Zjednoczeni.pl

REMANENT, cotygodniowy felieton Jerzego Chromika

Taki już rok. Nie da się uciec od odejmowania. 2026-1956 daje za każdym razem 70. Ale nie o mnie ma być i może nie zapeszajmy, bo na razie jest obiecująco. Pierwszy weekend dostarczył, i to nie tylko mnie, sporo wzruszeń. Bo „nasi” w weekend wygrywali! Najpierw nasi tenisiści, a potem jeszcze spolszczona Barcelona. No, ale po kolei...

Zaczęło się może nie jak u Hitchcocka, a u.... Smarzowskiego! W „Domu złym”. Było trzęsienie kortu. Powracający ze zdrowotnej emigracji Hubert Hurkacz doprowadził bowiem do przełamania... systemu nerwowego Zvereva. Chyba nie tylko zwierzęcy instynkt spowodował, że po kolejnym przegranym punkcie rakieta niemieckiego Rosjanina straciła fason. A on rezon.

To był dopiero dobry początek walki, bo w singlu grywa jeszcze Iga Świątek. Naprzeciwko niej stanęła niżej notowana Eva Lys. Prawie jak... Liz Taylor, ale okazało się, że o wiele groźniejsza. Po jednym z gemów w oczach naszej idolki pojawiły się więc łzy. Trochę znikąd i niewytłumaczalne. Czy coś ją zabolało, czy ktoś jej dokuczył? W pobliżu tym razem nie było pani psycholog Abramowicz, więc zrobiło się niepokojąco. Przypomniał mi się, i nawet wiem dlaczego, ten przebój sprzed dziesięcioleci...

Smutne oczy, piękne oczy

Smutne usta bez uśmiechu

Widzę co dzień ją z daleka

Stoi w oknie aż do zmierzchu (...)
Iga Świątek smutną ma twarz


Iga Świątek wciąż patrzy w dal...

Na szczęście z Lys poszło potem lepiej, nie to, co z matką Bencic. Ta była dla Igi za mocna. Refren Czerwonych Gitar pozostał więc aktualny i stało się oczywiste, że bez zgranego miksta nie da się za trzecim podejściem wywalczyć trofeum United Cup.

To teraz może nasza ulubiona opowieść domowa. Taka historyjka, już na prawach anegdoty. Współscenarzysta sześciu pierwszych sezonów „Rancza”, Jurek Niemczuk, powitał latem za progiem swego rancza na Mazurach niezapowiedzianego kuzyna. Padło sakramentalne pytanie, jak prawie w każdym polskim domu, zaraz po zajęciu miejsc:

– Kawa czy herbata?
– Nie, nie, dziękuję, zaraz wychodzę.
Po kwadransie:
– Kawa czy herbata?
– Nie trudź się, dziękuję.
Po godzinie:
– Zrobić kawę czy herbatę?
– Nie trzeba, już zmykam.
Po drugiej godzinie spotkania:
– K....a, to kawa czy herbata!
Przestraszony okrzykiem gość wymamrotał:
– Kawa, ale proszę cię, nie rób...


Przypomniałem sobie o tym zdarzeniu już w trakcie pierwszego miksta, który decydował o awansie drużyny. Najpierw do finału tenisowego United Cup, a potem nawet o zdobyciu trofeum.

A teraz powtarzam i będę powtarzał do znudzenia:

Kawa, Kawa i tylko Kawa! Katarzyna Kawa!

Partnerka Jana Zielińskiego nie raz i nie dwa musiała stawać w tym turnieju na wysokości zadania, bo jedna z naszych „kart biorących” przegrała singlową rozgrywkę. A to, że Janek potrafi w debla, wiadomo od dawna. To, że pani Kasia umie zasłaniać korytarze, występując w parze, to też żadna nowość. No, ale że Zieliński ukłoni się pani Katarzynie publicznie tak nisko aż dwa razy po jej zagraniach nie z tego kortu, to było chyba dla wszystkich wielkim zaskoczeniem.

Ale do czego prowadzę? Tak mawiał zawsze w redakcji „Sportowca” zmarły w wieku zaledwie 60 lat, akurat też w styczniu, nieodżałowany Zdzisiek Ambroziak. Tak pytał, ilekroć gubił wątek. Ja prowadzę do puenty. Zjednoczeni.pl jest teraz ważniejszym adresem niż pyszne.pl. Nie zamierzam z nikim polemizować. Prawie wszystko bowiem smakowało w tym naszym Australian United. I jeszcze ta kibicująca od pierwszego meczu siostra miłosierdzia na obczyźnie, która po zwycięstwie naciągnęła na habit czerwoną koszulkę z napisem „Team Polska”...

Wymodlone zwycięstwo, wszystko przebaczone, gdyby tylko nie te... smutne oczy Igi. Z uśmiechem przyklejonym w ostatniej chwili i trochę na siłę. Dopiero po dekoracji.

Katarzyna Kawa dała w Sydney powody, by się jej kłaniać w pas. Fot. Paweł Jaskółka / Press Focus

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się