marszu odbudował drużynę i uczynił z niej poważnego kandydata do odzyskania tytułu mistrzowskiego. Rozumiem, że zarząd Arki poczuł realne niebezpieczeństwo awansu do ekstraklasy i postanowił je zażegnać. A tak serio – sam sobie nie wierzę, ale trzymam kciuki za gdynian we właśnie rozpoczętym „tygodniu prawdy”. Mają w terminarzu Niecieczę, Piasta Gliwice w Pucharze Polski oraz Wisłę Płock i jeśli z tymi rywalami także się rozprawią, kwestia zwolnienia Grzegorczyka stanie się ciekawostką klasy globalnej. Być może wtedy drużyna odważy wstawić się za swoim coachem, zamiast mamrotać lękliwie, że „nie mają wpływu na decyzje zarządu”.

Tomasz Grzegorczyk, choć ma z Arką świetne wyniki, po rundzie jesiennej zakończy z nią przygodę trenerską. Fot. Piotr Matusewicz/Pressfocus

O tym pomyśle kadrowym włodarzy Arki jest stanowczo zbyt cicho, tak jak zdecydowanie za głośno komentuje się każdy pozaboiskowy wyczyn Goncalo Feio. Kampania medialna na rzecz zwolnienia Bestii, znęcającej się na Piękną Legią na szczęście wciąż nie przyniosła skutku. Feio to kolejny „zły” trener, którego bronią wyniki. W ostatnich tygodniach dołączył do nich nawet styl. Niegrzeczny chłopak w permanentnym kryzysie wizerunkowym wciąż trwa na stanowisku, a Legia łapie drugi oddech. Przyjemnie było popatrzeć, jak nasz klub ogrywa na wyjeździe drużynę reprezentującą kraj sąsiadujący z nami w rankingu UEFA. Ogrywa w sposób bezczelny, bezlitosny, bezdyskusyjny – dokładnie tak, jak sami przywykliśmy być ogrywani przez lata.

Uciekamy Serbom, będzie jeszcze szansa podgonić Szwajcarów, kiedy na Łazienkowską przyjedzie Lugano – kto wie, czy jeszcze w tym sezonie nie uda się nas wyciągnąć rankingowo na tę wymarzoną piętnastą pozycję i będziemy mieli latem dodatkowe miejsce w eliminacjach Ligi Mistrzów. Mam słabość do „bad boyów” w świecie dominującego dyskursu poprawnościowego i brutalnej „wojny z przemocą”, z powodu której żony zakładają niebieskie karty mężom za najdelikatniej choćby zadane pytanie o podwójny podbródek, a szefowie zwracający uwagę podopiecznym inaczej niż szeptem są oskarżani o mobbing. W ramach inkluzywności będzie się lada moment zatrudniać niewidomych okulistów, głuchych stroicieli fortepianów i, jak rozumiem, trenerów nie mających pojęcia o sporcie, za to potrafiących poklepać po plecach i wygłosić tylko dwa słowa: „good job”. Goncalo Feio to nieokrzesany narwaniec, ale ja mu wierzę, że zrobi z tej Legii drużynę klasy europejskiej i tak jak jego gburowaty rodak Mourinho będzie rozliczany z wyników, a nie z czułości.