Złe decyzje

Sezon w Zabrzu stał pod znakiem kiepskich wyborów, których dokonywali działacze.

Erik Janża – lider Górnika na boisku i poza nim. Fot. Marcin Bulanda / Press Focus

W Górniku przyzwyczaili, że co pół roku mamy do czynienia z rewolucją, czy to w kadrze, czy na ławce trenerskiej. Tak też było w rozgrywkach 2024/25. Z zespołu odeszli szybcy skrzydłowi (Lawrence Ennali, Adrian Kapralik, wcześniej Daisuke Yokota) i na nowo trzeba było składać zespół. Na sportowe wyniki nakłada się jeszcze proces prywatyzacji Górnika, który trwa, trwa i jego końca nie widać. W grze są cały czas te same podmioty, ale ostateczne decyzje nie zapadły, tych można się spodziewać jesienią, raczej tą późniejszą niż wcześniej…

Przykre zwolnienie

Jak sprawa wyglądała, jeśli chodzi o boisko? Jak to pod okiem Jana Urbana – z czasem drużyna „zatrybiła” i w końcówce 2024 roku grała naprawdę dobrze. Po pierwszej części rozgrywek Górnicy byli na wysokim, 6. miejscu z aż 30 punktami. Były realne szanse walki nawet o pucharową lokatę (5 punktów straty do 3. Jagiellonii).

Choć dyrektor Łukasz Milik szumnie zapowiadał, że zimą zespół się wzmocni, to odeszli kluczowi zawodnicy, Damian Rasak i Norbert Wojtuszek. Piłkarzy sprowadzonych w zimowym okienku trudno nazwać wzmocnieniami, co najwyżej uzupełnieniami, a nie o to przecież chodziło. Jeśli ktoś dał jakość, to był to 17-letni Dominik Sarapata, jedno z odkryć rundy wiosennej, ale to piłkarz, na którego odważnie postawił i przysposobił do grania oczywiście trener Urban.

Zabrzanie drugą część rozgrywek zaczęli od rozczarowującego remisu z Puszczą Niepołomice. Potem grali w „kratkę” - przegrali z Pogonią w Szczecinie 0:3, ponieśli porażki z Rakowem i Cracovią po 0:1. Coś ruszyło się w marcu, kiedy przyszła szczęśliwa wygrana z Lechią na wyjeździe i z Motorem u siebie po efektownym starciu, które zakończyło się rezultatem 4:0. Wtedy w kuluarach usłyszeliśmy z ust Bartłomieja Gabrysia (członek zarządu) słowa rzucone pod adresem trenera Urbana, że „znowu się uratował”. Nie wróżyło to dobrze szkoleniowcowi, z którym przeciągano rozmowy na temat nowego kontraktu.

W końcu w połowie kwietnia, po dobrej grze i przegranych po 1:2 kolejno z GKS na otwarcie Nowej Bukowej, z Legią u siebie i z lubinianami na ich terenie, w niewybredny i obcesowy sposób pożegnano Jana Urbana. Padło sporo mocnych i ostrych słów z jednej i drugiej strony. Zespół był wtedy na 7. miejscu i dalej miał szansę na poprawę tego, co było przed rokiem – 6. lokata.

Teraz Gasparik

Zadanie prowadzenia drużyny powierzono asystentowi trenera Urbana, byłemu piłkarzowi Piotrowi Gierczakowi. Pod jego wodzą zespół nie tylko nie przeszedł błyskawicznej, pozytywnej metamorfozy, co jeszcze zaczął słabiej grać i w tabeli obsunął się o dwa miejsca, nawet za beniaminków z Lublina i Katowic. Górnik skończył więc rozgrywki na najgorszej pozycji w czterech ostatnich latach, stracił finansowo (każde miejsce niżej to 300 tys. zł mniej), a przy tym mocno napsuł sobie PR-u, nie tylko wśród ekspertów, ale głównie wśród swoich kibiców, którzy byli zniesmaczeni, jak trójka zarządzających: Gabryś, Siara, Milik, potraktowali klubową legendę. Teraz drużynę prowadzić będzie słowacki trener Michal Gasparik, który Górnika zna z czasów występów w nim jako piłkarz przed 14 laty.

Rewolucji ciąg dalszy

Który z zawodników zaliczy miniony sezon na plus, który na minus? Wiosną bardzo pozytywnie zaskoczył wspomniany Sarapata. Pokazał, że warto stawiać i dawać szansę takim zawodnikom, jak on. To w dużej mierze dzięki wychowankowi Józefki Chorzów udało się osiągnąć limit gry młodzieżowców, czyli 3000 minut, z czym we wcześniejszym sezonie były problemy. Nie zawiedli też rutyniarze, jak kapitan zespołu Erik Janża czy Rafał Janicki. Kolejne postępy zrobił Kryspin Szcześniak. Nie zawodził w linii środkowej Patrik Hellebrand, który na boisku prezentował się tak, jak by miał ogromne doświadczenie w ekstraklasie. Został zauważony przez selekcjonera reprezentacji Czech. W marcu był już w szerokiej kadrze naszego południowego sąsiada.

Kłopoty były natomiast z przodu. Najskuteczniejszym zawodnikiem drużyny z 8 bramkami został Luka Zahović. Zupełnie zawiedli natomiast tacy piłkarze, jak Adam Buksa czy Sinan Bakis. Ten pierwszy w 23 ligowych meczach raz posłał futbolówkę do siatki, Bakis ani razu w 14 spotkaniach.

Teraz za wyniki odpowiadać mają już inni. Dość powiedzieć, że letnie okienko jeszcze się nie zaczęło, a w Górniku już jest siedmiu nowych zawodników, a następni stoją w kolejce! Rewolucji w Zabrzu – jak co roku – ciąg dalszy.

Michał Zichlarz